
PiS chce wyborów na siłę. Partia rządząca nie cofa się już przed niczym w swej bezczelności.
W Senacie ważą się losy wyborów prezydenckich 10 maja. We wtorek Senat odrzucił wniosek o zmianie trybu obrad izby z hybrydowego na stacjonarny. Wniosek był częścią zaplanowanej strategii obozu rządzącego, by zdobyć większość w Senacie.
Senat miał na zajęcie się ustawą o wyborach korespondencyjnych 30 dni. Dziś o godz. 22 mija termin jej zwrotu do Sejmu. Wszystko wskazuje na to, że Senat zdąży to uczynić, choć w środę senatorowie PiS podjęli rozpaczliwą walkę o to, by tak się nie stało. Kwestionowali zgodność z prawem tryb obrad izby wyższej naszego Parlamentu, która obradowała w systemie hybrydowym. Polega on na tym, że część parlamentarzystów jest w sali obrad, a część pracuje zdalnie. Senatorom PiS chodziło o to, by Senat z pracami nad ustawą o wyborach korespondencyjnych, kolokwialnie mówiąc, się nie wyrobił. Gdyby tak się stało ustawą nie zajmowałby się już ponownie Sejm, a od razu mógłby ją podpisać prezydent Andrzej Duda.
Próba zwyczajnego oszustwa
Senatorowie PiS-u nie cofnęli się przed próbą zwyczajnego oszustwa, by realizować interesy swej partii. Senator PO, Aleksander Pociej, zdający sprawozdanie jednej z senackich komisji w sprawie ustawy korespondencyjnej ujawnił, że senatorowie PiS, z wicemarszałkiem Stanisławem Karczewskim na czele głosowali za tym, by ustawę w Senacie przytrzymywać jak najdłużej, choć publicznie za to, że ustawa nadal jest w Senacie obwiniali jego marszałka Tomasza Grodzkiego. Senatorowie PiS, Marek Martynowski i Marek Pęk, usiłowali opóźniać obrady, domagając się tajności obrad. Wniosku uzasadniać nie chcieli, bo… chcieli, żeby było to tajne. – Nie mogę podać uzasadnienia w trybie jawnym – twierdził Pęk. – Możecie teraz składać wnioski o wszystko – zwrócił się do senatorów PiS senator PO, Krzysztof Brejza. – Nam chodzi o to, by normalnie obradować nad tą, nie ukrywajmy, skandaliczną ustawą. – Jaką tajną wiedzę dotyczącą koronawirusa ukrywa pan przed Polakami, że domaga się pan tajności obrad? – pytał Pęka senator Michał Kamiński. Wniosek o tajność odrzucono, ale Martynowski nie odpuszczał i złożył wniosek o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów, ale także został odrzucony. – Powstrzymam się od komentarza na temat obstrukcji parlamentarnej, jaką panowie stosujecie – powiedział do Martynowskiego i Pęka wprost marszałek Grodzki. Senatorów PiS to nie zniechęciło, nadal wydłużali jak to tylko możliwe obrady Senatu.
Ustawa może „przepaść” w Sejmie
Wszystko dlatego, że ustawa o wyborach korespondencyjnych w Sejmie może „przepaść”. Zjednoczona Prawica ma bowiem w nim większość, ale słabiutką. Już bez 5 posłów tę większość traci, a brak poparcia dla ustawy korespondencyjnej zapowiedziało aż 12 z 18 posłów „Porozumienia” Jarosława Gowina z liderem ugrupowania na czele.
Gowin już znacznie wcześniej deklarował, że wyborom w obecnej sytuacji jest przeciwny. Proponował, by zmienić zapisy Konstytucji i przedłużyć kadencję Andrzeja Dudy o 2 lata bez możliwości ponownego kandydowania na następną kadencję. Miałoby to oczywiście dotyczyć każdego kolejnego prezydenta RP. Taka „operacja” przy Konstytucji wymagałaby poparcia przynajmniej części opozycji, ale nie było o tym mowy, bo na takie rozwiązanie nie chciał iść PiS. Wobec tego J. Gowin zrezygnował z funkcji wicepremiera w rządzie Mateusza Morawieckiego, ale zadeklarował, że on i inni posłowie „Porozumienia” będą nadal popierać rząd Zjednoczonej Prawicy. Po tych wydarzeniach J. Gowin kilkukrotnie spotykał się z liderem PO, Borysem Budką, jednak oficjalnie nie informowano o wynikach tych rozmów. – Jeśli posłowie Porozumienia zagłosują w Sejmie przeciw ustawie o głosowaniu korespondencyjnym, będą musieli opuścić klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczoną Prawicę – zapowiedział szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski. Jednocześnie we wtorek trzech działaczy „Porozumienia” z zarządu partii oficjalnie wezwało posłów swego ugrupowania do głosowania za wyborami korespondencyjnymi i lojalności wobec Zjednoczonej Prawicy. Wygląda na to, że w „Porozumieniu” nie ma porozumienia, a Jarosław Gowin w tym samym czasie był na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim w warszawskiej siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej.
Choć wcześniej politycy PiS, z wicepremierem i ministrem aktywów państwowych Jackiem Sasinem na czele zapewniali, że wybory 10 maja odbędą się wzorowo i wszystko jest dopięte na ostatni guzik, to teraz przyznają, że w tym terminie ich raczej nie będzie. Mowa teraz o 17 lub 23 maja. A to dlatego, że ustawa o wyborach korespondencyjnych jest w Senacie, więc… jakby jej nie ma. Nie było jej i wcześniej i rządzący nie mieli prawa przygotowywać wyborów, ale nic sobie z tego nie robili! Zasłaniali się przy tym sławetnym art. 102 „Tarczy nr 2.0”. Owa „Tarcza” miała dotyczyć pomocy dla przedsiębiorców w czasie pandemii, ale politycy PiS sprytnie „przemycili” w niej zapisy wspomnianego art. 102, który odebrał Państwowej Komisji Wyborczej część kompetencji dotyczących organizacji wyborów, np. ustalenie wzoru kart do głosowania, a także zniósł możliwość przeprowadzenia wyborów tradycyjnych z uwagi na pandemię.
Trybunał „asem w rękawie”
Najczarniejszy scenariusz dla PiS-u to taki, że ustawa o wyborach korespondencyjnych wraca z Senatu do Sejmu i tam nie zyskuje poparcia większości. Wówczas nie byłoby możliwości przeprowadzenia… żadnych wyborów. Bo choć niektórzy politycy PiS „przebąkują” o wyborach mieszanych, czyli w części tradycyjnych i w części korespondencyjnych, to takowych zabrania przyjęta przez Sejm „Tarcza nr 2.0”. Politycy PiS-u, w tym Jarosław Kaczyński, są tego świadomi. I dlatego kilka dni temu Onet.pl informował, że rozważają dymisję Andrzeja Dudy przed upływem kadencji. Gdyby Duda podał się do dymisji, jego obowiązki zgodnie z Konstytucją przejęłaby marszałek Sejmu, Elżbieta Witek i musiałaby ogłosić nowe wybory. Najwyraźniej jednak nie udało się namówić A. Dudy na ten krok. PiS ma jednak jeszcze jednego „asa w rękawie”. Jest nim kierowany przez Julię Przyłębską, nazywaną przez Jarosława Kaczyńskiego jego… odkryciem towarzyskim Trybunał Konstytucyjny. Wierni posłowie Kaczyńskiego zaskarżą do TK art. 102 „Tarczy nr 2.0”. Trybunał pod wodzą wiernej J. Przyłębskiej szybko uzna go za niekonstytucyjny, co automatycznie sprawi, że wybory będą się mogły odbyć w formie mieszanej – dla seniorów 60 plus i niepełnosprawnych korespondencyjnie, a dla całej reszty w tradycyjnej formie przy urnach.
MOIM ZDANIEM
Codziennie przekonujemy się, że PiS nie ma żadnych oporów, by łamać prawo i oszukiwać, byle tylko „przepchać” swego kandydata na kolejną kadencję. Wczoraj bezczelność i brak honoru jego działaczy sięgnęły już dna! A mowa o parlamentarzystach izby wyższej naszego parlamentu, o senatorach. Ludzie, którzy z założenia powinni być rozumni i odpowiedzialni nie zawahali się dla interesów swej partii posunąć do próby oszustwa. I to oszustwa w Senacie. Wstyd nie jest chyba uczuciem znanym tym senatorom, skoro usiłowali sparaliżować obrady, by Senat nie zdążył zwrócić do Sejmu ustawy o wyborach korespondencyjnych w terminie. Gdyby im się udało, ustawa byłaby gotowa do podpisania przez ich kolegę z partii i prezydenta w jednym, Andrzeja Dudę. A wszystko dlatego, że ustawa w Sejmie może „przepaść”.
Monika Kamińska



18 Responses to "Próba oszustwa parlamentarnego"