
GÓRNO. W pawilonie Domu Pomocy Społecznej, w którym wybuchł pożar, przebywały osoby z zaburzeniami psychicznymi.
To była tragiczna noc w Domu Pomocy Społecznej w Górnie. W pomieszczeniu jednego z pawilonów wybuchł pożar. Pomimo szybkiej ewakuacji na miejscu prawdopodobnie w wyniku zatrucia gazami pożarowymi zginęły 4 osoby, a 16 osób trafiło do szpitali w Rzeszowie, Leżajsku i Stalowej Woli. – Ze wstępnych ustaleń wynika, że pożar powstał w pomieszczeniu izolatki na parterze, powodując zadymienie budynku – mówi komisarz Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji. – Na razie nie wiemy, co się mogło stać, to musi ustalić specjalna komisja – dodaje Jan Kiełb, dyrektor DPS w Górnie. Pensjonariusze mówią, że mogło dojść do podpalenia.
Pożar wybuchł w czwartek tuż po godzinie 2 w nocy w jednym z 21 pawilonów Domu Pomocy Społecznej. W budynku przebywało wówczas 18 podopiecznych oraz dwie osoby z personelu. Do straży zadzwoniła około godz. 2.40 kobieta z personelu. Już wówczas w budynku było ogromne zadymienie, kobiety z personelu zaczęły ewakuację mieszkańców. Po chwili na miejscu pojawiło się 8 zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz 7 zastępów z OSP, w sumie 50 strażaków. Na miejsce zadysponowane zostały także ambulanse w sile 9 zespołów z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego z Rzeszowa oraz pogotowia z Niska i Leżajska. Powołano specjalny sztab, a na miejsce tragedii przyjechali osobiście komendant wojewódzki Straży Pożarnej oraz komendant miejski i jego zastępca. – Tak naprawdę pożar był niewielki, a ogień wystąpił na poddaszu. Jednak w całym budynku było ogromne zadymienie – tłumaczy mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP.
Walka o życie
Przed zapalonym budynkiem ratownicy medyczni oraz część ze strażaków zaczęli walkę o życie ewakuowanych podopiecznych DPS. Udało uratować się 16 osób, ale niestety 3 kobiety i jeden mężczyzna w wieku 44-66 lat, których ratownicy wyciągnęli z budynku nieprzytomnych, na miejscu zmarło. Kilkanaście rannych osób zostało przetransportowanych karetkami do szpitali – 6 pacjentów trafiło do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, 2 do Szpitala Miejskiego w Rzeszowie, 2 do szpitala MSW w Rzeszowie, 1 do Szpitala Specjalistycznego w Rudnej Wielkiej, 3 do Szpitala Powiatowego w Stalowej Woli i 2 pacjentów do Szpitala Powiatowego w Leżajsku.
– Akcja ratownicza ze strony medycznej trwała do godziny 6.30 – wyjaśnia Andrzej Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie. – Wobec 14 osób biorących udział w akcji ratowniczej personelu medycznego Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego z Rzeszowa nakazałem obowiązkowe badanie lekarskie z uwzględnieniem poziomu hemoglobiny tlenkowęglowej w szpitalnym oddziale ratunkowym – dodaje.
Co było przyczyną pożaru budynku?
Sprawa będzie badana przez policjantów pod nadzorem prokuratury. Powołani zostaną biegli i prawdopodobnie za kilka miesięcy stworzą oni ekspertyzę. Śledczy będą sprawdzać m.in. jak wyglądała opieka nad podopiecznymi i czy nie doszło do zaniedbań. Być może w sprawie pomogą nagrania z monitoringu, który miał być zainstalowany wewnątrz budynku.
Super Nowości rozmawiały z pensjonariuszami DPS, którzy opowiedzieli nam, że w pawilonie przebywały osoby z zaburzeniami psychicznymi. – Tam nie ma kuchenek gazowych, piecyków gazowych, bo jest centralne ogrzewanie. Mają czujniki dymu – zapalić papierosa nawet nie można, bo alarm wyje, więc ciężko o pożar – mówi Jan Bara, jeden z podopiecznych DPS w Górnie. – Co ja będę dużo mówił, tam się dzieją cyrki. Ci ludzie są często agresywni, rozbili już kiedyś telewizory i jakoś mi się nie chce wierzyć, że pożar wybuchł z powodu jakiegoś spięcia. To prawdopodobnie ktoś z tych, co tam mieszkali, sam spowodował ten pożar. Umyślnie, nieumyślnie – nieważne. Ja stawiam na tych, co tam mieszkali – dodaje.
– Rozmawiałem z policjantami wykonującymi oględziny miejsca zdarzenia i nie są w stanie powiedzieć, co mogło być przyczyną. Będziemy rozpatrywać różne wersje zdarzenia, ale na dzień dzisiejszy wszelkie głosy na temat przyczyn pożaru są tylko i wyłącznie spekulacjami – mówi komisarz Szeląg.
Grzegorz Anton
[print_gllr id=137914]


