
LIGA MISTRZÓW. Borussia Dortmund – Legia Warszawa 8-4! Mistrz Polski przechodzi do historii prestiżowych rozgrywek.
12 bramek w jednym meczu – tego licząca sobie 24 lata Liga Mistrzów jeszcze nie widziała. Trenerscy technokraci pokroju Rafy Beniteza zapewne nie byli w stanie zdzierżyć tak radosnego futbolu, ale już ktoś taki jak profesor Dąb-Rozwadowski uśmiechał się od ucha do ucha.
Pamiętacie państwo scenę z serialu Alternatywy 4, gdy zbliża się mecz, a gospodarz domu Stanisław Anioł ogłasza totka blokowego i namawia do zabawy profesora-opozycjonistę Ryszarda Dąb-Rozwadowskiego?
– Przykro mi, ale nigdy nie byłem hazardzistą. Raz byłem tylko na Służewcu, przed wojną – broni się naukowiec.
– Profesorze, to jest na cele społeczne. Pięćdziesiąt procent idzie na ofiary najbliższej klęski żywiołowej. Wszystko jedno jakiej, może być powódź, trzęsienie ziemi, pożar. Wszystko jedno gdzie, może być i u nas. Ważne, że mamy forsę i wpłacamy pierwsi. I kto jest wtedy najlepszy? My! Kogo wymieniają w prasie? Nas! Profesorze, myśmy w Pułtusku nie takie numery robili. Panie profesorze, autorytet naszego totalizatora zyskałby bardzo, gdyby pan profesor razem z nami wszystkimi…
– No dobrze, niech będzie, że i ja też…
– A na kogo pan stawia profesorze? – jak powiedział Sofronow do recenzenta.
– Porządek sześć – dwa.
– Porządek sześć – dwa – Anioł notuje w kajecie – Ale czego?
– Wszystko jedno – odpowiada Dąb-Rozwadowski.
Magiera: – Było warto!
Nie ulega wątpliwości, że piłkarscy laicy doświadczyli we wtorkowy wieczór przygody niezwykłej. Jednak bądźmy szczerzy: takie spotkanie w poważnych rozgrywkach zdarzyć się nie powinno. Drużyny parły do przodu, ale strzelały jak na treningu, bo nikt nie myślał o obronie. – Przypomina to mecz żołnierzy. Od jednego pola karnego do drugiego – wypalił komentujący spotkanie w TV Marcin Żewłakow, gdy po 24 minutach padł pierwszy rekord LM: pięć bramek w tak krótkim odstępie czasu. Zawstydzeni mogli się czuć nawet hokeiści NHL, bo i oni muszą się napocić, by wyprodukować tuzin goli.
– Nakazałem zawodnikom grać w piłkę po to, żeby się czegoś nauczyć. Tak jak dziecko, które ma roczek, stara się chodzić i się przewraca. Zastanawia się wówczas, czy warto znów spróbować, jednak ostatecznie próbuje i wie, że było warto – tłumaczył trener Legii Jacek Magiera. Bronił też swojej decyzji o wstawieniu między słupki Radosława Cierzniaka, który zawalił przynajmniej dwa gole. – Zasłużył na swoją szansę, po takim wieczorze przeżywa ciężkie chwile, ale ma moje stuprocentowe poparcie – podkreślił Magiera.
Mistrzowie Polski wyciągają pozytywy: że pierwszy raz polski zespół strzelił w meczu LM aż 4 bramki; że przy odrobinie szczęścia ten mecz mógł się potoczyć inaczej (poprzeczka Aleksandara Prijovica przy wyniku 3-2); że tworzą niezapomniane widowiska, bo wcześniej było 3-3 z Realem. Najistotniejsze jednak – i z tym dyskutować nie należy – że „Wojskowi” zachowali szansę na dalszą grę w pucharach. Jeśli w ostatnim meczu pokonają u siebie Sporting Lizbona, zostaną „teleportowani” do Ligi Europejskiej. To dopiero byłby numer!
Pobiją Białorusinów?
– Jestem bardzo zaskoczony takim przebiegiem meczu. To był czysty surrealizm – ocena Thomasa Tuchela, szkoleniowca Borussii, nie pozostawia złudzeń co do tego, z czym mieliśmy do czynienia. Niemieckie media zachwycają się skutecznością gospodarzy, ale obok entuzjastycznych komentarzy o „Legii, która została zmieciona z boiska”, pojawiają się i takie: – Przerażające, co wyczyniali defensorzy obu drużyn. Choć dzięki temu obejrzeliśmy aż tyle bramek – ocenił portal Sportbild. Tymczasem Legia jest o włos od poprawienia niechlubnego wyczynu BATE Borysów w liczbie straconych bramek. Mistrz Białorusi w sześciu meczach sezonu 2014/15 dał się pokonać 24 razy, tyle samo, co mistrz Polski. Tylko że 7 grudnia do Warszawy przylatują lizbońskie „Lwy” z kilkoma mistrzami Europy w składzie…
tsz


