
Związkowcy z MPK domagają się w imieniu kierowców od zarządu spółki komunikacyjnej podwyżki wynagrodzenia o 250 zł brutto. Jednak Marek Filip, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, stwierdził jednoznacznie, że nie ma takiej możliwości. Dlatego cztery zakładowe związki zawodowe wysłały list otwarty do Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa, z prośbą o mediację z pracodawcą w sprawie kierowców autobusów miejskich. Minęły jednak dwa tygodnie i włodarz miasta nie odpowiedział, czy wystąpi w roli mediatora sporu zbiorowego dotyczącego podwyżek płac. Sam prezydent stwierdził, że to sprawa wewnętrzna spółki i nie może się włączać do tej sprawy.
Od 13 sierpnia br. trwa spór zbiorowy pomiędzy kierowcami autobusów miejskich oraz pracowników administracji i warsztatu a zarządem MPK. W rzeszowskim MPK zatrudnionych jest 646 osób, w tym około 460 kierowców. Średnie zarobki tych ostatnich to 5 tys. zł brutto (na rękę 3,4 tys. zł).
– Domagamy się podwyżki w wysokości 1,5 zł za każdą godzinę przepracowaną przez kierowcę – mówi Waldemar Ceglarz, kierowca autobusu i przedstawiciel Komisji Zakładowej NSZZ „S” przy MPK w Rzeszowie. – Obecnie najniższa stawka za godzinę wynosi 18,50 zł, a najwyższa 22 zł. Miesięcznie byłoby to 250 zł podwyżki.
Prezes MPK: – Podwyżki niemożliwe
W rozmowie z Super Nowościami Marek Filip, prezes MPK, wyjaśnił, że ustalone zostały stawki za wozokilometr i nie ma możliwości podwyżek płac dla kierowców. Taka informacja dotarła też do związkowców z Wolnego Związku Zawodowego Pracowników MPK, Związku Zawodowego Pracowników Administracyjnych MPK, Związku Zawodowego Kierowców Autobusów Komunikacji Miejskiej MPK oraz Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” przy MPK Rzeszów. Dlatego związkowcy wysłali dwa tygodnie temu list otwarty do prezydenta Rzeszowa. Czekali na odpowiedź do piątku i doszli do wniosku, że nie mają co liczyć na pomoc władz miasta w sprawie podwyżek płac.
Związkowcy rozczarowani brakiem zainteresowania
– Z głębokim rozczarowaniem przyjęliśmy brak zainteresowania z Pana strony tym, co dzieje się w jednej ze spółek, której właścicielem jest miasto – czytamy w liście otwartym przesłanym do ratusza. – Protest rozpoczął się 13 sierpnia i doszliśmy do etapu mediacji. Jako związki zawodowe nie mieliśmy wątpliwości, kto najlepiej sprawdzi się w roli mediatora. Dlatego też 27 sierpnia zwróciliśmy się do Pana Prezydenta o pełnienie tejże funkcji. Wierzyliśmy, że osoba ciesząca się powszechnym szacunkiem wśród mieszkańców Rzeszowa (wybory wygrane w I turze), długoletni radny, a także były wiceprzewodniczący Rady Miasta to idealny kandydat do zażegnania sporu.
Przedstawiciele związków zawodowych reprezentujących pracowników MPK stwierdzili w piśmie do prezydenta, że są zaskoczeni takim obrotem sprawy (czyli brakiem odpowiedzi), a jednocześnie nie rozumieją oni strategii postępowania. Tak „jakby nic się nie działo” albo „mnie to nie dotyczy”. „Dotyczy Panie Prezydencie” – taki dopisek można znaleźć w liście otwartym.
– MPK Rzeszów wywiązało się ze wszystkich zadań zleconych przez Zarząd Transportu Miejskiego będący pośrednikiem pomiędzy ratuszem a MPK – wyjaśnia Waldemar Ceglarz, przedstawiciel Komisji Zakładowej NSZZ „S” przy MPK w Rzeszowie. – Kierowcy nie zaprzestali pracy w czasie największego natężenia pandemii, narażając zdrowie swoje i zdrowie swoich bliskich. Nie było mowy o pracy zdalnej wzorem choćby urzędu miejskiego. Pomimo dwukrotnie większej zachorowalności niż w kraju (MPK 14 proc., kraj – 7,5 proc.), pomimo dodatkowych obowiązków, jakie nałożono na kierowców autobusów (przestrzeganie rygorów stanu napełnienia, czy noszenia maseczek przez pasażerów) do dzisiaj nikt nam nie podziękował.
Kierowcy czują się pokrzywdzeni
Związkowcy dodali, że od dyrektora ZTM usłyszeli, iz: „kierowcy MPK na zarobki nie powinni narzekać, bo zarabiają 5000 zł brutto. W porównaniu do innych jednostek organizacyjnych to nie są złe zarobki”. – Tak, to się zgadza, ale było to efektem godzin nadliczbowych wynikających z pandemii (chorobowe, kwarantanna) i wywiązaniem się w stu procentach z nałożonych na kierowców obowiązków. Dodatkowo średnią pensję podnoszą wynagrodzenia za niedziele, dni świąteczne, godziny nocne. Podsumowując, na 10 września 2021 r. MPK wykonuje przewozy zgodnie ze stawką z 2019 roku, która to ustalana była pod koniec roku 2018.
– Wszystko to sprawia, że czujemy się pokrzywdzeni, musząc walczyć o podwyżki będące realnym pokryciem dla galopującej inflacji – mówi Waldemar Ceglarz. – Głęboko wierzyliśmy, że to właśnie prezydent byłby najbardziej kompetentną osobą, aby pomóc pracownikom MPK zażegnać spór zbiorowy. Będziemy musieli poszukać innego państwowego mediatora, skoro nie możemy liczyć na prezydenta Rzeszowa.
Zarząd MPK brak możliwości wypłaty wyższej pensji uzasadnia brakiem pieniędzy. Związkowcy chcą, żeby podwyżki o 250 zł brutto obowiązywały od początku 2021 roku. Protestujący zapewniają, że autobusy miejskie będą wyjeżdżały na trasy mimo sporu zbiorowego. Rzeszowianie nie będą więc pozbawieni transportu po mieście.
Z ostatniej chwili
Wczoraj dla Super Nowości, w imieniu prezydenta Konrada Fijołka, na ten temat wypowiedział się Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa.
– Prezydent nie może być mediatorem, bo to wewnętrzna sprawa w spółce – stwierdził. – Związkowcy powinni znaleźć mediatora spoza spółki i prezydent Konrad Fijołek liczy na to, że ten spór zbiorowy zostanie załatwiony w sposób obiektywny.
Mariusz Andres



20 Responses to "Prezydent nie będzie mediatorem w MPK"