Prokuratorzy nie grają w tej samej drużynie co policjanci

Grzegorz AntonOd 1 lipca proces karny będzie miał charakter sporu, podobnie jak w procesach znanych nam z amerykańskich filmów. Sędzia będzie bezstronnym arbitrem, który rozstrzygnie spór w sali sądowej pomiędzy prokuratorem a adwokatem. Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie, gdy rozmawiam z policjantami, mówią, że dojdzie do trzęsienia ziemi. Podobno w Komendzie Głównej Policji wyliczyli, że wykrywalność spadnie o 40 proc.! I to nie dlatego, że policjanci przestaną łapać bandytów, a dlatego, że jak sami mundurowi twierdzą, prokuratorzy jak nie będą mieć 100 proc. dowodów – a nie zawsze uda się je dostarczyć, to bandzior nie usłyszy zarzutów, bo prokurator nic nie wskóra w sali sądowej i będzie się bał oskarżać.

Jednym słowem, ma być katastrofa. I wcale się nie dziwię, bo policjanci grają w zupełnie innej drużynie niż prokurator. Wystarczy przypomnieć ostatni przykład kiedy policjanci m.in. z Rzeszowa zatrzymali rasowych bandziorów, którzy ukradli z hurtowni papierosy warte około 250 tys. zł. Dodatkowo jeden z nich zaatakował nożem policjanta. Mundurowi chcieli aresztów, bo wiedzą, że panowie żyją z gangsterki i chcą zebrać dowody na inne ich poważne przestępstwa. Co robi prokurator? Wypuszcza ich na wolność. Nie trafiają do mnie tłumaczenia prokuratora, który twierdzi, że nie było możliwości zastosowania aresztu. Była choćby dlatego, że mogą oni utrudniać postępowanie karne, a także grożą im wysokie wyroki. No chyba, że bandyci zostali oskarżeni o zabranie jednej paczki papierosów, a ten co zaatakował policjanta powiedział, że akurat nożem strugał patyki i funkcjonariusz wyskoczył na niego nagle z krzaków.

Zgadzam się w 100 proc. z funkcjonariuszami, że ich robota traci sens. Nie chodzi już o statystyki i inne głupoty, którymi karmi się komenda główna czy wojewódzka. Chodzi o taką zwykłą, banalną rzecz, a mianowicie – żeby bandziory nie chodziły po ulicach i nie popełniały przestępstw. Przy wielu sprawach policjanci harują jak woły, czego zwykły śmiertelnik nie widzi. To kryminalni pracują w środowisku rasowych bandytów często bez wychodzenia z pracy, poświęcając tym samym swoje życie rodzinne. To wreszcie policjanci z dochodzeniówki obrabiają całą tę operacyjną wiedzę. Trwa to wszystko czasami miesiącami. A na końcu tego całego procesu pojawia się prokurator, który wypuszcza na wolność bandytów. Sprawa z tymi włamywaczami nie jest jednostkowym przykładem. Takich spraw jest więcej, a zgrzytów na linii policja – prokuratura bardzo dużo.

Co tu dużo mówić, nie chce być złym prorokiem, ale po 1 lipca Polska może stać rajem dla bandytów, którzy będą śmiać się prosto w twarz funkcjonariuszom, gdy ci ich będą musieli wypuszczać z policyjnego aresztu, bo prokuratorzy nie będą dopatrywali się przestępstw bojąc się o to, że przegrają w sali sądowej.

Redaktor Grzegorz Anton

7 Responses to "Prokuratorzy nie grają w tej samej drużynie co policjanci"

Leave a Reply

Your email address will not be published.