
RZESZÓW. Ratusz wraca do skompromitowanego pomysłu, który może kosztować 100 mln zł.
Choć długi miasta rosną, a władze Rzeszowa nie radzą sobie z podstawowymi problemami mieszkańców, prezydentowi Tadeuszowi Ferencowi nadal nie wywietrzał z głowy pomysł budowy kolejki nadziemnej. Środków na wartą 100 mln zł inwestycję, teraz szukać w funduszach szwajcarskich.
Do budowy kolejki nadziemnej prezydent Tadeusz Ferenc zapalił się w 2009 r. po wizycie w wytwórni takich urządzeń w Szwajcarii. Urzędnicy zamiast zbadać sensowność pomysłu, zaczęli od końca, czyli od ustalania trasy kolejki, którą zresztą pod wpływem krytyki kilka razy zmieniali. Potem miasto wydało 54 tys. złotych na program funkcjonalno-użytkowy kolejki. Te pieniądze poszły jednak w błoto.
Choć prezydent i jego ludzie łudzili się, że wpiszą kolejkę do wielkiego programu transportowego współfinansowanego z funduszy Unii Europejskiej, unijni eksperci nie zostawili na tym pomyśle suchej nitki. Kolejka została uznana za przedsięwzięcie nieefektywne, w dodatku taki transport nie jest uznawany za komunikację publiczną.
Liczą na szwajcarskie franki
Ostatnio Tadeusz Ferenc wrócił do skompromitowanego pomysłu. Poinformował o tym dziennikarzy w ubiegłym tygodniu. O ewentualnym finansowaniu budowy kolejki rozmawiał w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego z Iwoną Wendel, podsekretarzem stanu w tym resorcie. Ta udzieliła poparcia dla budowy kolejki.
Cały projekt ma kosztować 100 mln złotych. Ratusz będzie próbował znaleźć pieniądze na budowę kolejki w Szwajcarskim Mechanizmie Finansowym. Maksymalnie to 85 proc. kosztów inwestycji. Teraz władze Rzeszowa, które o pomyśle rozmawiały też z ambasadorem Szwajcarii szukają w tym kraju miasta-partnera do projektu. Wniosek do Szwajcarów musi być złożony do końca listopada. Gdyby nie udało się pozyskać pieniędzy z Szwajcarii, ratusz liczy, że sięgnie po środki z kolejnej perspektywy finansowej UE na lata 2014- 2020.
Wagoniki połączą uczelnie
Kolejka o jakiej myślą obecnie władze miasta ma nieco różnić się od tej przedstawianej poprzednio. Przystanki znajdowałyby się na powierzchni ziemi, a nie w powietrzu. Podobna za to jest trasa. Pierwsza linia miałaby długość 8-10 kilometrów i biegłaby od dworca PKP, przez tereny przy ul. Batorego, estakadą nad Wisłokiem, aleją Rejtana obok Uniwersytetu Rzeszowskiego do Politechniki Rzeszowskiej przy al. Powstańców Warszawy. Każdy skład elektrycznej kolejki zabierałby 64 pasażerów.
Komentarz
Kolejkowa propaganda
Powrót przez prezydenta Tadeusza Ferenca do opowieści o kolejce nadziemnej to kolejna odsłona spektaklu pt. “Stolica imitacji”. Przegrana w wyborach do Senatu, gdzie urzędujący włodarz ratusza chciał dać dyla przed narastającymi problemami i rosnącymi długami zaowocowała nowym wytryskiem propagandowych pomysłów Ferenca.
Prezentowanie rewelacji o nadziemnej kolejce w czasie gdy miasto walczy o uratowanie wartego 400 mln zł programu transportowego zakrawa na kpinę. Po raz kolejny prezydent Rzeszowa chce przykryć prawdziwe problemy miasta propagandowymi zabiegami.
Wszyscy pamiętają opowieści o nadziemnych gondolach, basenach geotermalnych czy aquaparku. Żadnej z inwestycji nie udało się zrealizować. Były tylko świetną zagrywką PR-owską zaspokajającą marzenia mieszkańców o nowoczesnym mieście.
Dziś prezydent Tadeusz Ferenc znów próbuje rozpaczliwie mamić mieszkańców marzeniami. Czas robi jednak swoje. Ludzie uczą się i mądrzeją. Na aktualną propagandę nie nabiorą się już tak łatwo.
Krzysztof Kuchta



6 Responses to "Prezydent Ferenc znów śni o kolejce"