
Na suplementy diety, czyli coś, co nie jest lekiem, ale „żywnością w tabletkach”, wydajemy łącznie około 60 mln zł. Niestety,
w aptekach leżą one obok leków, więc choć nie leczą, pacjenci nie potrafią ich rozróżnić. Co gorsza, jako nieleki, nie podlegają żadnym systematycznym kontrolom inspekcji farmaceutycznej czy sanitarnej. Wyrywkowe kontrole mogą więc szokować. I szokują. Z ostatnich, wyrywkowych badań wynika, że niektóre zwierały zabronione w żywności substancje czynne farmakologicznie, czyli dopuszczone tylko
w lekach.
Zespół niespokojnych nóg? Kaszel palacza? Nie ma takich jednostek chorobowych. A jednak są suplementy, które przynoszą ulgę w tych dolegliwościach. Skąd o tym wiadomo? Z reklam w radiu i telewizji. Faktem jest jednak, że kaszel łagodzony syropem może zatuszować bardzo niebezpieczny objaw chorób płuc, a łykane na potęgę suplementy na potencję „z czegoś tam” prowadzą do lekceważenia poważnych problemów krążeniowych u mężczyzn.
– Z punktu widzenia lekarza nie byłoby żadnej szkody, gdyby z rynku zniknęły wszystkie suplementy diety czy leki homeopatyczne, bo nie ma żadnych wiarygodnych badań wskazujących, że one działają. Ich reklamy przynoszą więcej szkody niż pożytku – uważa dr n. med. Wojciech Domka, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie. – Przede wszystkim nie stosujmy suplementów diety na chybił trafił. Mimo że to zwykła żywność, czasem w większej ilości i w połączeniu z lekami mogą być szkodliwe lub zmniejszyć wchłanianie leków, które stosujemy – mówi dr n. farm. Lucyna Samborska z Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie. Eksperci zatem ostrzegają i jednocześnie apelują: Nie diagnozujmy swojego stanu zdrowia na podstawie reklam. Ból pleców może być oznaką bardzo poważnej choroby – np. raka trzustki. Magnez nie jest lekiem na całe zło, a drżące ręce nie muszą być oznaką nadmiaru kawy. Pamiętajmy, że nie zastąpimy nimi zdrowego posiłku. Uodpornijmy się na hasła: „każdy po 50. roku życia”, „każde dziecko” itp. Nie reagujmy na natarczywe reklamy „schudła w 7 dni” – często to niebezpieczne produkty mogące prowadzić do odwodnienia lub skrajnego wyczerpania organizmu.
Substancje używane nielegalnie
Spośród przebadanych próbek suplementów diety w jednym produkcie wykryto substancję niedozwoloną w żywności – sildenafil, natomiast w drugim stwierdzono obecność johimbiny. Obie substancje, których nie powinno być w suplementach diety, są stosowane w zaburzeniach erekcji. Sildenafil należy do leków z grupy inhibitorów fosfodiesterazy typu 5 (PDE5), działających poprzez wspomaganie rozkurczu naczyń krwionośnych w prąciu, zwiększając napływ krwi do prącia podczas podniecenia seksualnego. Substancja pomaga osiągnąć wzwód jedynie pod warunkiem uprzedniego pobudzenia seksualnego. Preparatów zawierających sildenafil nie należy przyjmować w przypadku stwierdzonych chorób serca lub wątroby. Innymi przeciwwskazaniami są m.in.: uczulenie na sildenafil, przyjmowanie leków zawierających azotany, środków uwalniających tlenek azotu czy leków stosowanych w leczeniu nadciśnienia płucnego. Nie powinny go zażywać osoby chore na zaburzenia naczyniowe. Z kolei kora johimby była tradycyjnie stosowana w leczeniu zaburzeń erekcji, jednak nie ma wystarczających dowodów naukowych, aby sformułować ostateczny wniosek o jej skuteczności. Wywołuje szereg działań niepożądanych. Jedno z badań opisuje ciężki przypadek priapizmu związanego ze spożyciem ekstraktu z johimby – bolesnego wzwodu, który zakończył się dla pacjenta zabiegiem operacyjnym. Inne zgłaszane skutki uboczne dostępnych bez recepty preparatów johimbiny obejmują: zaburzenia żołądkowo-jelitowe, niepokój, podwyższone ciśnienie krwi, bóle głowy, pobudzenie, wysypkę, tachykardię i częste oddawanie moczu. Od 2015 roku jest zakaz używania kory johimby lekarskiej oraz preparatów z niej uzyskanych w żywności. Nadal jednak, jak pokazują kontrole, jest nielegalnie używana w suplementach diety.
Bez badań i nadzoru nie są bezpieczne
Zapobiegać czy leczyć może lek, nad którego bezpieczeństwem czuwa inspekcja farmaceutyczna, a dopuszczenie na rynek poprzedzają badania kliniczne. Natomiast suplement diety jest środkiem spożywczym, którego wprowadzenie na rynek wystarczy zgłosić do inspekcji sanitarnej. Co więcej suplementy diety mogą wykazywać szkodliwe działania. – Suplementacja jest niewskazana przy niektórych schorzeniach. Osoby, które mają kamicę nerkową nie powinny przyjmować preparatów z wapniem, wszyscy, którzy biorą leki przeciwzakrzepowe powinni unikać witaminy K. Zażywanie antybiotyków nie powinno być łączone z przyjmowaniem suplementów diety, ponieważ wapń, żelazo czy magnez mogą zmniejszać ich skuteczność – mówi Lucyna Samborska. Na terenie Polski funkcjonują 273 wytwórnie oraz 844 hurtownie suplementów diety. W 2020 r. organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej skontrolowały 120 obiektów, tj. 43,96 proc. wytwórców funkcjonujących na terenie kraju.
Anna Moraniec



11 Responses to "Przebadali suplementy diety. Wyniki szokują!"