RZESZÓW. Za zimowe iluminacje miasto znów zapłaci przedsiębiorcy z Gliwic setki tysięcy złotych.
Już od kilku lat opisujemy proceder marnotrawienia pieniędzy mieszkańców Rzeszowa na świąteczne światełka przez urzędującego prezydenta Tadeusza Ferenca (74 l.) i jego ludzi. W tym roku na wypożyczenie oświetlenia urzędnicy z ratusza znów chcą z nie swoich pieniędzy wydać wyjątkowo dużą kwotę. Będzie to 615 tysięcy złotych, czyli równowartość 2 domków jednorodzinnych!
Ludzie Ferenca lubią podtrzymywać mit „dobrego gospodarza”, jakim rzekomo jest urzędujący w ratuszu od prawie 12 lat prezydent. Niestety, legendy mają to do siebie, że łatwiej zapadają w pamięć przeciętnego człowieka niż udokumentowane fakty. A fakty są takie, że ów rzekomo dobry gospodarz z uporem co roku marnotrawi sporą część naszych pieniędzy na rzeczy zupełnie zbędne, kiedy w tym samym czasie mieszkańcy nie mogą doprosić się o potrzebne inwestycje. Takim marnotrawstwem jest z pewnością wydawanie rok w rok z miejskiej kasy potężnych kwot na zimowe dekoracje miasta. Mimo pojawiających się głosów krytyki, radni nie są w stanie (a może nie chcą?) odwieść włodarza stolicy Podkarpacia od tego szaleństwa.
Co roku wygrywa firma z Gliwic
Przypomnijmy. Miasto ogłosiło przetarg na iluminacje zimowe w dniu 9 października, a termin składania ofert wyznaczono na 17 października, czyli zaledwie tydzień i jeden dzień od ogłoszenia. Do przetargu na oświetlenie Rzeszowa ogłoszonego przez Miejski Zarząd Dróg w Rzeszowie zgłosiła się tylko jedna firma. To przedsiębiorca Remigiusz Starobrat z Gliwic. Jest on współwłaścicielem firmy ODEON S.C., która przez wiele lat wygrywała w Rzeszowie przetargi na świąteczne świecidełka. Starobrat powiązany jest także z inną gliwicką firmą – Perfekt Rem, która iluminowała Rzeszów w ostatnich latach. Tak na marginesie to zadziwiające, że w Polsce jest tylko jeden przedsiębiorca, akurat z Gliwic, który specjalizuje się w dekoracjach świetlnych i zawsze jest w stanie spełnić warunki rzeszowskiego przetargu. Czy to Państwa nie zastanawia?
Ratusz szasta pieniędzmi
Od kilku lat koszty dekoracji świetlnych wypożyczanych przez urzędników prezydenta Ferenca w okresie świąt przekraczają granice rozsądku. Takie szastanie pieniędzy na wypożyczanie światełek, zamiast ewentualnego inwestowania we własne dekoracje, to zwykłe marnotrawstwo. Kiedyś Rzeszów był ozdabiany dekoracjami, które posiadał Urząd Miasta. Potem padł pomysł, żeby dodatkowo wypożyczać iluminacje. Tym sposobem w 2007 roku przetarg wygrała firma z Bielska-Białej. Koszt to 150 tys. zł. Zaledwie rok później za taką samą usługę, ale wykonaną już przez firmę ODEON S.C. z Gliwic prezydent Ferenc zapłacił już przeszło 367 tys. zł. W 2009 roku koszty sięgnęły ok. 573 tys. zł. Natomiast w 2010 roku miasto wydało rekordowo ponad 724 tysiące złotych. W 2011 roku było to niewiele mniej (701 tys. zł), tylko dlatego, że skrócił się czas wypożyczenia światełek z 3 do 2 miesięcy (czyli faktycznie koszty wzrosły). W tym roku światełka zaświecą 6 grudnia i mają świecić głównie w centrum miasta do końca stycznia.
NASZ KOMENTARZ
Zamiast podejmować działania, które zahamują masową ucieczkę młodych ludzi z Rzeszowa za granicę, prezydent Tadeusz Ferenc woli wydawać pieniądze na iluminacje, grające fontanny i wiszące kładki. Może i tymi błyskotkami jest w stanie zrobić sobie lepszy PR, ale w ten sposób nie przyciągnie inwestorów. Nie zatrzyma też młodych i wykształconych ludzi, którzy nie widząc dla siebie miejsca i pracy – wyjeżdżają masowo na Zachód. Prezydent podobnymi działaniami może jednak zdobyć poparcie niektórych firm, które dzięki jego rządom tak dobrze zarabiają.
Za atrakcyjne iluminacje miasto mogłoby zapłacić 1/10 wydawanych środków i to wcale nie znaczy, że Rzeszów byłby zimą gorzej oświetlony. Wystarczy tylko chcieć to zrobić. Ponieważ jednak najłatwiej jest wydawać pieniądze z budżetu miasta, a więc nie swoje własne, nikt nie myśli nawet o oszczędnościach.
Równocześnie, by mieć pieniądze na te wszystkie gadżety, Tadeusz Ferenc zadłuża miasto w szybszym chyba tempie niż Gierek Polskę. Wygląda na to, że nie oglądając się na to, co będzie w przyszłości, prezydent chce zadłużyć miasto do maksymalnego poziomu. Wie, że może tak robić, bo jego rządy będą trwać najwyżej jeszcze jedną kadencję, a pozostałe po nim długi, odsetki i zaciągnięte kredyty i tak spłacać będą musiały kolejne pokolenia. Pomyślmy o tym przed zbliżającymi się wyborami.
Mirosław Przybylski




28 Responses to "Prezydent Ferenc marnotrawi pieniądze z prędkością światła"