Media wieszczą, że Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia, załatwił znanym z okresu wspólnej pracy w Naczelnej Izbie Lekarskiej koleżankom dobrze płatną pracę w kierowanym przez siebie resorcie. Milena Kruszewska została naczelnikiem wydziału promocji, natomiast Aleksandra Leonowicz specjalistką w wydziale ds. bezpośredniej obsługi ministra. I podniecają się, że za 6 tys. zł miesięcznie niejedna nie miałaby nic przeciwko temu, by „bezpośrednio obsługiwać” ministra.
Nie pomagają tłumaczenia resortu zdrowia, że na oba stanowiska był ogłoszony konkurs i że obie panie uzyskały największą liczbę punktów w trakcie naboru, ani to, że przecież każdy szef ma święte prawo do dobrania sobie współpracowników według swojego uznania i bez konieczności tłumaczenia się pospólstwu. Zresztą poprzednia ekipa też wprowadziła na salony swoich faworytów, wśród nich sporo było, jak określały media, „koleżaneczek” chociażby pani Ewy Kopacz.
Co należy do obowiązków pracowników wydziału ds. bezpośredniej obsługi ministra, że budzi to takie emocje? Według warunków konkursu: prowadzenie korespondencji związanej z adresowanymi do ministra zdrowia zaproszeniami na konferencje, sympozja i inne wydarzenia naukowe; koordynowanie i realizowanie prac związanych z nadawaniem patronatów ministra zdrowia, w tym prowadzenie elektronicznego rejestru wniosków o patronat oraz udział w komitecie honorowym wpływających do Ministerstwa Zdrowia; monitorowanie terminowej realizacji decyzji i poleceń ministra w zakresie spraw związanych z nadawaniem przez ministra patronatów; przygotowywanie materiałów w porozumieniu z gabinetem politycznym i komórkami merytorycznymi na konferencje, zjazdy, sympozja oraz spotkania z udziałem ministra zdrowia bądź z jego przedstawicielami. Czego więc tak zazdrościć, oprócz oczywiście tych 6 tys. zł? Przecież nie tego, że charakter pracy w bezpośredniej bliskości ministra wymaga nie tylko „wysokiej kultury osobistej” i „łatwości nawiązywania kontaktów”, ale stałej dyspozycyjności i odporności na stres.
Redaktor Anna Moraniec



7 Responses to "Pracować jako „bezpośrednia obsługa ministra”"