
KORZENIÓW K. DĘBICY. Podejrzany wytrzeźwiał i zaczął pokrętnie tłumaczyć się przed prokuratorem.
Podejrzany o spowodowanie śmiertelnego wypadku w Korzeniowie wytrzeźwiał i został przesłuchany. Twierdzi, że wziął na motorower obcego mężczyznę proszącego o podwiezienie, a potem nie zauważył, kiedy ten z motoroweru zniknął.
W niedzielę kwadrans po godzinie 1 w nocy, dyżurny policji w Dębicy przyjął zgłoszenie o człowieku leżącym w przydrożnym rowie, w poddębickim Korzeniowie. Mimo akcji reanimacyjnej nie zdołano go uratować. Policjanci ustalili tożsamość tego człowieka, to 37-letni mieszkaniec powiatu mieleckiego.
Policja podejrzewa, że związek z wypadkiem miał młody mężczyzna, który jechał motorowerem. Funkcjonariusze ustalili i zabezpieczyli pojazd. W trzy godziny po wypadku do wyjaśnień zatrzymali dwóch mężczyzn: 36-letniego właściciela jednośladu oraz 23-latka, który nim jechał. Obaj mężczyźni w chwili zatrzymania byli pijani.
Jak dowiedzieliśmy się w dębickiej prokuraturze, 23-letni Patryk L. zeznał, że faktycznie tamtej nocy jeździł motorowerem pod wpływem alkoholu. W chwili zatrzymania miał w organizmie 1,8 promila. Zeznał jednak, że mężczyzny nie potrącił.
Co w takim razie się stało? Jak tłumaczył Patryk L., podczas przejażdżki zatrzymał go nieznany mu mężczyzna, który poprosił go o podwiezienie. Ten zgodził się i zabrał go na skuter. Jednak, jak zeznał dalej, nie widział kiedy ani w jaki sposób pasażer zniknął z tylnego siedzenia skutera.
Prokuratura bierze pod uwagę wersje potrącenia, jak i tego, że ofiara wypadku była wcześniej pasażerem motoroweru.
Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty: jazdy pod wpływem alkoholu, spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu i ucieczki z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenia pomocy. Patryk L. w związku z poważnymi zarzutami trafił do aresztu.
ArtG


