
SPORTY WALKI. Rozmowa z ARKADIUSZEM KASZUBĄ, zawodnikiem Rzeszowskiego Klubu Sportów Walki.
– Udziałem w IV Turnieju Bokserskim o Puchar Burmistrza Boguchwały zainaugurowałeś swoje tegoroczne starty. Co taki „rasowy” kickbokser jak Ty, robił na zawodach dla bokserów klasycznych?
– Fakt, ktoś niezorientowany mógłby pomyśleć że przypadkiem pomyliłem dyscypliny, ale nie, nie pomyliłem dyscyplin. Byłem tu jak najbardziej z rozmysłem, zresztą nie pierwszy już raz. Traktuję starty w boksie klasycznym jako element przygotowań do swojej wiodącej dyscypliny, jaką jest orientalna formuła kickboxingu czyli K-1.
– Mógłbyś krótko wyjaśnić, co oznacza ten skrót?
– K-1 to najprościej mówiąc najpełniejsza formuła walki w kickboxingu, w której dopuszcza się ciosy bokserskie, kopnięcia i uderzenia kolanami na całe ciało z wyjątkiem genitaliów, pleców i tyłu głowy. Rywalizujemy w ringu bokserskim na dystansie trzech dwuminutowych (amatorzy), lub trzech, a nawet więcej trzyminutowych rund (zawodowcy). Amatorzy poza rękawicami bokserskimi, muszą walczyć w lekkich ochraniaczach na golenie oraz kaskach. Zawodowcy walczą jedynie w rękawicach bokserskich.
– Czyli jednak kickboxing jest trochę podobny do boksu…
– Powiedzmy, że trochę tak. Jednak używanie nóg, w tym i kolan wymusza u nas kickbokserów inną taktykę walki. Poza tym musimy przyswoić zdecydowanie więcej technik, zarówno ofensywnych, jak i defensywnych. Jesteśmy przez to bardziej wszechstronni, ale bokserzy skupiający się jedynie na pracy rąk, są w tej płaszczyźnie na pewno dużo lepsi. Tego się po prostu nie da ot tak zniwelować.
– Ty jednak już drugi raz wygrałeś w tym turnieju, co jest dowodem na to, że kickbokserzy mogą wygrywać z bokserami.
– Fakt, to mój drugi start i druga wygrana w tym turnieju. Zresztą w juniorach wygrał także mój klubowy kolega junior, Piotrek Kępa. Nie zapominajmy jednak, że jest to turniej amatorski i regionalny. Zawodowcy to naprawdę – że tak powiem – inny level, inna dyscyplina, nawet w porównaniu do boksu olimpijskiego.
– Nie myślałeś nigdy o zmianie dyscypliny właśnie na boks?
– Cóż, boks to naprawdę piękna dyscyplina, jednak ja wywodzę się z karate tradycyjnego, którego notabene uczyłem się u taty, trenera tej dyscypliny. Później, gdy zapragnąłem cięższej i pełniejszej rywalizacji, w wieku 16 lat zmieniłem dyscyplinę na kickboxing. Od blisko 9 lat trenuję ten sport w Rzeszowskim Klubie Sportów Walki u trenera Wiesława Kani.
– Jakie są Twoje największe sukcesy?
– Trochę się tego już uzbierało. W juniorach zdobyłem tytuł mistrza świata, mistrza Polski, Puchar Świata i Puchar Polski. W seniorach wywalczyłem tytuł wicemistrza świata, brąz na mistrzostwach Europy, Puchar Świata, Puchar Europy, Puchary Polski, Puchar Czech. Do tego trzeba doliczyć srebrne i brązowe medale Pucharów Świata, Europy, Polski, no i mistrzostw Polski. Natomiast w gronie zawodowców, dotąd zdobyłem pasy Zawodowego Mistrza Europy, Zawodowego Mistrza Polski i Zawodowego Mistrza Czech. Dodam że zawsze walczyłem w kategorii 81 kg
– Spory ten dorobek jak na 24 lata…
– Osobiście czuję niedosyt. Szkoda mi szczególnie mojego startu w prestiżowych The World Games, czyli Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich. Byłem pewny, że sięgnę po złoto. Nestety w ćwierćfinałowej walce z Irańczykiem, notabene wygranej, doznałem skomplikowanej kontuzji, która dodatkowo wyeliminowała mnie ze startów na cały sezon. Żal również tych startów i walk, gdzie sędziowie zwyczajnie mnie skrzywdzili swoimi werdyktami. Miałbym wtedy o wiele większą kolekcję medali i pucharów, ale niestety w tzw. sportach niewymiernych, nie zawsze można liczyć na sędziowski obiektywizm, a nie zawsze da się wygrać przez knockout.
– Jakie masz plany na ten sezon?
– Obecnie skupiam się na przygotowaniu fizycznym, poprawiam cechy motoryczne, doskonalę technikę bokserską, technikę kopnięć, ale także bardzo mocno pracuję nad tzw. parterem czyli techniką zapaśniczą i jiu-jitsu.
– Czyżby jednak szykowała się zmiana dyscypliny?
– W grudniu byłem chwilę w USA i w Las Vegas trenowałem trochę z kilkoma zawodnikami, walczącymi w UFC. Zostałem ciepło przyjęty i z uznaniem wyrażano się o moich umiejętnościach.
– Czyli następny przystanek w Twojej karierze to MMA?
– Nie będę ukrywał, że to co zobaczyłem w USA, trochę zmieniło moją wizję odnośnie do dalszej kariery. Wraz z trenerem doszliśmy do przekonania, że warto spróbować tej drogi, czyli startów w MMA. Kickboxing to wspaniały sport. Jednak aktualnie jest nieco w cieniu, zarówno boksu jak i MMA .
– Wiadomo już jednak, że za 5 lat kickboxing zadebiutuje na igrzyskach olimpijskich…
– Tak, ale to dopiero za 5 lat, a ja wchodzę w najlepszy dla sportowca okres kariery i chcę maksymalnie wykorzystać te swoje przysłowiowe 5 minut. Jak wspomniałem, kickboxing nieco przygasł. W ubiegłym roku nie stoczyłem ani jednej walki zawodowej, co na pewno nie sprzyja mojemu rozwojowi. Branie udziału w samych walkach amatorskich, to trochę takie „kiszenie się”. Należę do ludzi raczej odważnych i otwartych na nowe wyzwania. Ba, ja potrzebuję wyzwań, dlatego też postanowiłem zaryzykować i iść do przodu. Trenuję i staram się zainteresować moim że tak powiem projektem potencjalnych sponsorów. Za kilka miesięcy chciałbym znowu, lecz tym razem na dłużej polecieć do Kalifornii, by trenować i walczyć z najlepszymi w tym fachu.
mj
***
Wsparcie mile widziane
Rzeszowski Klub Sportów Walki jest obecnie na etapie poszukiwania sali, w której mogłyby się odbywać treningi. – Jeśli ktoś ma możliwość udostępnienia nam tego typu obiektu, to bardzo prosimy o kontakt z nami – mówi Arkadiusz Kaszuba, który nie ukrywa również, że liczy na wsparcie sponsorów, które pozwoliłoby mu uczestniczyć w kolejnych treningach w USA.


