
Były radny PiS w sejmiku województwa, Jacek Kotula, kolejny raz uderza w Władysława Ortyla. Tym razem staje
w obronie księży, którym przyznano dotacje na fotowoltaikę. Twierdzi m.in., że marszałek województwa podkarpackiego źle gospodaruje środkami unijnymi, a przede wszystkim „sabotuje budowę instalacji fotowoltaicznych przez parafie, przeprowadzaniem kolejnych tendencyjnych kontroli”.
O przyparafialnych spółkach zrobiło się głośno kilka miesięcy temu po materiale „Superwizjera”. Głównym bohaterem był Kazimierz Jaworski – w przeszłości senator, a dziś prezes Sieci Parków Energii Słonecznej, założonej przez dziesięciu proboszczów z Podkarpacia, w tym jego brata. „Spółka kierowana przez byłego senatora pomogła powołać blisko 300 spółek parafialnych. Następnie spółki, jako przedsiębiorcy, złożyły wnioski o dotacje. Ostatecznie dofinansowanie otrzymało blisko 60 z nich, co stanowi prawie 40 procent wszystkich beneficjentów” – podali dziennikarze „Superwizjera”. Schemat działania zawsze był ten sam. Prezesem był proboszcz, a siedzibą plebania. 95 proc. udziałów należało do parafii. Pozostałe 5 proc. do kierowanej przez byłego senatora spółki-matki. Każdy z wnioskujących o dotacje składał niemal identyczne wnioski. Finalnie z ponad 130 mln zł przewidzianych na cały program, blisko 40 mln zł przyznano kilkudziesięciu spółkom parafialnym.
W kwietniu na Podkarpacie przyjechali posłowie Lewicy Beata Maciejewska i Maciej Kopiec, który przeprowadzili kontrolę poselską w urzędzie marszałkowskim, a o całej sprawie poinformowali CBA.
„Ortyl chce karać księży”
Ostatnio tematem zajął się radny sejmiku podkarpackiego, Jacek Kotula. W piśmie skierowanym m.in. do podkarpackich posłów PiS pisze: „Od dłuższego czasu jestem informowany przez kapłanów, iż coś bardzo dziwnego dzieje się przy budowie parafialnych instalacji fotowoltaicznych, które od kilku lat ze wsparciem środków unijnych są realizowane w naszym województwie podkarpackim. Trzeba na początku wyjaśnić rzecz podstawową, gdyż nagromadziło się bardzo wiele kłamstw. Jak teraz się okazuje, ich źródło mogło być w samym Urzędzie Marszałkowskim.”
Twierdzi, że zgłaszają się do niego kolejni księża, alarmując, że „Urząd Marszałkowski w Rzeszowie, którym kieruje marszałek Ortyl, sabotuje budowę instalacji fotowoltaicznych przez parafie, przeprowadzaniem kolejnych tendencyjnych kontroli”, a sam radny podejrzewa „kolejne niecne działania Ortyla”.
„Ortyl ze swoimi urzędnikami zdaje się tu znakomicie rozumieć z PGE. Taką właśnie firmą, która nie chce, żeby powstawały instalacje u ludzi, czy lokalne dla danej społeczności jest właśnie PGE. Bo kto będzie wtedy kupował od nich prąd, jeśli zwykli ludzie czy parafie wyprodukują go sobie sami? Co więc robią? PGE blokuje przyłączanie instalacji, przedłuża terminy, podnosi ceny, a Ortyl chce za to karać podkarpackich księży i wygraża im obcinaniem dotacji!”
– oburza się Jacek Kotula.
Wspomina o prześladowaniu parafii przez urzędników i skarży się na żądanie osobistego udziału duchownych we wszelkich czynnościach. „Nawet, gdy jeden z księży znalazł się w szpitalu, w poważnym stanie, otrzymał pismo z pogróżkami, że konsekwencją będzie obcięcie dotacji, czy nawet wypowiedzenie umowy o dofinansowaniu! To są sprawy zupełnie skandaliczne, szczególnie w bastionie
PiS-u” – podkreśla Kotula.
Zapowiada osobiste zbadanie całej sprawy. Prosi też parlamentarzystów o włączenie się w nią.
Nieprawidłowości w projektach
Co na to urząd marszałkowski? Tomasz Leyko, rzecznik marszałka województwa podkarpackiego, przypomina, że podstawą przyznania dofinansowania dla łącznie 56 projektów realizowanych przez tzw. spółki parafialne są umowy, zgodnie z którymi beneficjenci zobowiązali się m.in. do terminowej realizacji projektów oraz poddania kontroli ze strony instytucji zarządzającej, którą jest Zarząd Województwa.
– Zasady te są jednakowe dla wszystkich beneficjentów niezależnie od tego, czy są to podmioty publiczne, prywatne, czy spółki założone przez parafie oraz wynikają z rozporządzeń unijnych i przepisów prawa polskiego – zaznacza.
Oburza się na zarzut, że marszałek źle gospodaruje środkami unijnymi. – Prawidłowość realizacji ww. programu i działań urzędu, w tym w zakresie wykrywania i korygowania nieprawidłowości, potwierdzały liczne kontrole i audyty służb krajowych i unijnych – zapewnia Tomasz Leyko.
W przypadku parafialnych spółek było różnie. Pierwsze poważne wątpliwości co do realizacji części projektów pojawiły się z końcem 2020 r., początkowo w kontekście jednego z nich. – Beneficjent od kwietnia do września 2020 r. prowadził z urzędem korespondencję na temat wydłużenia terminu realizacji projektu do połowy 2021 r., a tymczasem z treści złożonego w listopadzie 2020 r. wniosku o płatność końcową wynikało, że wykonawca miał zakończyć prace już w kwietniu 2020 r.! – zauważa Tomasz Leyko. A w toku weryfikacji wniosku o płatność końcową pojawiły się istotne wątpliwości co do poniesionych wydatków, których beneficjent nie wyjaśnił. Podjęto więc decyzję o kontroli doraźnej wszystkich 5 projektów realizowanych w tej samej lokalizacji. W efekcie pojawiły się podejrzenia co do zawyżania kosztów i niewykonania części robót budowlanych, przy jednoczesnym ich rozliczeniu z wykonawcą i przedstawieniu do rozliczenia w urzędzie. Co więcej, pomimo upływu ponad 13 miesięcy od dokonania odbioru końcowego jedna z instalacji nadal nie produkuje energii.
Jak tłumaczy rzecznik, z tego powodu Zarząd Województwa Podkarpackiego podjął decyzję o wstrzymaniu przekazywania zaliczek dla wszystkich projektów tzw. spółek parafialnych i uznał za konieczne przeprowadzenie kontroli każdego z nich.
Obecnie prowadzone są w 26 projektach i przynajmniej w części z nich wskazano możliwe nieprawidłowości. Dotyczą m.in. dokonywania odbiorów końcowych i wypłacania pełnego wynagrodzenia wykonawcy w sytuacji niewykonania pełnego zakresu zamówienia, czy wystąpienia znaczących (powyżej 6 miesięcy) i nieuzasadnionych opóźnień w uruchomieniu farm fotowoltaicznych.
Większość księży nie uczestniczy w kontroli
Tomasz Leyko odnosi się również do żądania obecności księży. Jak twierdzi, obowiązek ich udziału w czynnościach kontrolnych (przynajmniej na rozpoczęcie i zakończenie kontroli) jest jedną z podstawowych zasad. Niestety, zdecydowana większość prezesów spółek – uzasadniając to np. wykonywaniem obowiązków duszpasterskich – nie brała w nich jakiegokolwiek udziału i w tym celu ustanawiała pełnomocników.
Z uwagi na stwierdzone błędy urząd uznał za konieczne, by wymagać od proboszczów podpisywania dokumentów i uczestnictwa w kontroli, by mieli wiedzę o błędach i ich ewentualnych konsekwencjach. – Ostatecznie oni jako prezesi spółek ponoszą odpowiedzialność za projekty
i działania pełnomocników
– stwierdza Leyko.
Rzecznik tłumaczy, że w przypadku beneficjenta, o którym pisze Kotula zawiadomienie o kontroli zostało wysłane z kilkudniowym wyprzedzeniem, a informacja o nieobecności proboszcza została przekazana dopiero kilkanaście minut przed rozpoczęciem czynności. – Pomimo kilku późniejszych pism do wyznaczenia uprawnionego do udziału w kontroli pełnomocnika doszło dopiero po powrocie ze szpitala proboszcza, a czynności kontrolne rozpoczęły się z dużym opóźnieniem. Zaznaczyć przy tym należy, iż w projekcie tym podejrzewa się wystąpienie nieprawidłowości – zaznacza Tomasz Leyko.
– Reasumując wszystkie przedstawione zarzuty, w tym o „sabotowaniu”, „grożeniu” czy „prześladowaniu” spółek parafialnych są bezpodstawne – kwituje rzecznik marszałka.
wk



6 Responses to "Proboszczowie skarżą się na kontrole spółek parafialnych?"