
Ma już prawie 130 lat. „Przeżył” trzy wojny i okupację, mocno wrastając w krajobraz Przemyśla. I choć jeszcze rok temu wydawało się, że los starego mostu, który nie może już sprostać nowoczesnym wymaganiom, jest przesądzony i przynajmniej jego część „pójdzie na żyletki”, grupa pasjonatów zawzięła się, żeby go uratować. Niemożliwe? A jednak! Dziś już wiemy, że jedno z przęseł mostu będzie kładką pieszo-rowerową, a drugie… częścią Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej i atrakcją turystyczną.
Jeszcze rok temu jego los był niepewny i musieliśmy go bronić – wspomina dziś Mariusz Piotr Sidor z Porozumienia MOST Wielokulturowego Muzeum Przemyśla. – Dziś jesteśmy już w zupełnie innej rzeczywistości i to zasługa wszystkich tych, którzy tak zażarcie walczyli o naszego kolejowego staruszka. Nie sposób wymienić ich wszystkich, bo nie starczyłoby po prostu miejsca na łamach „Super Nowości” – uśmiecha się. – Ale każdy, kto interesował się i interesuje losem naszego starego mostu kolejowego ich zna i wie, że to dzięki tym ludziom most zostaje z nami – dodaje. Przypomnijmy, że Porozumienie MOST zebrało pod petycją w sprawie ratowania obiektu ponad 3 tys. podpisów.
O tym, że stary most musi być zastąpiony przez nowoczesną konstrukcję mówiono już od dawna. Ale słowa padały, a pociągi jak jeździły po nim, tak jeździły. Zresztą jeżdżą dalej i tak będzie, dopóki nie powstanie nowy most, który na Sanie w Przemyślu planują PLK PKP. Plany wobec starego mostu kolejowego były różne, ale okazało się, że tylko część konstrukcji uznawana jest za zabytek i tylko część wpisano jako zabytek do stosownych dokumentów. A to oznaczało, że uznawana za niezabytkową część mostu może zostać po prostu zniszczona. Na takie rozwiązanie nie godziła się od początku grupa pasjonatów skupiona w stowarzyszeniu Porozumienie MOST, która chciała, by ta część starego mostu stanowiła atrakcję turystyczną miasta. Pomysł zaczerpnęła z jednego z krajów skandynawskich. Jednak most stanowił przecież własność PLK PKP, a na stworzenie na jego części muzeum potrzeba było po prostu pieniędzy.
Słynny na cały kraj
Tymczasem w zeszłym roku stało się głośno w Polsce i nie tylko, o zupełnie innym starym moście kolejowym. Mowa o konstrukcji w dolnośląskich Pilchowicach, która miała być wysadzona na planie „Mission Impossible 7”. Wokół tego kontrowersyjnego pomysłu powstał społeczny i medialny szum. Przy jego okazji dziennikarze z polsatowskiej „Interwencji” zainteresowali się też starszym od pilchowickiego, przemyskim mostem kolejowym. W lipcu zeszłego roku odwiedzili Przemyśl, a w sierpniu wyemitowano odcinek programu opowiadający o tym, że oba mosty mogą zostać bezpowrotnie zniszczone. Głos na temat konstrukcji w Pilchowicach zabrała Magdalena Gawin, generalny konserwator zabytków, która kategorycznie stwierdziła, że nigdy się na jej zniszczenie nie zgodzi. Do niej członkowie Porozumienia MOST napisali pismo z prośbą o ratunek dla przemyskiego obiektu. Reporter TV Polsat, Artur Borzęcki, który realizował materiał o podkarpackim moście kolejowym, podszedł do tematu bardzo osobiście. – Most kolejowy nad rzeką San jest symbolem miasta. Uważałem, że nie ma mowy o zniszczeniu go. Nie tylko z powodu informacji, które można spotkać w przewodnikach turystycznych czy publikacjach, iż został zaprojektowany w pracowni architektonicznej słynnego Eiffla. I żaden autorytet do tej pory nie zaprzeczył tej informacji. Ale dlatego, że jest on wyjątkowy, unikalny, niezwykły. Jego nieregularna konstrukcja czyni go nietuzinkowym. To także świadek historii – podkreśla dziennikarz. – Dziwiłem się że konserwator zabytków był gotów zgodzić się, aby jedną część rozebrać. Dobrze, że mieszkańcy Przemyśla nie pozwolili na zniszczenie tak cennego mostu, który stanowi także ich tożsamość. To dowód, że warto walczyć o słuszną sprawę. Teraz miasto powinno wykorzystać tą przeprawę do promocji.
Spór o… Eiffla
Przemyski most zaistniał w mediach nie tylko w kontekście jego ewentualnej rozbiórki. Miłośnicy obiektu spierali się w sieci o… legendę dotyczącą staruszka. Otóż kiedyś pojawiła się informacja, jakoby część mostu miała „wyjść” z pracowni samego Gustava Eiffla. Sprawą zainteresowała się sama konsul honorowa Francji w Katowicach, Anna Krasuska-Terrillon. Na oficjalnym facebookowym profilu pani konsul pojawiły się zdjęcia przemyskiego mostu i nieśmiałe „może jednak?”. Zapały wszystkich wierzących w legendę studzili jednak pasjonaci historii, tacy jak choćby Piotr Michalski, przemyślanin. – Nie ma udokumentowanych i potwierdzonych informacji świadczących o tym, by most projektował G. Eiffel czy jego pracownia – podkreślał. Wkrótce wzmianka o tym widniejąca w serwisie Wikipedia zniknęła, a pani konsul od roku nie porusza już tego tematu. Nie brak jednak osób przekonanych, że część mostu jest dziełem francuskiego inżyniera, a w niektórych przewodnikach taka informacja jest podawana. – W każdej bajce jest ziarnko prawdy – przekonują zwolennicy legendy.
Ma „wyrwać ludzi z butów”
A jak udało się wygrać walkę o uratowanie mostu? Trwała ona na pisma, komentarze, zapytania. Wkrótce pojawiło się światełko w tym ciemnym „kolejowym tunelu”, bo zainteresowanie zagospodarowaniem części obiektu wyraził dyrektor Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, Jan Jarosz. – Mogę już powiedzieć, że nasze muzeum ma otrzymać część starego mostu kolejowego. Chodzi o tę część z powojenną dobudówką – zdradza. – Ma na niej powstać wystawa plenerowa.
Jaka? Związana z historią mostu kolejowego, która jest bardzo bogata i wieloaspektowa. – Most „pamięta” czasy trzech wojen, dwóch światowych i polsko
– ukraińskiej – przypomina Jan Jarosz. – W moim odczuciu najciekawsza jest tu historia związana z faktem, że na Sanie była granica pomiędzy III Rzeszą i Rosją Sowiecką. Kolejny aspekt to historia rozwoju technologicznego. Chcielibyśmy powołać specjalny zespół, który zająłby się szczegółami. Trzeba odpalić tam takie cudo, żeby tych, którzy do nas przyjadą „z butów wyrwało” – uśmiecha się Jan Jarosz. – Marzy mi się na przykład, żeby przez nasz most – muzeum przejeżdżał „pociąg widmo”.
Fundusze na wystawę, która z założenia ma być atrakcją turystyczną pierwszej próby, mają popłynąć z Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Dyrektor ma już ma mnóstwo pomysłów na to, jak urządzić część muzeum na starym moście kolejowym, a gdy o nich opowiada, po prostu świecą mu się oczy: salonka, platforma widokowa – bo jak mówi, nie ma piękniejszych zachodów słońca niż te nad Sanem w Przemyślu, przeźroczysta miejscami podłoga i jeszcze całe mnóstwo innych atrakcji… To wszystko ma być właśnie na tej części mostu, który mógł skończyć jako żyletki. Zabytkowa część konstrukcji ma przypaść miastu. Potwierdza to prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. Powstanie tu ścieżka pieszo-rowerowa odpowiednio skorelowana ze ścieżkami rowerowymi nad Sanem. Rozmowy z PLK PKP trochę trwały, bo miastu bardzo zależało na tym, by mogły przejeżdżać pod nią wszelkie pojazdy, a to wymagało, żeby skraj normatywna wyniosła 4,6 metra. Udało się porozumieć w tej mierze.
I tak niemal równo rok po tym, jak w „interwencji” Polsatu członkowie Porozumienia MOST i po prostu przemyślanie rozpaczliwie mówili o ratowaniu swego mostu – staruszka, wiemy już, że nie zniknie on z krajobrazu miasta. Wiemy, że zostanie, tak jak niezmiennie widnieje na Gwieździe Przemyśla, najwyższym miejskim odznaczeniu. Nie będzie już „nosił” pociągów przez San, ale będzie „nosił” ludzi pieszo i na rowerach, a także przyciągał turystów, bawił i uczył historii kolei i miasta. – To nie będzie koniec mostu kolejowego, ale początek jego nowego życia dla miasta
– uśmiecha się Mariusz P. Sidor. Nam wypada serdecznie pogratulować pasjonatom mostu determinacji w walkę o ocalenie go. No i poczekać na jego nową odsłonę…
Monika Kamińska



5 Responses to "Przemyski most dostanie drugie życie"