Pozostały ból i pamięć…

Alicja Zając, wdowa po senatorze, mówi, że dziwi się, iż na wieść o tragedii nie padła rażona. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Dwa lata temu w katastrofie smoleńskiej zginęło sześć osób związanych z naszym regionem.

Joanna Deptuła, wdowa po byłym marszałku województwa, później pośle PSL, stara się tragiczny dzień – 10 kwietnia 2010 roku – wymazać z pamięci. Z bólem po utracie męża zdążyła się oswoić, ale łatwiej żyć nie wracając do tamtego sobotniego poranka. – Sama się sobie dziwię, że wtedy, po pierwszej informacji o tragedii, nie padłam rażona – mówi z kolei Alicja Zając, wdowa po Stanisławie – jednym z najbardziej znanych polityków Podkarpacia..

Alicja Zając, która po śmierci męża zajęła jego fotel w senackich ławach mówi, że do tamtego dnia nigdy nie myślała, że to Stanisław jako pierwszy z rodziny odejdzie.
– To ja miałam poważne problemy zdrowotne, walczyłam z chorobą nowotworową – opowiada pani Alicja. Mimo to zawsze starała się być wparciem dla Stanisława, który był człowiekiem całkowicie pochłoniętym polityką. Należał do jednych z najbardziej wpływowych postaci na Podkarpaciu. Nawet polityczni przeciwnicy mieli do niego ogromny szacunek, uważali go za prawdziwego męża stanu. O jego pozycji świadczyły najlepsze w regionie wyniki wyborcze, piastowanie funkcji wicemarszałka Sejmu, lata spędzone w ławach najpierw poselskich, później senatorskich.

Wierzę, że na nas patrzy

Alicja Zając mówi, że najbardziej brak Staszka doskwiera w czasie świąt i uroczystości rodzinnych, wracają wspomnienia. Marszałek – bo tak go powszechnie tytułowano – traktował dom jako odskocznię od polityki. Wracał do Jasła, nawet gdy miał tylko dzień wolnego. Tu czuł się dobrze w gronie najbliższych, przyjaciół i znajomych licznie go odwiedzających.

Gdy Staszek wylatywał na uroczystości do Smoleńska państwo Zającowie z niecierpliwością oczekiwali narodzin wnuczki. Dziewczynka urodziła się dziewięć dni po tragedii, jeszcze przed przywiezieniem zwłok senatora do kraju.

– On tak bardzo cieszył się z dwóch wnuków, tak bardzo czekał na wnuczkę… Wierzę, że teraz nas obserwuje – głos Alicji Zając załamuje się, z trudem powstrzymuje się od płaczu. Mówi, że w takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny, przyjaciół. Dość często przy różnych okazjach spotyka się z członkami rodzin innych ofiar katastrofy. Wytworzyła się swoista wspólnota ludzi dotkniętych tragedią. Pani Alicja stara się z dystansem podchodzić do kolejnych rewelacji na temat tragedii, ale bolą ją informację, że zwłoki nie były traktowane z należytym szacunkiem. Trumna ze szczątkami jej męża trafiła do kraju jako jedna z ostatnich. Pani senator nie chce myśleć co w niej było.

Mam swoje zdanie

Leszek Deptuła poznał Joannę, wybrankę swojego serca, ponad 30 lat temu. Byli szczęśliwym małżeństwem, chociaż czasu dla siebie wiele nie mieli odkąd on wszedł w wielką politykę. Najpierw przez cztery lata był marszałkiem Podkarpacia w czasie trudnej koalicji PSL-SLD-Samoobrona, w 1997 roku został posłem. Jako parlamentarzysta znalazł się na pokładzie prezydenckiego tupolewa.

Żona polityka Joanna zdawkowo opowiada o tamtym tragicznym dniu. Mówi, że nie ma wyjścia, musiała się pogodzić ze śmiercią męża. Bólu nie da się całkowicie uśmierzyć, ale trzeba przecież żyć.

– Nie chcę wspominać, nie chcę się grzebać w przeszłości – mówi Joanna Deptuła. Twierdzi, że w takiej sytuacji potrzeba wyciszenia. Nie utrzymuje kontaktu z innymi rodzinami ofiar smoleńskiej katastrofy, czasem tylko przy jakiejś okazji spotka się z Alicją Zając. Stara się odciąć od zgiełku i dywagacji na temat przyczyn katastrofy. Nie chce brać udziału w politycznym tańcu na smoleńskich grobach. – Mam na ten temat swoje zdanie – mówi.

Sześć podkarpackich ofiar Smoleńska

Wśród 96 ofiar smoleńskiej tragedii było sześć osób w różny sposób związany z Podkarpaciem. Grażyna Gęsicka pochodziła z Mazur, w rządzie PiS była ministrem rozwoju regionalnego. W 2007 roku z powodzeniem startowała do Sejmu z pierwszego miejsca w okręgu rzeszowsko-tarnobrzeskim. Uchodziła za jedną z najbardziej aktywnych posłanek, kierowała klubem parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości.

Z Tuligłowów koło Rokietnicy w powiecie jarosławskim pochodziła Janina Fetlińska,  senator PiS VI i VII kadencji (od 2005 roku aż do śmierci). W tym samym powiecie, w Rudołowicach, urodził się generał brygady Kazimierz Gilarski – dowódca Garnizonu Warszawa. Z Mazur koło Raniżowa w powiecie kolbuszowskim pochodził z kolei gen. broni, Bronisław Kwiatkowski, dowódca operacyjny Sił Zbrojnych, wcześniej m.in. szef polskich kontyngentów w Syrii i Iraku.

Szymon Jakubowski

2 Responses to "Pozostały ból i pamięć…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.