
Kiedy kilka tygodni temu Przemek Grządziel, zwany przez znajomych „Kudłatym”, napisał, że rezygnuje z kierowania Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach i składa wypowiedzenie, ludzie nie chcieli uwierzyć. Natychmiast pojawiły się wpisy z prośbami, by tego nie robił. Przemek przyznaje, że to chyba jedna z najtrudniejszych decyzji w jego życiu, ale nieodwołalna. – To musiało kiedyś nastąpić – wyjaśnia.
Zanim został kierownikiem schroniska, przez kilkanaście lat był urzędnikiem magistrackim. Jednak nie takim w sztywnej koszuli, pod krawatem i w nienagannej marynarce. – Zajmowałem się organizacją wydarzeń kulturalnych i promocyjnych nie tylko w mieście. Były to: koncerty klubowe, duże imprezy plenerowe, trasy koncertowe, rekonstrukcje historyczne oraz inne eventy, które cieszyły się wielkim zainteresowaniem, odbiły się szerokim echem w Polsce. Przyciągały kilku- lub nawet kilkunastotysięczną widownię i do dzisiaj są one wspominane – powraca pamięcią Przemek.
Tak było do 21 czerwca 2015 r., kiedy to ówczesny prezydent Przemyśla, Robert Choma, właśnie „Kudłatemu” zdecydował się powierzyć Schronisko w Orzechowcach. Z tym miejscem już związany był człowiek – legenda. Mowa o śp. Arturze Bąku, szefie schroniska, który zmarł w tragicznych okolicznościach w kwietniu 2013 r. Potem niestety źle się działo w placówce. – Do schroniska trafiłem w bardzo trudnym momencie dla tej jednostki. Finansowo było w dramatycznej sytuacji, brakowało karmy, opieka nad zwierzętami pozostawiała wiele do życzenia, narosło tam też wiele konfliktów, które wpłynęły na spadek zaufania do tej placówki przejawiający się brakiem lub zerwaniem współpracy z wieloma podmiotami czy też odsunięcie się darczyńców i osób wspierających schronisko. Ludzie mieli obawy, czy udzielana przez nich pomoc nie jest marnowana – wspomina P. Grządziel. – W czerwcu 2015 roku podjąłem się czasowo kierowania schroniskiem. Tym samym przyjąłem wyzwanie poprawy sytuacji – zapewnienia właściwej opieki nad zwierzętami, prowadzenia tej jednostki w sposób, który zapewni bezkonfliktową współpracę ze stowarzyszeniami, instytucjami i lecznicami weterynaryjnymi. Mimo wielu problemów, w miarę moich możliwości, raczej dobrze wywiązałem się z powierzonej mi misji, ponieważ od 1 stycznia 2016 r. stałem się pełnoprawnym i oficjalnym kierownikiem tej jednostki – relacjonuje „Kudłaty”. – Choć miałem wówczas zagwarantowany powrót do urzędu, to na tyle pokochałem to miejsce i zwierzaki, że zdecydowałem się zostać. Obawiałem się też, że to, co udało mi się naprawić w schronisku w ciągu kilku miesięcy, może zostać znów zaprzepaszczone, a miałem też świadomość, jak wiele zostało jeszcze do zrobienia. Więc tę misję przez kilka lat kontynuowałem aż do dziś – opowiada. Jak podkreśla Przemek, wcześniejsze doświadczenia zawodowe bardzo mu się w pracy w schronisku przydały. – Aby mogło ono sprawnie funkcjonować, musiałem wykorzystać swoją pomysłowość, zaradność i dokonywać niekonwencjonalnych rzeczy. Przez te wszystkie lata wspierali mnie ludzie, którzy pamiętali mnie z mojego nazwijmy to rock’n’rollowego życia. Pamiętali, że zawsze robiłem ciekawe rzeczy, że można mi zaufać i chętnie brali udział w różnych inicjatywach na rzecz moich podopiecznych, „zarażając” pomaganiem innych – uśmiecha się.
Jak przyznaje Przemek, nigdy nie traktował kierowania schroniskiem li tylko jako pracę.
– Przez te wszystkie lata moje życie podporządkowane było pod schronisko, a moi rozszczekani i rozmiauczeni podopieczni byli priorytetem – podkreśla Grządziel. – To praca non stop, nieważne czy to weekend, święta, czy urlop. Zapewnienie dobrej opieki zwierzętom, właściwego leczenia, pozyskiwanie karmy i stałej poprawy warunków ich bytowania, zabieganie o dobrą współpracę ze wszystkimi, którzy mogli nas wspomóc, ponieważ bez wsparcia finansowego i rzeczowego to schronisko nie może sprawnie funkcjonować – wylicza. – Należy też pamiętać, że schronisko to nie tylko zwierzęta, ale też pracujący tam ludzie, infrastruktura, administracja, itd. Aby to wszystko ogarnąć organizacyjnie, formalnie, administracyjnie, finansowo, potrzebna była duża pomysłowość i zaangażowanie – wzdycha. Choć podjął teraz decyzję o rezygnacji, Przemek jest zadowolony z tego, co udało mu się w schronisku zrobić. – Wiele udało mi się zdziałać praktycznie bez wsparcia instytucjonalnego, wszystko to we własnym zakresie lub przy pomocy zwykłych ludzi, m.in.: postawienie nowego, solidnego ogrodzenia kwarantanny, ocieplone budy dla psów we wszystkich sektorach, wydzielenie i zadaszenie minisektorów dla dużych psów, podzielenie większych sektorów i stworzenie nowych, aby każdy pies mógł korzystać codziennie z wybiegu, przystosowanie sektorów dla psów uciekających i przeskakujących ogrodzenia, urządzenie wybiegu dla dużej kociarni, wyposażenie w domki, drapaki, urządzenie sypialni dla dużej kociarni, wyposażenie w legowiska, półeczki, nowe boksy dla psów, altanka dla pracowników i wolontariuszy, stworzenie wiaty na słomę i drewno opałowe, pomieszczenia gospodarczego i narzędziówki, stworzenie drugiego wybiegu dla kotów, tzw. małej kociarni oraz wyposażenie jej w domki i drapaki, stworzenie sypialni dla młodych kotów i wyposażenie jej w półeczki, regały sypialne, drapaki, kuwety, zakup dużego kontenera do magazynowania karmy, renowacja izolatki, zakup lamp bakteriobójczych, stworzenie pomieszczenia dla małych kociąt, szczeniąt i rekonwalescentów, remont dachu i elewacji budynku gospodarczo-administracyjnego, remont kuchni i wyposażenie jej w meble i akcesoria, stworzenie mini wybiegu dla szczeniąt i wiele in. większych lub mniejszych inwestycji czy zakupów jak np. zakup klatek, transportówek, kuwet, legowisk, domków, drapaków, baseników, mat dezynfekcyjnych, lamp bakteriobójczych, apteczek, gaśnic, koców przeciwpożarowych, akcesoriów dla psów i kotów – to wszystko P. Grządziel wymienia bez trudu z pamięci. – Kawał mego życia i moich emocji, nerwów też, więc trudno nie zapamiętać.
Przemek opowiada o tym wszystkim z takim zapałem, dlaczego więc chce odejść ze schroniska? – Ten moment musiał kiedyś nastąpić. To nie jest praca na całe życie, z pewnością nie dla kogoś z dużą wrażliwością – podkreśla. – Przez te wszystkie lata oddałem tu serce, zaangażowanie i duszę. Całe życie podporządkowałem schronisku, bez wytchnienia, czasu dla siebie czy najbliższych. Bez względu na to, jak się czułem, czy byłem chory, czy padałem ze zmęczenia, czy to weekend, święta czy urlop, najważniejsze było schronisko i te zwierzaki. Dziś nie brakuje karmy, lekarstw, a zwierzęta mają dobrą opiekę. Ale nawet moje działania mają granice – wyznaje. – To najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale już ostateczna – gasi nadzieję, że zmieni zdanie Grządziel. – W ostatnim czasie dokupiłem 20 nowych, ocieplanych bud dla psów, nowe kuwety, transportówki i koszyki dla kotów, 120 misek dla psów ze stali nierdzewnej, kocie wybiegi wyposażono w nowych 12 domków zewnętrznych dla kotów, domówiłem nowe maty dezynfekcyjne zewnętrzne i wewnętrzne oraz środki dezynfekcyjne, itp. – recytuje z pamięci listę tego, z czym to już niby nie „swoje”, ale jednak swoje Schronisko zostawia. Mimo że już jest urlopowany, to wciąż stara się, by zrobić jak najwięcej dla zwierzaków. – Na koniec udało mi się pozyskać 5 solidnych boksów dla psów o wartości ponad 20 tys. zł zupełnie za darmo. Chcę stworzyć z nich dwa podwójne kojce dla przebywających w schronisku agresywnych pitbulli, by pracownicy mogli bezpiecznie do nich wejść i np. posprzątać. Jestem też w ciągłym kontakcie z pracownikami i lecznicami weterynaryjnymi, żeby przekazać jak najwięcej informacji o zwierzętach, które wymagają leczenia, diagnostyki, zabiegów, szczepień – Grządziel nadal głowę ma zaprzątniętą swoimi podopiecznymi.
Ludzie w Internecie piszą wciąż, żeby nie odchodził. Jego odejścia nie chce też włodarz Przemyśla, Wojciech Bakun. – Nikt nie jest w stanie zastąpić Przemka w tym miejscu – napisała pewna przemyślanka i wszyscy przyznali jej rację. – Mam nadzieję, że moje miejsce zajmie osoba, która będzie obdarzona wielką empatią i miłością do zwierząt, ale również zmysłem organizacyjnym – zauważa P. Grządziel. – I będzie gotowa na nietypowe działania. Jestem oczywiście skłonny udzielić pomocy, wdrożyć w temat, problematykę, ale to już będzie zależeć od nowego kierownika – podkreśla. – W każdym razie to Schronisko i zwierzaki pozostaną na zawsze w moim sercu…
Drogi „Kudłaty” Przemku, choć to trudne, szanujemy Twoją decyzję. Pamiętaj, że wokół Ciebie jest wielu życzliwych i wdzięcznych Ci ludzi, a także wiele bardzo kochających Cię zwierzaków. Powodzenia!
Monika Kamińska



7 Responses to "Przemyślanie nie mogą się z tym pogodzić…"