Przemytnik musi płacić za depozyt

Podróżnego należy informować, do tego w sposób jasny i zrozumiały. Nie wierzymy, że celnicy tego nie potrafią. Wszak „selekcja” podczas przyjęć do Służby Celnej jest bardzo „ostra”, zatem powinny tam trafiać osoby, które potrafią mówić „po ludzku”. Fot. Monika Kamińska
Podróżnego należy informować, do tego w sposób jasny i zrozumiały. Nie wierzymy, że celnicy tego nie potrafią. Wszak „selekcja” podczas przyjęć do Służby Celnej jest bardzo „ostra”, zatem powinny tam trafiać osoby, które potrafią mówić „po ludzku”. Fot. Monika Kamińska

PODKARPACIE, KRAJ. A celnik powinien informować i to „po ludzku”.

– Wjeżdżałem legalnie do Polski, żadnego przemytu nie wiozłem – opowiada nam zdenerwowany podróżny z Ukrainy, 32-letni Igor. – Na przejściu granicznym celnik powiedział mi, że mam zapłacić 40 złotych! Za co? Ano ponoć za utylizację papierosów, które kiedyś przemycałem do Polski! Tylko, że to było z 1,5 roku temu – wspomina Ukrainiec. – Nawet nie pamiętam ile tego było, ale na pewno niedużo. Zapłaciłem wtedy mandat i myślałem, że na tym koniec – stwierdza 32-latek. – Nikt mi nic nie wspominał, że jeszcze jakieś opłaty będą – zapewnia podróżny.

Igor dodaje także, że od czasu, kiedy zatrzymano go z przemytem i zabrano mu zgodnie z prawem towar, a on zgodnie z tymże prawem zapłacił mandat, w Polsce był już wiele razy i nikt odeń nie chciał żadnych pieniędzy za utylizację przemycanych wcześniej papierosów, ani nie wspominał, że ktoś kiedyś zechcieć ich może. Dlatego 32-latek bardzo zdziwił się żądaniami celnika i postanowił zwrócić się do mediów, by wyjaśnić o co idzie.

Nie utylizacja, a depozyt
My zapytaliśmy o „opłatę za utylizację” przemyską Izbę Celną. Jej rzeczniczka, Edyta Chabowska, wyjaśnia, że opłata nie jest związana z utylizacją przemycanego towaru, lecz z przechowywaniem go w depozycie celnym. Pobierana jest zgodnie z obowiązującymi przepisami, według stawek ustalonych przez ministra finansów. My tyle zrozumieliśmy z odpowiedzi rzeczniczki IC na nasze zapytanie, która w oryginale brzmi tak: – (…) Zgodnie z art. 93. ust. 1 pkt 1 ustawy Prawo Celne organ celny pobiera opłaty, stanowiące dochody budżetu państwa za: przechowywanie towarów w depozycie lub w magazynie czasowego składowania prowadzonym przez organ celny. Zgodnie z art. 93. ust. 2 ustawy Prawo Celne Minister właściwy do spraw finansów publicznych określił, w drodze rozporządzenia, stawki opłat, o których mowa w ust. 1, uwzględniając charakter czynności, za które opłaty te są pobierane – czytamy we wspomnianej odpowiedzi.

Dalsza jej część już taka prosta nie jest: – (…) Doręczenie przedmiotowego postanowienia nie może nastąpić po upływie 3 lat, licząc od dnia zakończenia czynności, za dokonanie których pobierane są opłaty – pisze do nas E. Chabowska. Dla nas nie jest jasne, czy zakończeniem czynności jest zapłacenie mandatu przez podróżnego z przemytem, czy może chwila, gdy towar, który przemycał zniknie z depozytu celnego i zostanie poddany utylizacji.

Może i informowali, ale czy zrozumiale?
Podróżny Igor twierdzi, że nigdy wcześniej nikt mu o żadnej opłacie za depozyt nie wspomniał. Zapytaliśmy także inne osoby, którym na granicy odebrano przemycany towar, w tym Polaków, czy ich o tej opłacie informowano. One także twierdzą, że nie.

Naszym zdaniem, celnik powinien informować podróżnego, że mandat nie jest jedynym możliwym obciążeniem finansowym w takiej sytuacji i że podróżny może, czy też powinien spodziewać się opłaty za depozyt. Mało tego, my uważamy, że celnik powinien informacji tej udzielić zrozumiale i prosto: „Do dnia tego i tego, może pan/pani spodziewać się opłaty takiej a takiej za składowanie tego towaru w magazynie, bo tak stanowią polskie przepisy.”

Jeśli komuś tak się „wyjaśni”, jak nam odpowiedziała Izba Celna, to znaczy podając nic dla przeciętnego człowieka nieznaczące artykuły i ustępy prawa celnego oraz numery rozporządzeń ministerstwa finansów, to nic dziwnego, że nie pojmie w czym rzecz i nawet nie wie, za co ma zapłacić i dlaczego. A już szczególnie wówczas tak jest, gdy owym przeciętnym człowiekiem jest obcokrajowiec, który nie mówi biegle po polsku, szczególnie nie posługuje się „polskim prawniczym”.

Nieznajomość prawa szkodzi i nie zwalnia z jego przestrzegania – to jest oczywistość. Igor musi zapłacić za przechowanie w depozycie papierosów, które usiłował 1,5 roku temu przemycić do Polski. Kiedy mu to normalnie powiedzieliśmy zrozumiał w czym rzecz i już się przestał dziwić. Tylko czy musiał zwracać się do dziennikarzy? Celnik nie umie mówić „po ludzku”?

Monika Kamińska

2 Responses to "Przemytnik musi płacić za depozyt"

Leave a Reply

Your email address will not be published.