PLUSLIGA. Przez tydzień mistrzowie Polski, którzy awansowali na fotel lidera, muszą radzić sobie bez kontuzjowanego Krzysztofa Ignaczaka.
Mistrzowie Polski pokonali najsłabszą drużynę PlusLigi, inkasując komplet punktów. Mecz nie był jednak aż tak jednostronnym widowiskiem, jak spodziewali się kibice w hali na Podpromiu. – Rywale po II secie nie mieli już nic do stracenia i zaryzykowali zagrywką, co się im opłaciło. Nasz przyjęcie było na 4 – 5 metr, co przełożyło się też na atak. Potniej jednak wszystko wróciło do normy i mamy kolejne trzy punkty – mówił Lukas Tichacek, wybrany MVP meczu.
Bydgoszczanie do Rzeszowa przyjechali z Pawłem Woickim, który wyszedł w podstawowym składzie. Nie było natomiast kontuzjowanych Mikaela Salasa i Miłosza Zniszczoła. Z kolei w ekipie mistrzów Polski nie zagrał kontuzjowany Krzysztof Ignaczak.
Zastrzyk w kolano
– W ostatnim meczu Ligi Mistrzów Krzysiek nabawił się urazu kolana, dokładnie chodzi o przyczep mięśnia prostego – informuje Jacek Rusin, fizjoterapeuta Asseco Resovii i dodaje. – Dostał już zastrzyk z czynnikiem wzrostu i teraz czeka go przerwa, która potrwa maksymalnie dwanaście dni. W następnym ligowym meczu w Bełchatowie nie zagra, bo nie ma co ryzykować i trzeba dobrze to wyleczyć. Zbyt wczesny powrót na boisko mógłby spowodować, że kontuzja się odnowi.
Dwóch libero
W pojedynku przeciwko zespołowi z Bydgoszczy kontuzjowanego Ignaczaka zastąpiło dwóch libero. Za przyjęcie odpowiadał Bułgar Nikołaj Penczew, a do obrony wchodził 16-letni Mateusz Masłowski (syn Grzegorza – zawodnika Resovii w latach osiemdziesiątych). – Penczew może sam grać jako libero, ale skoro mamy młodego i utalentowanego Mateusza, który bardzo dobrze się prezentuje, to musimy z niego korzystać – mówi trener Andrzej Kowal. – On może być następcą „Igły”, kiedy ten skończy karierę. Po co mamy gdzieś szukać zawodników, jak mamy takiego świetnego chłopaka. Mateusz ma ogromny potencjał, choć oczywiście przed nim dużo pracy, ale za kilka lat jest w stanie zastąpić „Igłę”. Musimy w niego inwestować, a najlepiej właśnie dając mu szansę gry – stwierdza trener mistrzów Polski.
„Długa przerwa”
Resoviacy na „długą przerwę” do szatni zeszli w dobrych humorach, bo w miarę łatwo rozprawili się z rywalem. Jednak od III partii obraz ich gry uległ zmianie. – Ta 10-minutowa przerwa kompletnie wybija z rytmu – mówi Kowal. – Zawodnicy są w szatni 8 minut. Ich organizm się wychładza i trzeba się na nowo rozgrzewać. Dla zdrowia jest to katastrofa. Nie wiem, czy ktoś miał tego świadomość podejmując decyzję o tej przerwie. To totalna głupota i nie mówię tego, bo przegraliśmy seta – opisuje Kowal, a Lukas Tichacek dodaje. – Po tej przerwie Bydgoszcz była bardziej skoncentrowana niż my i zaryzykowali zagrywkę, bo co innego mieli zrobić. Dziwna sytuacja z tą przerwą, wszyscy krytykują ten pomysł, ale ona nadal jest – zastanawia się rozgrywający Asseco Resovii, którego zespół swoją wyższość udowodnił dopiero w IV secie, ale zwycięstwo nie przyszło mistrzom Polski już tak łatwo, jak w dwóch pierwszych partiach.
ASSECO RESOVIA – TRANSFER Bydgoszcz 3-1 (25:18, 25:13, 21:25, 25:21)
RESOVIA: Tichacek 2, Veres 15, Perłowski 5, Konarski 15, Achrem 22, P. Nowakowski 11 oraz Penczew (libero), Masłowski (libero), Drzyzga, Schops 3, Lotman 2.
TRANSFER: Woicki 1, Wika 11, J. Nowakowski 4, Janeczek 14, Portuondo 11, Jurkiewicz 9 oraz Bonisławski (libero), Stysiał, Sieńko, Waliński, Wiese, Wieczorek.
Sędziowali: W. Niemczura (Węgierska Górka) i M. Twardowski (Radom). Widzów 4 tys. MVP meczu: Lukas Tichacek.
rm


