
STALOWA WOLA. Po zmroku zostają tylko krzaki. Toaleta, która miała rozruszać ruch kolejowy, głęboko utknęła w planach.
W blisko 60-tysięcznym mieście są tylko dwie publiczne toalety i to z ograniczonym dostępem. Od kilku miesięcy miała być trzecia i to dostępna przez całą dobę. Okazało się, że budowa sławojki to nie taka prosta sprawa. To sprawa prawie polityczna, dla której trzeba będzie prawdopodobnie zmienić plan zagospodarowania.
Jedna z ubikacji jest na placu targowym i ta lokalizacja jest nie tylko zrozumiała, ale przede wszystkim konieczna. Druga prawie po sąsiedzku – na dworcu autobusowym. Obie mają jednak to do siebie, że po południu są zamykane. Co ma zrobić przyjezdny, dajmy na to po 4-godzinnej jeździe autobusem, który do Stalowej Woli trafi po zmroku? Obok dworca są krzaki, ale tuż za nimi komenda policji. Kto nie ryzykuje, ten moczy spodnie.
Miasto nie rezygnuje, ale…
Rok temu Stalowa Wola i Nisko zawarły dziwny pakt sąsiedzki. Jedno miasto dodawało drugiemu po tyle samo do budowy toalet przy dworcach kolejowych. To miało rozruszać ruch kolejowy w regionie. Pomysł nad wyraz przyszłościowy, ale gdyby nawet miał rozruszać ruch samolotów, to też warty był podjęcia. Jednak kibla na dworcu w Stalowej Woli jak nie było, tak nie ma. Rok mija, pieniądze w kasie miejskiej zostały zarezerwowane i teraz trzeba się będzie z nich rozliczyć. To zaniepokoiło jednego z radnych, który zapytał prezydenta wprost, gdzie jest kolejowa toaleta? – W Stalowej Woli mamy cztery przystanki kolejowe i proszę powiedzieć, na którym z nich funkcjonuje przybytek pierwszej potrzeby? – podchwytliwie zagaił radny Jan Sibiga.
Przyparty do muru prezydent Lucjusz Nadbereżny odparł, że „miasto nie rezygnuje z umiejscowienia takiego przybytku w pobliżu dworca PKP”. Tu włodarz wyliczył przeszkody, jakie przeciągają w czasie budowę klitki z dziurą w podłodze. Wszystkiemu winne są plany rozwojowe miasta, a dokładnie zmiany w nich następujące. I tak toaleta za niżansko-stalowowolskie pieniądze wędruje z miejsca na miejsce, ale ciągle tylko w planach. Ostatnio zakotwiczyła w parku miejskim, ale niedaleko peronu dworcowego. W ten sposób służyłaby i pasażerom, i spacerowiczom. I tu pojawił się nie lada problem. Żeby wybudować jakiś obiekt kubaturowy w parku, trzeba zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. To szybko nie nastąpi, choćby dlatego, że projekt takiego planu trzeba wyłożyć do konsultacji. A co z pilną potrzebą? Jak ktoś jest sprawnym biegaczem, to zdąży do oddalonego o ok. 1 km magistratu. Ale tylko w godzinach jego pracy.
jam



One Response to "Problem niekoniecznie pilnej potrzeby"