
ORLEN LIGA. Rozmowa z Marcinem Wojtowiczem, trenerem Developresu SkyRes Rzeszów.
W poniedziałek, 24 listopada, o godzinie 18 w hali Podpromie w meczu kończącym 8. kolejkę Orlen Ligi, Developres SkyRes zmierzy się z AZS KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Rzeszowianki mają 3 punkty mniej od rywalek, które także są beniaminkiem.
– Ponieśliście trzy porażki z rzędu. KSZO to dobry przeciwnik na przełamanie?
– Wygrał dwa ostatnie mecze, przyjedzie podbudowany. Ale to rywal w naszym zasięgu. W Ostrowcu Świętokrzyskim nie mają lepszych siatkarek niż w Rzeszowie. Wszystko rozegra się w głowach zawodniczek.
– KSZO to drużyna wojowniczek. Pana podopieczne są gotowe na prawdziwy bój?
– Zespół Darka Parkitnego rzeczywiście gra bardzo odważnie. Nie wstrzymują ręki, prą do przodu. Jednak moje dziewczyny też potrafią walczyć. Teraz jesteśmy w trudnym położeniu, bo porażki nie budują tylko odbierają pewność siebie. Ale wierzę, że w poniedziałek zła karta się odwróci. To może być najważniejszy mecz w rundzie. Wygrana sprawi, iż zbliżymy się do ósmego miejsca, porażka skazuje nas na grzebanie się z dna.
– Z KSZO walczyliście o awans do Orlen Ligi, znacie się doskonale. To już jednak nie jest ta sama drużyna. Ich przewaga polega na tym, że pozyskali dwie doświadczone zawodniczki: rozgrywającą Martę Wójcik i przyjmującą Joannę Kuligowską. Obie są w formie.
– KSZO w 50 procentach zmienił skład, bo na środek doszła przecież Australijka Sophie Godfrey. Nie miałem pojęcia o istnieniu takiej siatkarki, „wyhaczyli” ją na jakichś zawodach międzynarodowych, ale okazuje się, że daje radę. Byłem w Ostrowcu na meczu z Muszynianką. Gospodynie przegrały w fatalnym stylu, ale już tydzień później po świetnym meczu pokonały Legionovię. Nastąpiło mentalne przeobrażenie, które – gorąco w to wierzę – w poniedziałek spotka naszą drużynę.
– Nie poszalejecie, jeśli nadal będziecie popełniać w meczu po 30 błędów.
– Tak naprawdę ciała daliśmy tylko raz, w meczu z Naftą Piła. W Dąbrowie Górniczej popełniliśmy 28 błędów, z czego 14 w zagrywce, bo ryzykowaliśmy na całego. I to się opłaciło. Posłaliśmy osiem asów, Tauron miał wielkie problemy na przyjęciu. Przegraliśmy, bo najzwyczajniej gospodynie dysponują większym potencjałem ludzkim. Mierzmy siły na zamiary. Większość moich zawodniczek jeszcze dwa lata temu występowała w II lidze. Do naszych obowiązków należy wygrywanie u siebie z KSZO i Pałacem Bydgoszcz. Dziewczyny potrzebują teraz spokoju. Przez ostatnie lata, czy były w Rzeszowie, w Krośnie lub Biłgoraju – kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa. Dla nich seria porażek to całkiem nowa sytuacja.
– Katarzyna Warzocha wraca do gry?
– Trenuje z nami od tygodnia i może stanowić jakąś alternatywę na mecz z KSZO. Ból kręgosłupa to pochodna historii przeciążeniowych ciągnących się za Kaśką od lat. Odwiedziliśmy tuzin specjalistów, mam nadzieję, że kolejne konsultacje lekarskie nie będą potrzebne.
– Już dwóch trenerów w Orlen Lidze straciło pracę, ale pan chyba nie czuje się zagrożony?
– Jestem trenerem od 13 lat i jeszcze nie udało mi się zostać zwolnionym. Wykonuję jednak zawód wysokiego ryzyka i zawsze trzeba się z tym liczyć (śmiech). Przyjęliśmy filozofię budowania drużyny małymi krokami. Myślę, że to rozsądne, choć oczywiście jestem pierwszy, którego nie cieszą wyniki, jakie ostatnio uzyskujemy.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


