
MIELEC. Podczas gdy inni przechodnie omijali leżącego na ziemi rowerzystę, komentując jedynie, że „pewnie pijany”, oni nie pozostali obojętni…
Wszystko rozegrało się bardzo szybko, a emocji nie brakowało. Mimo tego, Karolina Paterak i Michał Hyjek (oboje 18 l.) poradzili sobie wzorowo. Podbiegli do rowerzysty, który upadł na jezdnię, zadbali o bezpieczeństwo, sprawdzili jego stan, udzieli pomocy medycznej. Wezwali karetkę. Uratowali mu życie… Inni przechodnie, podobnie jak kierowcy, omijali go, niektórzy komentując jedynie, że „pewnie pijany”.
Do zdarzenia doszło w parku, gdzie licealiści – Karolina Paterak i Michał Hyjek (18 l.) – zauważyli mężczyznę, który prawdopodobnie wcześniej spadł z roweru lub się na nim z niewiadomych przyczyn przewrócił, a teraz leżał częściowo na jezdni i nieco na chodniku.
„Straciliśmy z nim kontakt, ale oddychał”
– Młodzi mielczanie widząc co się dzieje, natychmiast podbiegli do mężczyzny, zabrali go na chodnik. – Najpierw starał się coś mówić, nawet siadać, ale w końcu się przewrócił i straciliśmy z nim kontakt. Ale oddychał. Obejrzeliśmy go, zadzwoniliśmy na pogotowie opowiadając o sytuacji i obrażeniach, jego ogólnym stanie – mówi Karolina.
– Dla mnie nie była to pierwsza taka sytuacja, ponieważ raz już pomagałem osobie w trakcie ataku padaczki – dodaje Michał. – Zadzwoniłem pod nr 112, tam otrzymałem instrukcje co robić, wykonywałem zalecenia, korzystałem też ze swojej wiedzy zdobytej w harcerstwie i udało się pomóc choremu. Wiedziałem więc, że najważniejsze to nie panikować, odpowiadać na pytania dyspozytorki pogotowia i wykonywać ewentualne zadania.
Ratownik: – Nie było paniki, chaosu, sensacji
Na miejsce bardzo szybko dojechał zespół ratownictwa medycznego. – Od razu było widać, którzy to liderzy akcji ratunkowej, kogo pytać o szczegóły – wspomina Krzysztof Woszczak, kierownik Szkoły Ratownictwa Medycznego przy mieleckim pogotowiu. – Nie było paniki, chaosu, sensacji, widać było, że młodzi ludzie zadbali o bezpieczeństwo, odprawienie gapiów, wykonali sugestie dyspozytorek i wykorzystali własną wiedzę.
– Co najważniejsze, nie zlekceważyli zagrożenia, zainteresowali się dramatyczną sytuacją, ale nie jako sensacją. Zauważyli człowieka, któremu trzeba pomóc i zrobili to, co zasługuje na uznanie. Działali bardzo zbornie, sensownie, zadbali o wiele szczegółów, dzięki czemu udało się uratować zdrowie pacjenta, a może i życie zważywszy na fakt, że częściowo leżał na ruchliwej jezdni i nikt inny wcześniej nie zamierzał mu pomóc – zaznacza Woszczak.
Paweł Galek


