Poszukiwanie zaginionego to nie to samo co poszukiwanie oskarżonego

3.qxdGość prawdopodobnie zwinął pieniądze i przepadł jak kamień w wodę. Prokuratura jednak, nie mając dowodów jego winy, bo nikt przecież nie złapał go z pieniędzmi w walizce, nie postawiła mu zarzutów. Mnie ciekawi jednak inna rzecz. Otóż człowiek uznany za zaginionego, a nie poszukiwanego za np. oszustwa, może jak gdyby nigdy nic przyjechać w każdej chwili do Polski czy nawet Rzeszowa.

Przypadkowo zatrzymany do kontroli i wylegitymowany nie zostanie zatrzymany, bo za co? Mundurowi najwyżej poinformują go, że jest uznany za zaginionego i powinien się zgłosić do poszukującej go od roku żony. Oczywiście ten może powiedzieć, że nie chce mieć kontaktów z rodzina, a w szczególności z byłą żoną i nie życzy sobie, by ktokolwiek, nawet policja, ujawniała jego miejsce pobytu i pojedzie w siną dal. Policjanci nie mogą go zatrzymać, mogą jedynie zadzwonić do żony, poinformować ją, że mąż odnalazł się zdrowy i cały, ale nie chce mieć z nią nic wspólnego. Nie mogą jej nawet podać, gdzie go widzieli i jaki ma obecnie adres zamieszkania czy pobytu. Co innego, gdyby gość miał postawione zarzuty. Wtedy panowie mundurowi mogliby go sprawdzić w bazie danych i jak dowiedziałam się w rozmowie z prokuratorem, wręczyć mu wezwanie na przesłuchanie. Nie znam policyjnych procedur, ale wydaje mi się, że pan Mełech mógłby takie wezwanie wyrzucić po prostu do kosza. Koniec kropka. Niestety, śledztwo idzie opornie. Gość buja się po obcych landach, a oszukani ludzie bezradnie zaciskają pięści ze złości.

Redaktor Anna Moraniec

2 Responses to "Poszukiwanie zaginionego to nie to samo co poszukiwanie oskarżonego"

Leave a Reply

Your email address will not be published.