
PODKARPACIE. Ministerstwo Zdrowia każe sfinansować wszczep, a NFZ twierdzi, że nie może.
Arkadiusz Wójcik z Jabłonki koło Brzozowa może nawet umrzeć, jeżeli NFZ w porę nie sfinansuje mu wszczepienia pompy baklofenowej, która będzie regularnie podawała mu lek do rdzenia kręgowego. Lek, który pozwala mu walczyć z nadmiernym napięciem mięśni, a więc w miarę normalnie, choć na wózku, żyć.
Mężczyzna cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Kiedy w 2008 roku wszczepiono mu pompę, mimo choroby, był w stanie rozpocząć studia, jak mówi, zaczął żyć. Niestety mimo 6-letniej gwarancji na pompę baterie przestały działać już po trzech. – Produkująca je amerykańska firma do której się zwróciłem oczywiście umyła ręce mówiąc coś o “złośliwości rzeczy martwych” i ewentualnej naprawie urządzenia nie wspominając nic o pokryciu kosztów zabiegu – mówi Arek. – Szansą dla mnie było więc wszczepienie nowej pompy.
Ministerstwo swoje, fundusz swoje
Tu zaczęły się schody. Arkadiusz dowiedział się, że wszczep pompy przestał już być procedurą refundowaną przez fundusz. Jedynym wyjściem dla niego miał być wyjazd do Niemiec i operacja tam. Wyjazdowy zabieg fundusz mógł pokryć. – Tylko gdzie jest sens takiej operacji, która na zachodzie będzie kosztować 5 razy drożej niż w Polsce, w dodatku narazi mnie na koszty i trudy dojazdu. Przecież pierwszą operację wykonano mi w Rzeszowie – mówi mężczyzna. – Napisałem więc podanie do ministerstwa zdrowia z prośbą o wykładnię i w połowie grudnia dostałem odpowiedz, w której przeczytałem. “W katalogu świadczeń gwarantowanych nie ma wszczepienia pompy, ale jest podawanie baklofenu pompą infuzyjną. Wymiana pompy zepsutej na sprawną, wolną od wad wpisuje się w pojęcie podawania baklofenu pompą. I jako taka może podlegać finansowaniu ze środków publicznych jako świadczenie gwarantowane. Ponadto podstawą do sfinansowania może być ochrona prawa słusznie nabytego. Zepsucie sprzętu umożliwiającego podanie leku nie może być bowiem podstawą odmowy kontynuacji leczenia przy istnieniu do niego wskazań medycznych”. – Kiedy pismo przyszło byłem zachwycony, wydawało mi się, że wszystko mam już za sobą, tym bardziej, że pismo adresowane było do dyrektor Grażyny Hejdy, dyrektor POW NFZ w Rzeszowie. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przyjeździe do szpitala od profesora Sneli dowiedziałem się, że nici z mojej operacji. Skoro wszczepienia nie ma w koszyku świadczeń gwarantowanych fundusz szpitalowi nie zapłaci i na nic mi pismo z ministerstwa.
Co czeka chłopaka?
– Bez wszczepienia sprawnej pompy może dojść do poważnych powikłań. Ze śmiercią włącznie – mówi dr hab. n. med. prof. UR Sławomir Snela, ordynator klinicznego oddziału ortopedii i traumatologii ruchu w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Czy chłopak ma szansę na w miarę normalne życie bez bólu kurczących się mięśni i kłopotów z poruszaniem się? Musi się jeszcze uzbroić w cierpliwość, bo rzeszowski oddział decyzję o ewentualnym sfinansowaniu zabiegu odesłał z powrotem do Warszawy. – Liczymy, że w przyszłym tygodniu centrala przyśle nam odpowiedź, która usatysfakcjonuje chorego. Ze swej strony zrobimy wszystko by mu pomóc – zapewnia Grażyna Hejda, dyrektor POW NFZ w Rzeszowie.
Anna Moraniec



2 Responses to "Przepychanki urzędników mogą doprowadzić do śmierci pacjenta"