
PODKARPACIE. Zapowiada się kolejna obniżka ceny kilowatogodziny.
W lipcu nieznacznie spadły ceny kilowatogodziny. Obecna taryfa będzie obowiązywać do końca roku. Wiele wskazuje, że w styczniu w życie wejdzie jeszcze korzystniejsza dla odbiorców taryfa na energię elektryczną. Cena za prąd ma szansę powrócić do poziomu z 2010 roku!
Urząd Regulacji Energetyki (URE) zapowiada, że jeśli utrzyma się obecna sytuacja na hurtowym rynku energii, to będzie żądać od operatorów sprzedających prąd obniżenia stawek za kilowatogodzinę od początku przyszłego roku.
W Polsce obrót prądem na rynku hurtowym (dotyczący dużych odbiorców np. firm i zakładów przemysłowych) odbywa się na zasadach wolnorynkowych. Natomiast sprzedaż prądu dla grupy taryfowej G, czyli dla gospodarstw domowych, jest kontrolowana przez URE. W tym momencie regulator, tj. URE, ma potężny argument, dzięki któremu może wpływać na operatorów (PGE, Enea, Tauron itd.).
Tym argumentem jest to, że na hurtowym rynku ceny energii elektrycznej lecą na łeb na szyję. Spadają one bardzo mocno od końca ubiegłego roku. Ostatnio wprawdzie spadek wyhamował, ale branża energetyczna przewiduje, że ceny dalej będą szły w dół. Skoro więc prąd dla odbiorców hurtowych tanieje, to URE będzie się domagało obniżenia taryf dla gospodarstw domowych.
Dzisiaj przeciętna 4-osobowa rodzina płaci za miesiąc zużycia prądu 150 zł. To o 3-5 zł mniej niż w czerwcu. Ile tym razem miałaby wynieść obniżka? Tego nikt dokładnie w tej chwili nie jest w stanie przewidzieć. Jednak branża energetyczna sugeruje, że ceny mogłyby spaść nawet do poziomu sprzed trzech lat, a więc z roku 2010.
Oznacza to, że przeciętna 4-osobowa rodzina płaciłaby około 9 procent mniej, czyli nie 150, ale 140 zł Trzeba bowiem pamiętać, że na rachunek składa się nie tylko cena samej kilowatogodziny, ale również opłaty przesyłowe i podatki.
Teraz wszystko w rękach URE, bo już niebawem koncerny sprzedające prąd będą składać wnioski taryfowe. Możliwe jest też, że operatorzy będą przeciągać sprawę i nie będą chcieli obniżyć cen prądu. Wtedy URE będzie musiał wzywać ich do korekty taryf i procedura może się przeciągnąć. W praktyce będzie to oznaczać, że nowe taryfy wejdą w życie później, nie w styczniu, a np. w lutym lub marcu.
Artur Getler


