W środę, 25 listopada, minął dokładnie miesiąc od wyborów parlamentarnych, a podkarpacka Platforma Obywatelska nie zorganizowała ani jednej konferencji prasowej, na której skomentowałaby ich wyniki, swoje najbliższe plany czy też pierwsze posunięcia nowej władzy. Najwyraźniej sromotna porażka na Podkarpaciu (ledwo 13 proc. głosów i tylko 4 posłów) odebrała politykom PO nie tylko władzę, ale i mowę.
Ale co mają dziś powiedzieć? Że na Podkarpaciu zawsze wygrywa PiS? Tak, wygrywa, ale tegoroczne wyniki z maja i października to prawdziwy nokaut. Tym bardziej, że politycy PO podczas kampanii wyborczej na każdym kroku powtarzali, jak to na Podkarpaciu się świetnie żyje dzięki panującej przez 8 lat władzy. I co się okazało? Że propaganda sukcesu nie działa.
Ta powyborcza cisza w podkarpackiej Platformie to także sposób na uniknięcie trudnych pytań. Przypomnijmy choćby to, jak na kilka dni przed wyborami Marek Rząsa i Zdzisław Gawlik obiecywali wyborcom w Sanoku „wielką szansą” dla Autosanu. Mandaty do Sejmu zdobyli, a tymczasem w Autosanie zamiast inwestora szykują się zwolnienia grupowe. Czy dziś ci posłowie mają odwagę wrócić do Sanoka i powiedzieć pracownikom Autosanu co się stało? A może myślą, że minie parę miesięcy i nikt nie będzie do tego wracał?
Sytuacja podkarpackiej Platformy jest wręcz beznadziejna. Po 8 tłustych latach nie widać dzisiaj żadnych szans na powrót do władzy ani w województwie, ani w całym kraju. A będzie jeszcze gorzej jeśli PiS spełni choćby część swoich obietnic wyborczych, w tym budowę całej S19 na Podkarpaciu. Trudno też będzie jej odgrywać rolę merytorycznej opozycji, bo wyborcy jeszcze długo będą pamiętać ostatnie 8 lat w wydaniu koalicji PO-PSL.
Może pora uciekać do Nowoczesnej?
Redaktor Arkadiusz Rogowski



7 Responses to "Powyborcza cisza w podkarpackiej Platformie"