Pozostały łzy i modlitwa

- Byli cudownymi ludźmi. Nigdy o nich nie zapomnimy - mówią z łzami w oczach 17-letni Michał, brat 19-letniego Mateusza, który przeżył wypadek oraz 17-letni Tomek, kolega zmarłych. Fot. Paweł Bialic

Zwalony konar na drodze, roztrzaskany samochód, co kawałek zakrwawione ciała. Taki był finał ostatniej przejażdżki szóstki przyjaciół, która swój tragiczny finał miała w Niechobrzu.

– Było ciemno, wzięliśmy latarki i zaczęliśmy szukać ciał. Widok był przerażający. Ludzie leżeli porozrzucani na poboczu, na drodze. Leżeli bez ruchu, nie było słychać jęków, tylko potworną ciszę przerywaną ciężkimi oddechami ocalałych – mówi pan Janusz, który jako jeden z pierwszych zjawił się na miejscu tragicznego wypadku. – Wszędzie była krew i części roztrzaskanego samochodu. Nie widzieliśmy tego w ciemnościach, dopiero jak się przejaśniło…

Jest niedziela (23 września). Dochodzi godz. 5. Na dworze panuje jeszcze mrok. Główną drogą w Niechobrzu jedzie szóstka roześmianych przyjaciół. Kieruje 22-letni Karol B. z Nosówki, obok niego siedzi 19-letnia Katarzyna K., za nią 19-letni Mateusz M, w środku 21-letni Paweł K., za kierowcą 23-letni Kamil K. i w bagażniku 17-letni Krzysztof Ch., wszyscy ze Zgłobnia. W pewnym momencie Karol traci panowanie nad kierownicą. Samochód z impetem uderza w betonowy przepust, siła uderzenia wybija go w powietrze i masakruje na pobliskim drzewie. Ludzie wypadają z auta jak szmaciane lalki. Niewyobrażalna siła rozrzuca ich na poboczu, na drodze. Krzysiek i Paweł giną na miejscu. Kamil, Kasia, Karol, Mateusz oddychają, żyją.

Huk budzi mieszkańców pobliskich domów. Co sił w nogach pędzą do drogi. Ktoś dzwoni po karetkę. Nadjeżdżają kolejne auta. Z jednego z nich wybiega pan Janusz, który akurat wraca z pracy, chwyta latarkę w rękę i wraz z innymi szuka ofiar. Widzi zwalony konar na drodze, roztrzaskany samochód, co rusz natrafia na zakrwawione ciała. Ogrom tragedii dostrzega, dopiero gdy zaczyna się przejaśniać. W krzakach, na drodze, na poboczu odnajdują się: Kamil, Paweł, Krzysiek, Karol, Mateusz. Kasię siła uderzenia wyrzuciła aż na drugą stronę drogi, za iglaki. Odnajduje ją tam jeden z mężczyzn. Potworną ciszę przerywa ostry sygnał karetek, policji, straży pożarnej. Kasia, Karol Mateusz i Kamil pędzą już do szpitala. Pozostałych już nic nie boli, już nic nie słyszą. O godzinie 6.40 dołącza do nich Kamil…

Chcieli się tylko przejechać
Wieczór i noc poprzedzająca tragedię paczka przyjaciół przesiedziała u Pawła w garażu. – Rozmawiałem z nimi jeszcze przed godz. 5. Byli w dobrych humorach, śmiali się, żartowali – wspomina 17-letni Michał, brat 19-letniego Mateusza, który przeżył wypadek. – Mieli już wracać do domów, ale postanowili, że na koniec jeszcze się przejadą samochodem. Miałem jechać z nimi, ale nie było już miejsca, bo do samochodu wpakowali się w szóstkę. Krzysiek kucał w bagażniku. Zresztą Mateusz bardzo martwi się o mnie, nie lubi jak z nimi jeżdżę. Pożegnałem się więc z nimi i wróciłem do domu.

Karol kilka tygodni temu miał poważny wypadek. Jadąc na motorze bez prawa jazdy zderzył się z tirem. Był cały połamany, groziła mu amputacja nogi, ale lekarzom udało się ją uratować. Chodził w stabilizatorach. W maju tego roku wypadek miał też Paweł. Zginęła wtedy jego dziewczyna. Wracali z Rzeszowa i na zakręcie w Kielanówce zderzyli się z hondą. Paweł uszedł z wypadku z życiem, chodził w kołnierzu ortopedycznym, miał go ściągnąć w grudniu.

– O wypadku dowiedziałem się od policjantów, którzy przyszli do naszego domu. Nie mogłem w to uwierzyć, przecież dopiero co z nimi rozmawiałem – opowiada ze smutkiem Michał. – Bałem się pojechać na miejsce, nie wiedziałem co tam zobaczę. To byli moi przyjaciele. Z Krzyśkiem chodziliśmy do jednej klasy, siedzieliśmy razem w ławce. Codziennie u mnie bywał, zostawił u mnie nawet książki i plecak. Leżą u mnie w pokoju. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie. Wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało.

Znicze pod krzyżem i lusterko
W miejscu tragedii wznosi się metalowy krzyż, który postawił brat Kamila, palą się znicze. Przynosi je rodzina, przyjaciele i znajomi tragicznie zmarłych. Co rusz ktoś staje przy drodze, pochyla głowę, składa ręce do modlitwy.

We wtorek Michał wraz z kolegami znów jedzie na miejsce. Niektórzy będą tam pierwszy raz. – Nie mogłem przyjechać tu wcześniej, po prostu nie mogłem – mówi jeden z nich patrząc na wydarte z korzeniami drzewo, w które pęd wcisnął samochód jego przyjaciół. Trudno nawet określić słowami, co czuję w tej chwili – dodaje odwracając wzrok. Pozostali milczą wodząc w skupieniu wzrokiem po trawie w której wciąż leżą szczątki samochodu. Mają świadomość, że trójki swoich przyjaciół nie zobaczą już nigdy.

***
Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie. We wtorek zostały przeprowadzone sekcje zwłok trójki tragicznie zmarłych. – Oczekujemy na wyniki badań i akta główne z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie – mówi Edyta Lenart, szefowa prokuratury. Jeden z trzech ocalałych w wypadku został już przesłuchany. Kiedy zostanie przesłuchana pozostała dwójką? – Czekamy na pozwolenie lekarzy – odpowiada Lenart.

Czy byli pod wpływem alkoholu lub narkotyków? Z jaką prędkością jechali? Wciąż nie wiadomo. – Przyjęliśmy kilka wersji zdarzenia, które badamy, ale nie mogą udzielać szczegółów na ich temat – wyjaśnia Edyta Lenart.

Mateusz, Karol i Kasia dochodzą do siebie w Szpitalu Wojewódzkim Nr 2 w Rzeszowie. Mateusz ma złamany kręgosłup, ale na szczęście nie doszło do przerwania rdzenia kręgowego, Karol ma przebite płuco i złamany obojczyk, Kasia pękniętą wątrobę i też złamany obojczyk. – Ich stan nie zagraża życiu – mówią lekarze.

Katarzyna Szczyrek, Ewelina Nawrot

9 Responses to "Pozostały łzy i modlitwa"

Leave a Reply

Your email address will not be published.