
PRZEMYŚL. Rodzice Marty G. nie wierzą, że ich zięć ma coś wspólnego z zamordowaniem swojej żony i dzieci.
Ta zbrodnia budzi poruszenie w Anglii i Polsce. 27-letnią Polkę i dwie jej malutkie córeczki opłakuje społeczność Stoke-on-Trent, gdzie na stałe mieszkały od paru la, oraz Przemyśla, skąd kobieta pochodziła.
Z szokiem po stracie zmierzyć się muszą bliscy ofiar. Świat państwa Sz. z Przemyśla zawalił się w jednej chwili, w momencie kiedy dowiedzieli się o śmierci córki i wnuczek. Ich życie zostało brutalnie przerwane. Brytyjska policja nie ujawnia szczegółów. Oficjalnie nie wiadomo, kto stoi za tym bestialstwem. Tamtejsi stróże prawa podają, że na miejscu zatrzymano mężczyznę. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy od ojca 27-latki, zatrzymano męża i ojca ofiar. Rodzice Marty nie wierzą, że mógł on mieć jakikolwiek związek z ich śmiercią. Mężczyzna We wtorek został zwolniony.
Słychać było krzyki
28-letnia Marta G. oraz jej dwie córeczki w wieku 18 miesięcy i 6 lat zostały zamordowane w domu. Najprawdopodobniej trójka została zasztyletowana. Do tragedii doszło w minioną niedzielę wieczorem. Sąsiedzi polskiej rodziny w rozmowie z mediami powiedzieli, że tuż przed zabójstwem słychać było krzyki. Jedna z kobiet mieszkających obok ruszyła na ratunek Marcie. To ona odkryła leżące na podłodze ciała.
Inna sąsiadka, z zawodu pielęgniarka, sprawdziła puls Marty i jej córeczek. Niestety, wszystkie już nie żyły. Kobieta później miała stwierdzić, że zostały zabite najprawdopodobniej przy użyciu noża, czego nie potwierdziła dotychczas policja.
Policja informację o odkryciu ciał w jednym z domów w Stoke-on-Trent otrzymała w niedzielę o godz. 18.35. Na miejsce skierowano 2 radiowozy. Kiedy odkryto rozmiar zbrodni, zjawiły się posiłki.
W poszukiwania lepszego życia
Marta G. miała 27-lat, kiedy ktoś jej i jej córkom brutalnie odebrał życie w miejscu, w którym powinny czuć się bezpiecznie, w ich własnym domu. Kobieta wyjechała z Polski w 2006 roku do Walii do koleżanki w poszukiwaniu pracy. Do malowniczego Stoke-on-Trent w hrabstwie Staffordshire sprowadziła się około 5 lat temu. Na obczyźnie poznała miłość swojego życia, obecnego męża, rodaka pochodzącego z województwa pomorskiego. Marta i Marcin pobrali się w Anglii, tam też założyli rodzinę. Na świat 6 lat temu przyszła Maja, 18 miesięcy temu Olga. Wynajmowali dom na ulicy Sherwin Road w liczącym kilkaset mieszkańców Stoke-on-Trent. To właśnie tam doszło do tragedii. Wszystko wskazuje na to, że była to szczęśliwa, kochająca się rodzina. Tak też opisują ją ich sąsiedzi i znajomi. Normalna, cicha, taka, o której złego słowa powiedzieć nie można – tak opisują ich znajomi w rozmowie z lokalną prasą. Marta zajmowała się domem i dziećmi: 6-letnią Mają i 18-miesięczną Olgą. Mąż i ojciec ofiar zarabiał na utrzymanie rodziny.
Jak wynika z rozmowy z rodzicami Marty, ich córka nie miała problemów finansowych, co więcej, dobrze się młodemu małżeństwu powodziło. Marta często odwiedzała ojczyznę, zapraszała też do siebie rodzinę i przyjaciół. Miała dobry kontakt z rodzicami, z którymi tuż przed śmiercią rozmawiała. Z opisu jej bliskich i znajomych wyłania się obraz radosnej, miłej, uczynnej, zakochanej w swoim mężu dziewczyny. Była młodą, szczęśliwą, spełnioną kobietą, lecz przede wszystkim opiekuńczą matką. Świata poza dziećmi nie widziała. – Starsza Maja niedawno rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Za parę miesięcy Olgusia skończyłaby dwa lata – mówi pani Danuta, matka Marty. Nic nie zapowiadało tragedii. Ojciec i dziadek ofiar wyznał, że podczas ich ostatniej rozmowy, którą odbyli w sobotę, nic nie wskazywało, że córka może mieć kłopoty lub się czymś martwiła. To była zwykła rozmowa, podobna do wielu poprzednich.
Trzy przerwane życia
Martę bardzo gorąco wspominają jej angielscy sąsiedzi. Polska rodzina miała dobrą opinię w okolicy. W brytyjskich mediach pojawiło się mnóstwo wypowiedzi na jej temat. „Wydawało się, że Martę naprawdę cieszy rola matki”, „To była urocza, otwarta i zawsze wesoła dziewczyna”, „Oni uwielbiali Maję, która była urocza i śliczna, dlatego wszyscy byli zachwyceni, kiedy na świecie pojawiła się kolejna mała dziewczynka” – to tylko kilka z licznych wypowiedzi lokalnej społeczności. Zbrodnia jest tym bardziej szokująca i przerażająca, że oprawca nie oszczędził maleńkich dzieci, nie będących w żaden sposób dla niego zagrożeniem. – To straszna tragedia, nie możemy w to uwierzyć. Wszyscy opłakujemy Martę i jej córeczki. Współczujemy też jej bliskim – mówi mieszkanka kamienicy w Przemyślu, w której Marta mieszkała przed wyjazdem z kraju.
„On im tego nie zrobił, on tak bardzo je kochał”
Rodzice i dziadkowie brutalnie zamordowanych ofiar nie wierzą, że ich zięć mógł mieć coś wspólnego ze śmiercią swojej żony i dzieci. Państwo Sz. mają teorię, dlaczego ich zięć trafił na komisariat. – On jest w szoku, nie wie, co się stało. Zatrzymali go, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo, żeby sobie nic nie zrobił – przypuszcza matka Marty. Z informacji, jakie posiadają państwo Sz. wynika, że ich zięć był w pracy w czasie, gdy doszło do tego bestialskiego i bezsensownego morderstwa.
Ewa Faber



2 Responses to "Potrójny dramat polskiej rodziny w Wielkiej Brytanii"