
Ruszyła fala protestów wyborczych. Chęć złożenia takiego wniosku wyraził zarówno sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego, jak i osoby przebywające w kraju i za granicą. Ich relacje szokują. Są przypadki, gdzie jedna osoba mogła oddać dwa głosy.
Redakcja portalu „czujny.pl” udostępniła wiadomości od wyborców zniesmaczonych sposobem w jaki przeprowadzono wybory prezydenckie. – Głosowałam poza miejscem zamieszkania poprzez dopisanie się do spisu wyborców przed pierwszą turą. Po południu zadzwonił do mnie oburzony tata. Wracali z wyborów a na liście w miejscowości rodzinnej również widniałam – pisze jedna z kobiet. Podobnych głosów jest więcej. Przykładem niech będzie mieszkanka Warszawy, o której pisała „Gazeta Wyborcza”. Kobieta bez problemu dostała karty do głosowania w dwóch różnych komisjach wyborczych i jak sama przyznaje: – Chciałam przetestować system – tłumaczy.
Co za dziwny zbieg okoliczności
Na kiepskie przygotowanie wyborów narzeka Polonia mieszkająca m.in. we Włoszech, w Chile, Irlandii i Hiszpanii. Ich relację z przebiegu wyborów możemy śledzić na grupach Facebookowych. Ich członkowie zgłaszają problemy z pakietami wyborczymi, które m.in. zostały do nich dostarczone po czasie lub nie miały odpowiedniej ilości pieczątek poświadczających ważność dokumentów. – Do mnie też dotarło dzisiaj [środa – przyp. red.]. Co za dziwny zbieg okoliczności. A do mojego syna na ten sam adres dotarło 6 lipca. Cuda panie, cuda! – pisze Polka mieszkająca na co dzień w Hiszpanii. Sytuacja opisywana przez mieszkankę Warszawy zdarzyła się także za granicą. – Podobna sytuacja była we Włoszech a dokładnie w Wenecji na ten sam adres przychodził jeden pakiet a po 4 dniach następny – pisze członek grupy „Polonia NIE ma Wyboru”.
Ciężko jest aktualnie zweryfikować z jaką ilością protestów wyborczych mamy do czynienia, nie mniej jednak, jeżeli sytuację na grupach społecznościowych obserwujemy na bieżąco, to ilość potencjalnie złożonych wniosków może wzbudzić ból głowy u członków Sądu Najwyższego, bo właśnie tam trafiają wszystkie protesty wyborcze. – Oczywiście protesty zawsze mogą wpłynąć. Jakie okoliczności będą powołane w danym piśmie, jakie zarzuty, to trudno w tej chwili przewidzieć. Ewentualne protesty trafią do SN. Również PKW zajmie stanowisko, musi zająć stanowisko też ewentualnie obwodowa komisja wyborcza, której dotyczy protest – mówił Sylwester Marciniak, przewodniczący PKW.
Protest przeciwko wyborowi prezydenta można było wnosić nie później niż w ciągu trzech dni od dnia podania wyniku wyborów do publicznej wiadomości przez Państwową Komisję Wyborczą. Protesty wniesione przed tym terminem SN pozostawi bez dalszego biegu. Po rozpoznaniu protestów wyborczych i na podstawie sprawozdania z wyborów PKW, Sąd Najwyższy rozstrzyga o ważności wyboru prezydenta. Ma na to 21 dni od dnia podania oficjalnych wyników wyborów do publicznej przez PKW.
Ministerstwo umywa ręce
Zaznaczmy, że za organizację wyborów za granicą odpowiada Ministerstwo Spraw Zagranicznych, na czele którego stoi Jacek Czaputowicz. Ministerstwo umywa ręce od wszelkich problemów, zwalając całą winę na lokalnych doręczycieli. – Te głosy mogły nie dotrzeć na czas, ale to nie wina MSZ, który wysłał wszystkie pakiety w terminie ustawowym lub nawet wcześniej, ale zdarza się w każdym państwie, także i w Polsce, że poczta i niektórzy listonosze mogą nie zdążyć, mimo że mają takie zobowiązanie – tłumaczył podczas wtorkowej konferencji prasowej szef MSZ.
Krytycznie o wyborach prezydenckich wypowiada się także Towarzystwo Dziennikarskie które uważa, że wyborcza narracja TVP i Polskiego Radia „pozwala mówić o fałszerstwie całych wyborów”. – Zamiast pluralizmu, bezstronności i wyważenia mieliśmy w tych mediach apoteozę jednego kandydata i zohydzanie jego głównego konkurenta przez cały czas kampanii, a nawet podczas ciszy wyborczej – stwierdziło Towarzystwo Dziennikarskie w oświadczeniu. Swoje zastrzeżenia do obiektywizmu Telewizji Polskiej wyrazili również obserwatorzy z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE.
Rafał Bolanowski


