Powoływanie się przez PiS na konstytucję, to tak jakby ateista powoływał się na Boga

Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Rozmowa z gościem Super Nowości, profesorem nauk prawnych Markiem Chmajem, specjalistą w zakresie prawa konstytucyjnego i administracyjnego.

– Zacznijmy od takiego pytania: mamy w Polsce Sąd Najwyższy, czy go nie mamy?
– Sąd Najwyższy mamy. Składa się on 5 izb, z czego 3 kierują tzw. legalni sędziowie, którzy zostali wybrani przez legalną jeszcze Krajową Radę Sądownictwa. Natomiast realne wątpliwości budzą ci sędziowie, którzy w SN znaleźli się za sprawą nowej KRS. A to dlatego, że nie ma pewności co do ich niezawisłości od władzy politycznej. Wątpliwości budzi też tryb powołania tych sędziów na sędziów SN.

– Nowo powołana I Prezes SN, pani sędzią Małgorzata Manowska do tychże sędziów należy…
– Owszem i jest to sytuacja dość niebezpieczna. Nie umniejszając dorobkowi zawodowemu, czy naukowemu pani sędzi, na czele SN powinna stać osoba, której niezależność polityczna nie budzi żadnych wątpliwości. Podobnie jak nie powinny budzić wątpliwości okoliczności powołania I Prezesa SN, a tu niestety mamy z nimi do czynienia. Nie ma bowiem uchwały Zgromadzenia Ogólnego SN rekomendującego na stanowisko I Prezesa panią sędzię Manowską. Mało tego, nawet nie przeprowadzono zgodnie z prawem procedury wyborów kandydatów. Ta sytuacja jest obarczona licznymi błędami natury formalnej i jako taka nie jest bezpieczna. Stwarza bowiem zagrożenie takie, że w późniejszym czasie orzeczenia SN kierowanego przez panią sędzię Manowską mogą być kwestionowane.

– Dodatkowo I Prezes SN automatycznie przewodniczy Trybunałowi Stanu. Co to znaczy dla nas i dla polityków?
– Pozornie wydaje się, że nic nie znaczy, ale w praktyce jest zupełnie odwrotnie. Przewodniczący TS ma dość szerokie kompetencje i spory wpływ na pracę Trybunału. Między innymi to właśnie on decyduje o składach orzekających w danej sprawie, czyli wybiera którzy sędziowie TS będą sądzić danego polityka. W tej sytuacji niezbędnym jest, by była to osoba, która nawet kojarzona politycznie nie jest.

– A pani sędzia Manowska kojarzona jest …
– Trudno powiedzieć, że jest inaczej, choć ja bym tu oczywiście nie przesądzał, że pani sędzia zachowa się w określonej sytuacji tak, czy tak. Po prostu samo takie kojarzenie już nie jest, o ile tak można powiedzieć, zdrowe.

– Porozmawiajmy teraz o wyborach. Na początek o tych, które mają się odbyć. Będą legalne z konstytucyjnego punktu widzenia?
– Powiedzmy sobie wprost, że PiS przy wyborach tak kombinuje, że sam się już w tym „zapętlił”. Politycy koalicji rządzącej nie poddają się jednak i wykonują kolejne kroki w rażący sposób naruszając prawo, a przekonując opinię publiczną, że działają zgodnie z nim. Tymczasem te wszystkie „operacje” powodują, że wybory, które się odbędą, będą wątpliwe od strony prawnej, a to absolutnie w państwie prawa miejsca mieć nie powinno.

– Wspomniani politycy koalicji rządzącej tłumaczą, że nie ma innego wyjścia, niż te „operacje”, bo wybuchła epidemia, a w dodatku opozycja bardzo im przeszkadza w spokojnym przeprowadzeniu wyborów.
– Najlepszym i zgodnym z konstytucją wyjściem w tej sytuacji było ogłoszenie w marcu stanu klęski żywiołowej. Gdyby tak się stało, nie byłoby wątpliwości co do terminu wyborów prezydenckich, ani niebezpieczeństwa, że nie zdołamy ich przeprowadzić przed upływem kadencji Andrzeja Dudy w sierpniu. Innym wyjściem, bardziej ryzykownym, byłoby opróżnienie urzędu prezydenta przed upływem kadencji, to znaczy dymisja A. Dudy. Wszystkie inne „ruchy” są obarczone błędami prawnymi.

– Rządzący twierdzą, że wszystko jest w porządku: wybory 10 maja, których nie było, jednak były tyle, że nieważne. Teraz będą nowe i żadnych wątpliwości nie ma.
– Oczywiście, że wątpliwości są! Przede wszystkim dotyczą one nowej ustawy o wyborach, którą

Sejm przegłosował w trybie ekspresowym. Bez trzech czytań, bez opinii ekspertów i bez prac nad nią w komisjach. Ta ustawa, która teraz jest w Senacie zakłada możliwość nadzwyczajnego skrócenia terminów wyborczych przez marszałka Sejmu, a to już samo w sobie jest bardzo kontrowersyjne…

– A właśnie a’propos Senatu… Rządzący Izbie Wyższej naszego Parlamentu zarzucają celowe opóźnianie prac nad kolejnymi ustawami dotyczącymi wyborów i złośliwość…
– No cóż, Sejm pokazał nam jak bardzo ważne ustawy uchwala się w jednym dniu z pominięciem wszystkich ważnych procedur, a Senatowi zarzuca się, że normalnie pracuje nad ustawami. To dość niecodzienne. Senat na pracę nad każdą ustawą ma 30 dni i nie ma powodu, by nad akurat tą dotyczącą przyszłych wyborów nie pracował, tym bardziej, że Sejm się w zasadzie nią poza głosowaniem nie zajmował.

– Co poza ekspresowym głosowaniem nad nią w Sejmie jest, kolokwialnie mówiąc, nie tak z tą ustawą?
– Ogromne wątpliwości wzbudza także fakt, że nowi kandydujący nie będą traktowani na równi z tymi „starymi”. Mam na myśli to, że ustawa pozwoli marszałek Sejmu (Elżbieta Witek z PiS – przyp. autora) na drastyczne skrócenie terminów, w tym terminów rejestracji komitetów wyborczych nowych kandydatów i dostarczenia wymaganych 100 tys. podpisów poparcia. Do tego nowi kandydaci mieć będą na swą kampanię znacznie mniej czasu i też pieniędzy. To wszystko narusza zasadę równości wyborów, która jest jedną z kluczowych zasad.

– Dlaczego w ogóle jeszcze nie znamy daty wyborów? Na co czeka premier z opublikowaniem uchwały PKW o tym, że wybory 10 maja były nieważne?
– Wszystko wskazuje na to, że czeka właśnie na tę ustawę pozwalającą na skracanie terminów. Ustawa jest teraz w Senacie. Gdyby premier Morawiecki opublikował uchwałę PKW w Dzienniku Ustaw, to pani marszałek Witek musiałaby ogłosić termin wyborów, ale i kalendarz wyborczy, który musiałby być zgodny z dotychczasowymi zasadami, a tego rządzący przecież nie chcą. Zależy im na tym, by kalendarz wyborczy nowych wyborów był zależny od pani marszałek.

– To kolejny przykład wspomnianego przez Pana kombinowania przy wyborach przez rządzących?
– Trudno byłoby te zabiegi nazwać inaczej.

– Ale przecież politycy Zjednoczonej Prawicy co i rusz powołują się na Konstytucję i na to, że się jej trzymają. Nawet ostatnio wspominał o tym prezes PiS, Jarosław Kaczyński …
– Mówienie przez polityków koalicji rządzącej o konstytucji, a tym bardziej powoływanie się na nią to taka sytuacja, jakby ateista powoływał się na Boga, albo niewidomy chciał dyskutować o kolorach. Konstytucja była przez nich wielokrotnie łamana i niestety należy się spodziewać dalszego łamania. Zatem to powoływanie się jest zwyczajnie nie na miejscu.

– A co z tymi wyborami, których nie było? Zostały po nich tony makulatury z 30 mln. pakietów wyborczych oraz ogromne pieniądze wyrzucone zostały w błoto. Kto za to odpowiada?
– Odpowiada ten, kto bez podstawy prawnej zarządził drukowanie i kompletowanie tych pakietów, to oczywiste.

– Czyli kto?
– Jako, że te osoby mogą być postawione w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu, którego jestem wiceprzewodniczącym, nie mogę teraz o tym mówić, bo w razie orzekania w ich sprawie musiałbym się wyłączyć ze składu (uśmiech). Wierzę jednak, że te osoby odpowiedzą za to, że działając bezprawnie naraziły budżet państwa na wielomilionowe straty. Kodeks karny opisuje takie działanie w art. 231, w którym mowa o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Dodam jeszcze, że do przedawnienia czynu w takich sprawach dochodzi po 15 latach. Jest więc sporo czasu na to, by jednak móc ścigać winnych takich czynów.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Monika Kamińska

***
Marek Chmaj – prawnik i politolog, profesor nauk prawnych, specjalista w zakresie prawa konstytucyjnego i administracyjnego. J Autor licznych książek, publikacji oraz opinii prawnych wykonywanych na zlecenie Sejmu, Senatu, Kancelarii Prezydenta RP i ministerstw.  Jako nauczyciel akademicki był m.in. dziekanem Wydziału Administracji Wyższej Szkoły Gospodarowania Nieruchomościami w Warszawie, kierownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, kierownikiem Katedry Prawa Administracyjnego w Wyższej Szkole Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie. Został również kierownikiem Katedry Prawa Publicznego i Praw Człowieka na Wydziale Prawa Uniwersytetu SWPS w Warszawie i profesorem zwyczajnym tej uczelni. Wykładał również na uniwersytetach w Castelló de la Plana, Bari, Rydze, Bańskiej Bystrzycy, Barcelos i Sewilli. Od 2019 roku wiceprzewodniczący Trybunału Stanu. Prof. Chmaj urodził się w 1969 roku w Przemyślu.

41 Responses to "Powoływanie się przez PiS na konstytucję, to tak jakby ateista powoływał się na Boga"

Leave a Reply

Your email address will not be published.