
2 grudnia odnotowano w naszym kraju 13 855 nowych
i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, czyli od początku pandemii w Polsce zarażonych zostało 1 mln 13 tys. 747 osób (w tym czasie zmarło 18 208). W regionie mamy zaś 52 380 zakażeń i 1329 zgonów. Milion potwierdzonych przypadków koronawirusa przekroczyliśmy już pewnie dużo wcześniej, ale po pierwsze, za mało testujemy, by mieć wiarygodne dane, po drugie, ciągle zmieniamy metodykę raportowania, więc nikt naprawdę nie wie, co trafia, i kiedy trafia do systemu.
Skalę jesiennej fali pandemii w Polsce w jakiś sposób pokazują liczby. Od pierwszego przypadku (4 marca) do 100 tys. potrzebnych było 213 dni (4 października), czyli ponad 7 miesięcy. Z kolei od 100 tys. do osiągnięcia miliona zachorowań minęło zaledwie 58 dni, (niecałe dwa miesiące). Polska znalazła się obecnie na 13. miejscu na świecie pod względem wszystkich potwierdzonych przypadków koronawirusa. Tuż przed nami plasują się Niemcy, kraj z dwa razy większą populacją i – na dziś – wskaźnikiem ponad 333 tysięcy testów na milion mieszkańców. Dla Polski ten wskaźnik wynosi 165 tys.
Czy wygrywamy więc z pandemią, jak jeszcze w poniedziałek (5733 nowych zakażonych, najmniej od 13 października, ale przy tylko 25,1 tys. wykonanych testów), cieszył się w mediach społecznościowych premier Mateusz Morawiecki? Raczej nie. Eksperci w wielu sprawach mają różne zdania, ale w tym są zgodni: Polska od września, krok po kroku, traci kontrolę nie tylko nad przebiegiem pandemii (tej nie mieliśmy, przynajmniej odkąd latem z przyczyn politycznych odtrąbiono pierwsze zwycięstwo nad koronawirusem), ale nad stanem wiedzy, jak epidemia przebiega. Dlaczego? Bo nie testujemy wystarczająco dużo. I nie panujemy nad raportowaniem zakażeń. We wrześniu przeszliśmy na system potwierdzania zakażeń testami, stąd rekordowo – w skali świata – wysoki odsetek testów pozytywnych wobec wszystkich wykonanych: w pewnym momencie nawet ponad 52 procent. To strategia unikalna w skali świata, niespotykana wręcz w Europie – jeśli jakieś kraje przekraczają 20 procent, to na ogół są to państwa borykające się albo z olbrzymią falą zakażeń (Czechy), albo z innymi problemami systemu ochrony zdrowia (Ukraina, Rumunia). Jednym słowem – niewydolne. Jeśli wskaźnik 20 – 30 proc. świadczy o niewydolności systemowej, o czym świadczy wskaźnik 50 proc.? – Powinniśmy testować znacznie więcej osób i powinniśmy przede wszystkim testować osoby z kwarantanny domowej, z kontaktu bezpośredniego z zakażonymi – mówił podczas poniedziałkowej eksperckiej dyskusji dr Paweł Grzesiowski, immunolog, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej. Jego zdaniem, rezygnacja z testowania osób kwarantannowanych w połączeniu ze skracaniem kwarantanny to potencjalna bomba, która może spowodować kolejne wzrosty liczby zakażonych.
Według niego, wiarygodne dane to obecnie liczba pacjentów w szpitalach, pod respiratorami, i liczba zgonów. Tu spektakularnych zmian nie ma. Śmiertelność w Polsce bowiem albo rośnie, albo utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Nie ma wątpliwości, że ten symboliczny milionowy zakażony tak naprawdę nie jest milionowy. O tym, że z wirusem mogły się zetknąć nawet 4 miliony Polaków, mówił w ostatnich dniach nawet rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Pojawiają się spekulacje, że do marca, kwietnia, gdy akcja szczepień przeciwko SARS-CoV-2 będzie prawdopodobnie szła pełną parą, może to być nawet 8 – 9 milionów.
Anna Moraniec



8 Responses to "Przekroczyliśmy milion zakażonych"