Potrzebują dachu, nie obietnic

Zadaszenie toru lodowego w Sanoku pochłonęłoby ok. 30 mln zł. Koncepcję architektoniczno-urbanistyczną opracował wydział budownictwa i inżynierii środowiska Politechniki Rzeszowskiej. Fot. Podkarpacki OZŁ
Zadaszenie toru lodowego w Sanoku pochłonęłoby ok. 30 mln zł. Koncepcję architektoniczno-urbanistyczną opracował wydział budownictwa i inżynierii środowiska Politechniki Rzeszowskiej. Fot. Podkarpacki OZŁ

ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Sanok nie może się doczekać krytego toru lodowego. Środowisko łyżwiarskie bije na alarm.

– Jeśli nic się nie zmieni, nasz tor umrze śmiercią naturalną. Co wtedy powiemy setkom dzieciaków ścigających się w Sanoku na łyżwach? – rozpaczliwie rozkłada ręce Romuald Kaszubowicz, prezes Podkarpackiego Okręgowego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i Wrotkarstwa.

Po olimpiadzie w Soczi Polska oszalała na punkcie Zbigniewa Bródki, który zdobył złoto, wyprzedzając holenderskiego przeciwnika dosłownie o czubek buta. Wzruszeń dostarczyły również drużyny żeńskie i męskie. O panczenach zrobiło się głośno. Pojawiły się apele o poprawę infrastruktury, bo okazało się, że biało-czerwoni bohaterowie nie mają gdzie trenować i do najważniejszych startów przygotowują się za granicą. Zapadła decyzja o zadaszeniu toru Stegny w Warszawie. O miano obiektu numer 2 rywalizowały Zakopane i Sanok, gdzie kadrowicze tradycyjnie ładują akumulatory w okresie letnim. – Władze województwa zapewniały, że dołożą wszelkich starań, by w Sanoku ruszyła budowa nowoczesnego kompleksu służącego łyżwiarzom szybkim, short-trackowcom i hokeistom. Ale wygląda na to, że na obietnicach się skończyło – martwi się Kaszubowicz.

Najlepszy klimat i reklama
Za zadaszeniem toru Błonie lobbuje od dawna czterokrotna olimpijka Katarzyna Bachleda-Curuś, pierwszy sportowiec z Sanoka, który pojechał na igrzyska. – Od lat mieszkam w Zakopanem, ale to w Sanoku jest najlepszy klimat dla rozwoju panczenów – powtarza nieustannie. Również Kazimierz Kowalczyk, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, w mieście będącym bramą Bieszczadów dostrzega największy potencjał. – Naszą opinię politycy znają: Sanok powinien mieć zadaszony tor. Wtedy kadrowicze przyjadą tu również zimą. Jakaż to byłaby wspaniała reklama dla województwa – podkreśla.

Po Soczi łyżwiarstwo szybkie znalazło się w tzw. złotym koszyku Ministerstwa Sportu i Turystyki. Na większe pieniądze mogą liczyć trenerzy i zawodnicy, z przykryciem torów jest jednak problem. – Wydajemy grubą kasę na zagraniczne przygotowania reprezentantów. Gdybyśmy mieli odpowiednią infrastrukturę, pieniądze zostałyby w Polsce. A i sportowcy byliby szczęśliwi, mając blisko swoje rodziny. Tak ciężko to pojąć? – dziwi się Kaszubowicz.

Podkreśla, że temat zadaszenia toru w Sanoku wałkowany jest od lat. Zielone światło od PZŁS to jedno, ale kluczowa jest pomoc władz województwa. – Składaliśmy odpowiednie pisma jeszcze za czasów marszałka Zygmunta Cholewińskiego, a potem Mirosława Karapyty. Mieliśmy nadzieję, że coś ruszy za obecnego marszałka Władysława Ortyla. Że budowa toru zostanie potraktowana jak inwestycja strategiczna Podkarpacia. Tymczasem doszły nas słuchy, iż zostaliśmy „zrzuceni”.

O dachu cicho sza
Czy tak jest, próbujemy się dowiedzieć u źródeł. Przesyłamy marszałkowi pytania:

– Czy zadaszenie toru lodowego w Sanoku jest nadal aktualne? Czy projekt będzie realizowany w ramach kontraktu terytorialnego województwa podkarpackiego?

– Jeśli pomysł został zarzucony, proszę o wyjaśnienie, z jakiego powodu?

– Co z powstaniem Podkarpackiego Centrum Sportów Zimowych (Sanok – hokej, łyżwy długie, short-track; Arłamów – sanki; Zagórz – skoki narciarskie; Ustrzyki Dolne – narciarstwo biegowe i zjazdowe)? Po igrzyskach olimpijskich w Soczi władze województwa entuzjastycznie odnosiły się do pomysłu. Czy województwo będzie realizowało koncepcję budowy Centrum Sportów Zimowych?

– Czy zadaszenie toru zostało wpisane do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego województwa podkarpackiego?

– Czy władze województwa podejmą jeszcze rozmowy z miastem Sanok na temat budowy krytego toru lodowego? Jeśli tak, to kiedy to nastąpi?

Odpowiedź przychodzi szybko. Jest enigmatyczna, nie odpowiada na pytania wprost, ale między wierszami da się wyczytać, że z realizacją projektu może być kłopot.

“Zadaszenie toru w Sanoku było częścią przedsięwzięcia Podkarpackiego Centrum Sportów Zimowych. Podobnie jak Podkarpackie Centrum Lekkoatletyczne znalazło się w Kontrakcie Terytorialnym. Z tymi inwestycjami samorząd województwa wiązał duże nadzieje. Ramowa forma kontraktu nie zawiera jeszcze kwot i źródeł finansowania. Inwestycje sportowe miały być dofinansowane z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Po ostatniej wizycie w ministerstwie (13 lutego) otrzymaliśmy informacje, że środki na tego typu inwestycje zostały znacznie okrojone. Ministerstwo ma ok. 140 mln zł na ten cel na cały rok, a więc o wiele więcej niż koszt całego przedsięwzięcia na Podkarpaciu. MSiT wspierać będzie w pierwszej kolejności inwestycje, które przyczynią się do rozwoju sportu masowego i mogą funkcjonować cały rok. W tej sytuacji największe szanse na realizacje, z całego zakresu przedsięwzięcia, mają trasy biegowe w Ustrzykach. Perspektywa toru saneczkowego bardzo zmalała w momencie rezygnacji Krakowa ze starań o igrzyska olimpijskie”.

Wszystko płynie
W Grodzie Grzegorza przekonują, że można wypracować finansowy model przedsięwzięcia, który byłby satysfakcjonujący dla trzech stron: miasta Sanok, województwa podkarpackiego i Ministerstwa Sportu. – Trzeba tylko chcieć. Politycy chyba nie rozumieją, że tu chodzi o dzieciaki. Zresztą bardzo utalentowane, od lat dostarczamy województwu worki medali, zdobywamy najwięcej punktów w ogólnopolskich zawodach. Nie niszczmy tego, co tak dobrze funkcjonuje od kilkudziesięciu lat! – apeluje prezes Kaszubowicz. – Bez odpowiedniej infrastruktury, zimowe dyscypliny umrą śmiercią naturalną. Ocieplenie klimatu spowodowało, że sezon stał się rekordowo krótki. Przy 15 stopniach Celsjusza tor płynie.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.