Prawda o bonach turystycznych, którą rząd się nie chwali

Bon turystyczny, którym tak szeroko i chętnie chwali się rząd, powinien być wsparciem dla każdej firmy turystycznej, płacącej podatki w Polsce i dla każdego jej obywatela. U nas jednak ludzi dzieli się na lepszych i gorszych. Nie każdy będzie mógł więc skorzystać z bonu (tylko rodziny biorące 500 plus), a na liście firm, w których można płacić bonem turystycznym, też widać podziały. Znalazły się tam np. zamki w Krasiczynie i Baranowie Sandomierskim, którymi zarządza państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu, hotele Tadeusza Gołębiewskiego, znanego z budowania największych hoteli w kraju, jednego z najbogatszych biznesmenów i należąca m.in. do Bożeny Gut-Mostowy spółka Sabała (to żona wiceministra rozwoju Andrzeja Gut-Mostowego, który jest jednym z głównych twórców ustawy o bonie turystycznym). Andrzej Gut-Mostowy jest znanym w Zakopanem przedsiębiorcą, którzy przez lata działał w branży hotelarskiej. Gdy dostał się do rządu, przepisał hotel i stację narciarską, których był współwłaścicielem, na swoją żonę. I teraz rodzina wiceministra sama z programu skorzysta. Kogo na liście brakuje? Tysięcy małych przedsiębiorców z branży turystycznej, którzy z powodu epidemii ucierpieli najbardziej dotkliwie. I którym pomoc państwa najbardziej by się przydała. Dlaczego tak się stało? Ponieważ w toku prac nad ustawą przepadła poprawka Senatu, wspierana przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw, która miała umożliwić, by bonem można było płacić za takie usługi, jak. np. wypożyczanie rowerów czy kajaków, wejście na basen czy do muzeum, albo za bilet kolejowy dla dziecka. Przyjęte przez sejm rozwiązanie po prostu promuje większych przedsiębiorców kosztem tych mniejszych. Bo jeśli wyślemy dziecko na spływ kajakowy, gdzie będzie jeździło na rowerze, a jedną z zaplanowanych atrakcji wycieczki będzie wejście na basen i do muzeum – wtedy zgodnie z ustawą można wykorzystać pieniądze z bonu. Wsparcie państwa ominie więc większość drobnych firm z branży turystycznej, dla których dodatkowym problemem jest, że od razu pieniędzy z bonów nie zobaczą. ZUS ma bowiem 14 dni na dokonanie płatności. Dla małej firmy to opóźnienie może grozić nawet utratą płynności finansowej. Skorzystają z niego raczej krezusi, organizatorzy kolonii, część hoteli, właściciele gospodarstw agroturystycznych. A turystyka to też przewoźnicy autokarowi, piloci, przewodnicy. Firemki wypożyczające sprzęt pływający i wielu innych, którzy płacą ogromne podatki i zatrudniają ludzi, a pomoc im się nie należy. Niektóre nie mogąc skorzystać z pomocy w postaci bonu, będzie musiało zwolnić pracowników. Myślę, że i więcej rodzin wolałoby pojechać z dziećmi do ośrodka mniej renomowanego niż hotel Gołębiowski na pobyt w którym nie każdego stać, a bon wszystkich kosztów przecież nie pokryje.

Redaktor Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.