
PLUSLIGA. Trzecia z rzędu porażka wicemistrzów Polski, których znów ograł LOTOS Trefl.
Siatkarze Asseco Resovii w ostatnim okresie najwidoczniej mają jakiś problem i notują wyraźny spadek formy. Po zaskakującym odpadnięciu z Pucharu Polski i sromotnym laniu w LM od Cucine Lube, teraz musieli przełknąć kolejne rozczarowanie w Gdańsku.
Lotos Tref nie tak dawno pozbawił resoviaków marzeń na wywalczenie Pucharu Polski. – Mamy z nimi rachunki do wyrównania za tamto niepowodzenie. Na pewno gdzieś ta porażka siedzi nam w głowach i zrobimy wszystko, żeby zmazać tę plamę na honorze i zgarnąć najlepiej całą pulę punktów – zapowiadał Marcin Możdżonek, którego zespół jeszcze przed wyjazdem do Gdańska dostał srogą lekcję od Cucine Lube Civitanova. Środkowy Asseco Resovii jednak uspokajał. – Każda porażka wprowadza jakiś element niepokoju w głowach pojedynczych zawodników i całego zespołu, ale poradzimy sobie z tym – mówił Możdżonek. Tak się jednak nie stało. W Gdańsku zespół z Rzeszowa był niemrawy, momentami wystraszony i sparaliżowany. Można pokusić się o stwierdzenie, że ostatnie niepowodzenia gdzieś zachwiały zespołem, który prezentuje się zupełnie inaczej niż jeszcze kilka tygodni temu, kiedy wygrywał mecz za meczem. Jest to o tyle zaskakujące, że szeroka kadra do tej pory była gwarantem niwelowania pewnych słabości, a tym razem wszyscy jak jeden mąż są pod kreską. W Ergo Arenie z rzadka było widać uśmiech na twarzach zawodników, a bardziej spuszczone głowy. Brakowało takiej przysłowiowej iskry. Kolegów z zespołu próbował pobudzić jak zawsze impulsywny Marko Ivović, ale do zwycięstwa to nie wystarczyło, tym bardziej, że sam miał znów duże problemy z przyjęciem zagrywki. Trudno w przypadku Asseco Resovii mówić, że jest to zespół słaby psychicznie, skoro drużyna została zbudowana w większości z doświadczonych zawodników i ma w swoim sztabie szkoleniowym tak uznanego psychologa, jak Kamil Wódka (pracował m.in. z Adamem Małyszem czy Kamilem Stochem). W ostatnich meczach resoviacy nie pokazują jednak odporności psychicznej, bo wystarczy jakiś moment słabości w grze i wszystko nagle pęka.
W Gdańsku od samego początku to rywale dyktowali warunki gry, a resoviacy mieli problemy z przyjęciem i atakiem. W sporych tarapatach był Gavin Schmitt, który nie kończył ataków, a przewaga rywali rosła jak na drożdżach. W końcówce seta na boisku pojawili się Fabian Drzyzga oraz Niemiec Jochen Schöps i z przewagi gospodarzy 22:19 nie zostało nic, a ostatnie słowo należało do Thibaulta Rossarda. W kolejnej partii już tak dobrze nie było. Tym razem zaciął się Schöps i rywale odjechali na bezpieczny dystans. Po 10-minutowej przerwie na boisko wyszła odmieniona Asseco Resovia, której dużym atutem była zagrywka. Wydawało się, że zespół trenera Andrzeja Kowala wreszcie złapał właściwy rytm, ale nic z tych rzeczy. Znów pojawiły się problemy z przyjęciem, a w ataku zespól szybko stracił pewność siebie i zwycięzcę wyłonił tie-break. W nim gospodarze już na początku wykorzystali nerwowość resoviaków oraz ich błędy i wygrywali 9:4. Goście rzucili się w pogoń, ale ta się im nie udała i znów musieli przełknąć gorycz porażki.
LOTOS TREFL Gdañsk 3
ASSECO RESOVIA 2
(23:25, 26:24, 17:25, 25:20, 15:10)
LOTOS TREFL: Masny 1, Pietruczuk 11, Paszycki 14, Schulz 27, Hebda 14, Gawryszewski 4 oraz Gacek (libero), Niemiec, Stępień, Romać 1, Jakubiszak 2, Grzyb 5.
ASSECO RESOVIA: Tichacek 1, Rossard 20, Możdżonek 5, Schmitt 19, Ivović 16, Nowakowski 10 oraz Wojtaszek (libero), Drzyzga 3, Schops 3, Lemański, Perrin 3.
Sędziowali: J. Makowski i M. Maciejewski. Widzów: 4150. MVP meczu Damian Schulz.
rm



4 Responses to "Problem Resovii trwa"