Potrójny mord

Z sekcji zwłok zmarłych wynika, że w każdym przypadku śmierć nastąpiła wskutek wykrwawienia po zadaniu ran ostrym narzędziem. Każda z ofiar miała tych ran od 20 do 30! Fot. Archiwum
Z sekcji zwłok zmarłych wynika, że w każdym przypadku śmierć nastąpiła wskutek wykrwawienia po zadaniu ran ostrym narzędziem. Każda z ofiar miała tych ran od 20 do 30! Fot. Archiwum

STALOWA WOLA. Obaj sprawcy rzezi byli trzeźwi. Jeden z nich, za namową drugiego, miał zasztyletować trzy osoby tylko dlatego, że ktoś mu ukradł bony żywieniowe.

Szkoda tylko ludzi, którzy pozostali w bloku przy ul. Popiełuszki 40. Będą musieli przez jakiś czas żyć z odium meliny. A przecież w szarym bloku żadnej meliny nie ma. Jedno, może dwa mieszkania socjalne z wyglądu melinę przypominały, ale nie brakuje też takich w innych stalowowolskich blokach. Poza tym melina musi mieć swoich lokatorów i gości, którzy na jej „renomę” zapracowują.

W jednym z takich zarobaczonych mieszkań w poniedziałek zostało zasztyletowanych dwóch mężczyzn. Główni podejrzani przespali noc w mieszkaniu ze zwłokami, a dopiero rano zaczęli się zastanawiać, co zrobili.

Poszło o talony, których nie miał
Zrobili coś strasznego, czego zwykły człowiek nie może sobie wyobrazić. No bo jak sobie przedstawić sytuację, gdy w ciągu niecałej godziny, gdyż tak chyba było, dwóch mężczyzn zabija innego mężczyznę, a potem spokojnie idą do kolejnego mieszkania i tam zabijają jeszcze dwóch. To musiało być ok. godz. 2, albo krótko po niej w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wcześniej sąsiedzi słyszeli jeszcze hałasy dobiegające z mieszkania, gdzie doszło do tragedii. Dziś wiadomo, że zapowiadało się na nią wcześniej. W niedzielę na osiedlu pojawił się Krzysztof S. To 27-latek, którym opiekowała się pomoc społeczna. Z rodzinnego domu został wyrzucony i dostał mieszkanie socjalne. W tym mieszkaniu było kilka pożarów. W końcu trafił do schroniska męskiego, ale miejsca w nim nie zagrzał. W albertyńskim przytulisku przestrzegany jest bowiem rygorystyczny zakaz spożywania alkoholu, dlatego Krzysztof S. wrócił na swoje stare osiedle.

W niedzielę coś mu się w głowie poprzestawiało. Szukał złodziei, którzy mieli mu ukraść talony żywieniowe wydawane przez pomoc społeczną. Faktem jest, że takie dostawał, po czym najczęściej sprzedawał je i miał na picie. Tym razem – co stwierdzi później badanie krwi – na picie nie miał. Mieli za to inni bezdomni, którzy wstąpili do mieszkania 64-letniego Zenona K. To właśnie jedno z takich mieszkań, do którego każdy menel ma wstęp. Zenon K. miał podpowiedzieć 27-latkowi, by za kradzież talonów sam wymierzył sprawiedliwość. Ten wziął nóż do ręki i zaczął zabijać. Najpierw 62-letniego lokatora mieszkania na III piętrze. Ofiara musiała go znać i dlatego późną nocą wpuściła go za drzwi. Potem młodzian w towarzystwie starszego „doradcy” miał wstąpić do mieszkania piętro niżej. Tam drzemało dwóch bezdomnych w wieku 39 i 62 lat. Ich też zabił, po czym sam położył się spać w tym samym mieszkaniu! Obok niego i zwłok również do snu ułożył się główny najemca mieszkania. Rano żywi otworzyli oczy i zobaczyli, co uczynili. Wkrótce na miejscu zbrodni pojawiła się policja.

Tam krew musiała się lać strumieniami
– Z sekcji zwłok zmarłych wynika, że w każdym przypadku śmierć nastąpiła wskutek wykrwawienia po zadaniu ran ostrym narzędziem – mówi Barbara Bandyga, szefowa Prokuratury Rejonowej w Stalowej Woli. Każdy zmarły miał tych ran od 20 do 30 (!) O zadanie potrójnej śmierci został oskarżony 27-letni Krzysztof S. Przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia i wziął udział w eksperymencie procesowym. On też zeznaniami pogrążył swego starszego kompana. 64-letni Zenon K. idzie jednak w zaparte i do przestępczych czynów się nie przyznaje. Jemu prokurator przedstawił dwa zarzuty usiłowania zabójstwa i jeden podżegania do zabójstwa. Wszystkie te czyny zagrożone są dożywociem. Obaj w środę zostali tymczasowo aresztowani.

Wszyscy uczestnicy masakry byli znani policji. Krzysztof S. pod koniec 2014 r. wystąpił w TVN-owskiej „Uwadze”. Kreował się wtedy na ofiarę urzędniczej znieczulicy, bo nie miał gdzie spać po podpaleniu mieszkania. Wszyscy wokół twierdzili, że jest chory psychicznie, ale był pod tym kątem już badany i choroby biegli nie stwierdzili. Na starym swoim osiedlu poczynał sobie wyjątkowo odważnie i bezczelnie. Ludzie schodzili mu z drogi, ale jak życie pokazało, nie wszyscy zdążyli.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.