Prawdziwe powody projektu ograniczenia handlu w niedziele

Na ewentualnej ustawie ograniczającej niedzielny handel najwięcej skorzystają właściciele hipermarketów. Fot. Archiwum
Na ewentualnej ustawie ograniczającej niedzielny handel najwięcej skorzystają właściciele hipermarketów. Fot. Archiwum

KRAJ. Kto zyska, a kto straci na zamkniętych sklepach?

Na razie nieco ucichł pomysł zamknięcia hipermarketów w niedziele. Ale projekt z pewnością lada chwila wróci, więc warto ujawnić prawdziwe powody takiego pomysłu. Politycy, którzy na niego wpadli, twierdzą, że ustawowe zamknięcie we wszystkie niedziele dużych i średnich sklepów leży w interesie pracowników i klientów tych sklepów i że poprawi sytuację drobnych sklepikarzy. Nic bardziej mylnego – na ewentualnej ustawie ograniczającej niedzielny handel najwięcej skorzystają… właściciele hipermarketów.

Twórcy obecnego projektu ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele nie wnieśli nic nowego. Tak jak przed laty proponują, by we wszystkie niedziele obowiązywał zakaz handlu w dużych i średnich sklepach zatrudniających pracowników. Czynne będą mogły być małe sklepy rodzinne, w których sprzedaje sam właściciel i jego krewni.

Przyjrzyjmy się argumentom pomysłodawców i przeciwników ustawy.

Zakaz handlu rozłoży gospodarkę?
Donald Tusk i jego poplecznicy twierdzą, że zakaz dużego handlu w niedziele spowoduje zmniejszenie obrotów, a więc konsumpcji i w konsekwencji spowolni gospodarkę.

– Czas kryzysu nie jest dobrą porą na takie posunięcia – argumentuje premier polskiego rządu. – Obecnie musimy podejmować działania zwiększające popyt i napędzające gospodarkę, a nie przeciwne.

– To nieprawda – odpowiada Eugeniusz Kłopotek (PSL), współautor projektu ustawy. – Klienci będą robili zakupy przez sześć dni w tygodniu i to, co mają kupić w niedzielę, kupią w piątek lub w sobotę. Tygodniowe obroty w dużych sklepach więc nie spadną, a mogą nawet nieco wzrosnąć.

W tym ostatnim zdaniu tkwi właśnie starannie ukrywana prawda o istocie projektowanego zakazu handlu w niedziele. Skoro obroty, a więc przychody ze sprzedaży, nie zmniejszą się, a dzięki nieczynnym sklepom przez 52 niedziele w roku zmaleją koszty sprzedaży (praca, oświetlenie, klimatyzacja, ogrzewanie itp.), to wzrosną zyski właścicieli hipermarketów. Prawdziwymi beneficjentami proponowanej ustawy są więc zagraniczni udziałowcy i akcjonariusze wielkich sieci handlowych.

Sprzedawcy na bezrobocie?
– Zakaz handlu w niedziele spowoduje, że w dużych sklepach pracownicy będą zwalniani i wzrośnie bezrobocie – argumentują przeciwnicy ustawy.

– To także nieprawda – sprzeciwia się Eugeniusz Kłopotek. – Ci, którzy obecnie pracują w niedziele, mają wolny dzień w tygodniu. Zamknięcie sklepów w święta nie spowoduje więc zwolnień.

Co w takim razie będą robić ci, którzy obecnie pracują w dzień powszedni, gdy wolne mają pracujący w niedzielę? Nie ma wątpliwości, że po zamknięciu sklepów w niedziele będzie potrzebnych mniej pracowników. Zatrudnienie spadnie więc o około 10 procent. Masowych zwolnień jednak nie należy się obawiać.

W dużych sklepach jest naturalna 2-, 3-procentowa rotacja załogi w każdym miesiącu. Jedni odchodzą na emerytury, inni zmieniają pracę, a jeszcze inni wyjeżdżają za granicę. Większość pracowników handlu stanowią młode kobiety, więc urlopy macierzyńskie i wychowawcze nie są rzadkością. Na miejsce odchodzących są zatrudniani nowi pracownicy.

Wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę spowoduje, że przez kilka lub kilkanaście miesięcy nie będzie można znaleźć pracy w sklepach. Bezrobocie niewątpliwie nieco wzrośnie.

Sprzedawcy nie chcą wolnych niedziel
Oczywiście każdy chciałby pracować od poniedziałku do piątku i jeszcze zarabiać możliwie jak najwięcej. Jednak praca w niedziele nie dla wszystkich jest uciążliwa, a wielu jest wręcz zadowolonych z takiego systemu.

– W niedzielę nie zrobię nic w domu ani koło domu, bo to święto – mówi pani Elwira, sprzedawczyni w jednym z rzeszowskich hipermarketów. – Nic też nie załatwię w żadnym urzędzie. A w wolnym za niedzielę dniu powszednim mogę zrobić wszystko i wszystko załatwiać. Bardzo mi to odpowiada.

Trzeba podkreślić, że ekspedientki w sklepach nie pracują przez siedem dni w tygodniu po czternaście godzin i nie mają wszystkich niedziel zajętych. Na ogół dyżur wypada w co drugą niedzielę. Pracodawcy są skrupulatnie kontrolowani przez Państwową Inspekcję Pracy, więc starannie przestrzegają ustawowych norm czasu pracy, bo za przekroczenie przepisów nakładane są wysokie kary. Właściciele sklepów unikają też płacenia za godziny nadliczbowe. Tańsze jest zatrudnienie kolejnego pracownika niż płacenie droższych o połowę nadliczbówek.

Wbrew powszechnej opinii, pracownicy sklepów mają więc nie mniej wolnego niż na przykład urzędnicy, choć to wolne często mają w innych dniach i porach. Na pewno natomiast mają więcej wolnego niż właściciele małych rodzinnych sklepów. Ci ostatni pracują często „na okrągły zegar” i nie mają czasu nie tylko dla rodziny, ale nawet na porządne wyspanie się. Jednak tych drobnych sklepikarzy zakaz niedzielnego handlu nie ma dotyczyć. Politycy wręcz mówią, że w niedziele muszą oni pracować, bo dzięki zamknięciu dużych sklepów ci mali w święto zarobią więcej.

Klienci nie chcą ustawy
– Nie potrzebuję przepisów ograniczających handel w niedzielę – twierdzi Bogdan z Rzeszowa. – Niedziela jest w naszej rodzinie dniem świątecznym. Różnie go spędzamy, ale do sklepów nie chodzimy. Zakupy robimy w pozostałych dniach tygodnia, bo tak chcemy, a nie dlatego, bo tak nam ktoś każe. Na tym właśnie polega wolność, o którą walczyliśmy ćwierć wieku temu. Ręczne sterowanie władzy tym, co ludziom wolno, a co nie, było za czasów PRL-u. Widocznie niektórzy posłowie tęsknią za tamtymi czasami i uważają, że sprawowanie władzy polega na zakazywaniu i nakazywaniu ludziom różnych rzeczy i mają satysfakcję, gdy maluczcy potulnie tańczą tak, jak im władza zagra.

– Dla nas rodzinne zakupy w niedzielę są świętem – mówi Maria z Krosna. – Jestem pielęgniarką, a mój mąż pracuje w policji. Rzadko się zdarza, że oboje mamy wolną niedzielę. Wtedy jedziemy z dziećmi do Rzeszowa i robimy ważne zakupy dla domu i ubrania dla dzieci i siebie. To jest bardzo fajne i takie rodzinne, że możemy wszyscy wspólnie podejmować decyzje, co kupić i jakie to ma być. Wtedy każdy jest równoprawnym członkiem rodziny, każdy ma głos i jest ważny. To taka nasza rodzinna demokracja, która bardzo nas zbliża do siebie i łączy. Teraz ktoś chce nam to zabrać…

Dlaczego handlowcy z hipermarketów?
Pomysłodawcy ustawy o ograniczeniu handlu twierdzą, że stają w obronie wyzyskiwanych pracowników dużych i średnich sklepów. Czy ktoś policzył, ilu ludzi pracuje w niedziele w małych sklepikach, na bazarowych stoiskach, na stacjach benzynowych, w restauracjach, kawiarniach, barach, kinach, teatrach, filharmoniach, stadionach, halach sportowych itd.? Grupa ludzi, którzy pracują i będą pracowali w niedziele w handlu, kulturze i usługach, jest znacznie większa niż liczba sprzedawców w dużych i średnich sklepach. W niedziele pracują też lekarze i pielęgniarki, transportowcy i energetycy. Służbę pełnią policjanci, strażacy, strażnicy graniczni i celnicy. Pracują dziennikarze, drukarze i ludzie zatrudnieni w zakładach o ruch ciągłym. Naukowcy z wyższych uczelni prowadzą zajęcia ze studentami zaocznymi. W zasadzie oprócz urzędników trudno znaleźć zawód, w którym nie zdarzają się częściej lub rzadziej niedzielne dyżury.

W tej rzeszy ludzi pracujących w niedziele ekspedientki z hipermarketów stanowią znikomą grupkę. Dlaczego więc niektórym posłom tak bardzo zależy na tym, by to im właśnie sprezentować niedzielny czas na wypoczynek i zacieśnianie rodzinnych więzi? Bo na ograniczeniu handlu w niedziele zarobią zagraniczni właściciele dużych sieci handlowych. Czyżby posłowie, którzy podpisali się pod projektem ustawy, mieliby być beneficjentami części tych zysków?

Krzysztof Propolski

21 Responses to "Prawdziwe powody projektu ograniczenia handlu w niedziele"

Leave a Reply

Your email address will not be published.