Powrót do przeszłości

Mimo iż był to tylko mecz towarzyski, nie brakowało w nim twardych i zaciętych pojedynków. Fot. Tomasz Sowa

HOKEJ. Kibice mieli szansę zobaczyć w akcji gwiazdy sanockiego hokeja z lat 90. poprzedniego wieku.

Wielkie hokejowe emocje, grad bramek, gorący doping i kawał historii sanockiego hokeja na wystawie i we wspomnieniach byłych zawodników i kibiców – tak wyglądał Mecz Gwiazd Sanockiego Hokeja rozegrany w Arenie Sanok.

To wyjątkowe widowisko ściągnęło w sobotnie popołudnie do Areny Sanok około 1500 sympatyków sanockiego hokeja. Przyszli zobaczyć zawodników, którzy przed laty stanowili o sile tej dyscypliny sportu w Sanoku. W meczu gwiazd kije skrzyżowali zawodnicy reprezentujący Stal Sanok i STS Sanok z I połowy lat 90 XX wieku (drużyna “Białych”) oraz hokeiści STS Autosan Sanok z II połowy lat 90 XX wieku (drużyna “Niebieskich”) Zjechali z różnych stron świata, niektórzy pokonując tysiące kilometrów, po to, aby jak za dawnych czasów spotkać się na tafli. – Część zawodników mieszka w USA, inni na zachodzie Europy, więc trzeba się było nieco nagimnastykować, aby tak zgrać termin meczu, by wszyscy mogli dojechać na miejsce na czas. Przyjechała też ekipa z Podhala. Niektórzy zawodnicy nie widzieli się po kilkanaście lat, więc dla nich ten mecz to też była frajda. Ale i wyzwanie, bo sporo zawodników łyżwy dawno zawiesiło na kołku, więc wyjechanie na lód było dla nich nie lada wyzwaniem – mówi Jacek Dąbrowski se Stowarzyszenia Kibiców Sanockiego Hokeja, które było organizatorem wydarzenia. Mecz zakończył się wynikiem 8-7 dla “Niebieskich”, ale jak podkreśla Piotr Kotowicz, tym razem to nie wynik meczu był najważniejszy. – Chcemy przede wszystkim jednoczyć środowisko hokejowe w Sanoku, ale też pokazać młodym adeptom hokeja historię formowania się tego sportu w naszym mieście. To jest kawał pięknej historii związanej z Sanokiem. Chcemy to pielęgnować i o tym przypominać.

Wspomnień czar

Okazją ku temu była wystawa pamiątek związanych z historią sanockiego hokeja. Wśród nich można było zobaczyć klubowe koszulki, kaski, rękawice i kije, w tym prototyp wykonany w latach 70. przez miejscowy Autosan. Wszystko podarowane przez byłych zawodników, kibiców i klub. Chętni mogli przymierzyć kask lub rękawice i zrobić pamiątkowe zdjęcie. O wystawie opowiadał Zbigniew Wawrzyński ze Stowarzyszenia Kibiców Sanockiego Hokeja, kibic hokeja z ponad 40.-letnim stażem. – Pamiętam początki formowania się drużyny w Sanoku. Brakowało dosłownie wszystkiego. Zawodnicy nie mieli sprzętu, jak teraz. Podczas meczów często dochodziło z tego powodu do kontuzji. Lodowisko nie było zadaszone, jeśli padał śnieg, co jakiś czas trzeba było przerywać mecz i odśnieżać taflę, przez co spotkanie wydłużało się w czasie. Bywało, że staliśmy na mrozie po kilka godzin, ale nikt nie narzekał. Doping był gorący, a atmosfera niepowtarzalna. Mecze na legendarnym Torsanie przeszły do historii sanockiego hokeja. My, kibice, zawsze będziemy o nich pamiętać – wspomina Zbigniew Wawrzyński. Swoimi wspomnieniami podzielili się także byli zawodnicy, a później trenerzy sanockich hokeistów, Czesław Radwański, Kazimierz Mrugała i Grzegorz Słyszak. – Łyżwy zrobione były z materiału który nasiąkał jak gąbka, kiedy zawodnik dostał krążkiem, całe palce miał sine i pewne, że zejdą mu paznokcie. Twarz chroniła plastikowa maska, chociaż chroniła to chyba złe słowo. Jak ktoś dostał krążkiem miał rozciętą twarz. Aby uniknąć kontuzji za własne pieniądze sprowadziłem sobie kask ze Szwecji. Wydałem na niego pół wypłaty, którą wówczas zarabiałem a Autosanie – opowiadał Grzegorz Słyszak. Wspominali też, jak wyglądała gra na otwartych, naturalnych lodowiskach. – Był taki mecz w połowie lat 70, pierwsze dwie tercje rozegraliśmy normalnie, w trzeciej wyszło słońce i lód stopniał. W pewnym momencie zorientowałem się, że stoję na asfalcie – pytam sędziego: “Co robimy?”, a sędzia odpowiedział: – “Jak to co, przesuwamy bramkę tam gdzie jest lód i gramy dalej”. I tak też dokończyliśmy mecz – przywołuje wspomnienia były zawodnik sanockiego drużyny.

Pięciogodzinny mecz

Kibice wysłuchali też opowieści Kazimierza Mrugały o najdłuższym meczu w historii sanockiego hokeja, który trwał pięć godzin. – Graliśmy z drużyną z Wrocławia, była okropna śnieżyca, co 10 minut trzeba było odgarniać śnieg. Mecz zaczął się o godzinie 18, a skończył o 23. Zakończył się naszym zwycięstwem. Później hokeiści mieli już do dyspozycji zadaszony Torsan, więc takich problemów nie było – wspomina. Emocje, towarzyszące meczom na Torsanie doskonale pamięta także Marian Struś, dziennikarz, a prywatnie wielki sympatyk hokeja. Mecze komentował i relacjonował przez 20 lat. – Kibicuję sanockiej drużynie od 50 lat i w tym czasie opuściłem łącznie chyba z 10 meczów. Jestem i będę wierny sanockiemu hokejowi, bo to jest najpiękniejsza dyscyplina na świecie. Wiele się przez te lata zmieniło – warunki gry, oprawa meczów, ale jedno pozostaje niezmienne – gorące i wierne serca kibiców, którzy są z drużyną na dobre i złe – podsumował.

STAL / STS Sanok   7
STS AUTOSAN Sanok        8
(3-0, 2-2, 2-7)

1-0 Jękner (9.), 2-0 Pomykała (10.), 3-0 Krzysztofik (15.), 4-0 Jękner (22. – karny), 4-1 A. Burnat (24.), 4-2 Rąpała (25.), 5-2 Salamak (28.), 5-3 M. Mermer (33.), 5-4 Michał Radwański (37. – karny), 5-5 A. Burnat (38.), 5-6 Ćwikła (39.), 5-7 R. Brejta (39.), 5-8 Ćwikła (43.), 6-8 Krzysztofik (44.), 7-8 Jakubaszek (44.)

STAL / STS Sanok (I POŁOWA LAT 90.): Lisowski – Guzik, Pomykała, Salamak, Sawicki, Wójcik, Zubik, Balakowicz, Jakubaszek, Jękner, Kubowicz, Krzysztofik, Mermer, Cz. Radwański, Słyszyk

STS AUTOSAN Sanok (II POŁOWA LAT 90.): Darosz Daniel – A. Burnat, M. Burnat, Gulbinowicz, Miśków, Rąpała, D. Brejta, G. Brejta, R. Brejta, Ćwikła, Demkowicz, Mermer, Proć, Mi. Radwański, Ma. Radwański.

Martyna Sokołowska

[ngg src=”galleries” ids=”934″ display=”basic_thumbnail”]

Leave a Reply

Your email address will not be published.