
Datę wpisali w kalendarz już wiele miesięcy temu. Mieli zarezerwowaną salę, orkiestrę,
fotografa, krawcową, fryzjera, makijażystkę i florystkę. Odliczali dni. Nie mogli się
doczekać. Wierzyli, że nikt i nic nie stanie im na drodze do szczęścia. Koronawirus
pokrzyżował życiowe plany tysiącom par, ale prawdziwej miłości nie pokonał.
Niektórzy planowali ten dzień od 2-3 lat. Wybrali datę, kościół, urząd, restaurację i orkiestrę. Potem, zgodnie z kalendarzem przedślubnych przygotowań, umówili fryzjera, makijaż, kwiaciarnię. Wybrali zaproszenia i menu. Z każdym kolejnym miesiącem dogrywali coraz więcej szczegółów. Gotowe były już suknia, welon, buty, biżuteria, garnitur, prezenty dla gości, podziękowania dla rodziców. I nagle z dnia na dzień, jedni mówią, że z Chin, inni, że z Włoch, ale dla nich nie miało to znaczenia skąd, ale nastała pandemia. Sytuacja, której nikt nie przewidział, nikt się na nią nie przygotował. Popłynęły łzy. Radość wyparła niepewność. Jeszcze nie powiedzieli sobie tak, a już życie spróbowało sprawdzić ich miłość i stanąć na drodze do szczęścia.
To, co najważniejsze
Przełożyliśmy ślub z 9 maja na 5 września br. Z początkowych 240 gości, przyszło 78. Reszta zrezygnowała z powodu koronawirusa. Ci, którzy chcieli z nami być w tym dniu, byli i to dla nas najważniejsze. Było pięknie. Czas na weselu minął tak szybko, że chętnie przeżylibyśmy je jeszcze raz – nie kryje Ania, „covidowa” panna młoda 2020. – To był najpiękniejszy dzień naszego życia. Dla wszystkich, którzy przeżywali to, co my, możemy tylko wykrzyczeć, że „miłość jest najważniejsza” i że „nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie. Przekładanie ślubu, odwoływanie wszystkiego, co mieliśmy zaplanowane i zarezerwowane było dla nas próbą, ale nigdy nie zwątpiliśmy w to, że chcemy być ze sobą.
Jak za dawnych czasów
Na forum dla par, które planują ślub w latach 2020-2024 znaleźć można wiele relacji z uroczystości, które odbyły się w czasie restrykcyjnych obostrzeń sanitarnych co uniemożliwiło zorganizowania wesela w lokalach. – Nasz ślub odbył się 12 grudnia 2020 r. Nie przekładaliśmy terminu na inny. Wszystko zorganizowaliśmy w domu i podzieliliśmy gości na dwa dni. Było fantastycznie – twierdzi świeżo upieczona żona Gabriela.
– Nasz Dzień 14.11.2020. Przełożony z maja. Nie zmieniliśmy daty po raz kolejny. Liczba gość z 240 ograniczona do najbliższej rodziny. Przyjęcie w domu. Były tańce, przyśpiewki, podziękowania dla rodziców, zbieranie na wózek. Fotograf również był na przyjęciu. Nie żałujemy, wszystko było tak jak być powinno – relacjonuje Kasia. A inna swieżo upieczona żona, która przekładała ślubną akcję dwa razy zachęca: – Pobraliśmy się 7 listopada. Było przepięknie. Nie zastanawiajcie się, nie czekajcie w nieskończoność, kochajcie się, bo to miłość jest najważniejsza.
Kłody pod nogi
– Umowę na uszycie sukni podpisałam w filii salonu, który został zamknięty i aby pojechać na przymiarki muszę teraz jechać do salonu głównego ponad 200 km – przyznaje przyszła panna młoda, która nie kryje, że pandemia robi wszystko, by utrudnić jej przygotowania do najpiękniejszego dnia w życiu. Zamknięta restauracja, członkowie orkiestry, którą zamówiła wyjechali do pracy zagranicę, a teraz to.
Pan młody, który planuje ślub w marcu 2021 r., nie kryje natomiast, że obawia się wizyty sanepidu na weselu. Nie wie także, ile zakupić alkoholu. – Tkwimy w miejscu od miesięcy. Nie wiemy ile zamówić alkoholu, ile zamówić ciast? Czy nastawić się na obiad w domu, czy jednak na wesele w lokalu? – przyznaje pan Krzysztof.
Wątpliwości z sanepidem rozwiewa wodzirej. – Dwa razy mieliśmy kontrole. Obydwie były zapowiedziane. Pani wpadła, posprawdzała głównie obsługę i kuchnię pod kątem, czy wszyscy mają maseczki i czy na sali jest płyn do dezynfekcji i tyle. Nie było liczenia gości – wyjaśnia pan Łukasz.
Alicja Motyka i Bartosz Patla z Krosna planują ślub na 15 maja 2021 roku. – Na razie czekamy. Bo patrząc na to, co działo się w tym roku, może okazać się, że nasze wesele się po prostu odbędzie. Mamy zarezerwowaną salę z poprawinami, orkiestrę na drugi dzień DJ, ciasta, tort, fotografa, kamerzystę i dekoracje na salę. Jesteśmy na etapie nauk narzeczeńskich i gdy je zakończymy, wybieramy się do księdza.
Pani Ala suknię kupiła tuż po tym, jak wraz z narzeczonym zarezerwowała salę, czyli już 2 lata temu. – Jeśli faktycznie na miesiąc czy dwa przed weselem, nie zniosą obostrzeń, to weźmiemy ślub w kościele i będzie tylko rodzinny obiad. Nie będziemy przekładać wesela. Czekamy już 2,5 roku na ten dzień i daty ślubu nie będziemy przekładać. Chcemy być rodziną. Chcieliśmy się tym wydarzeniem cieszyć ze wszystkimi bliskimi – przyznaje Alicja Motyka – ale jeśli nie będzie nam to dane, to będziemy mieć ślub i wesele w mniejszym gronie.
Dają nadzieję? Jeszcze jaką! Kochają i chcą być kochani. Chcą iść razem przez świat, mimo że ten współczesny im nie sprzyja. Mimo otaczających nas obostrzeń, strachu i niepewności. Przyrzekając sobie, że nikt i nic i na zawsze, dają dowód na to, że prawdziwa miłość ma ogromną moc. I oby taki był dla nas wszystkich 2021 r.. Pełen miłości, radości i nadziei.
Małgorzata Rokoszewska


