Przestańcie stroszyć pióra, zacznijcie poważnie rozmawiać

Konflikt narastający między dyrekcją a związkami zawodowymi w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie nie służy nikomu. Ani dyrekcji, bo nic na nim nie zyskuje, ani personelowi, który ma prawo czuć się niepewnie (bat można znaleźć na każdego).

Na pewno zaś nie służy pacjentom, a przecież to największa w regionie placówka, posiadająca najszerszy zakres specjalizacji, ze szpitalnym oddziałem ratunkowym, urazówką dla dorosłych i dzieci, mającą aspiracje utworzenia Podkarpackiego centrum dziecka, i która ma tradycje, zaczęła działalność już przeszło 30 lat temu, bo w stycznia 1989 roku, przyjmując blisko 90 tys. pacjentów rocznie. To, według mnie, powinno zobowiązywać. Komu służą dzisiejsze przepychanki? Dyrektor mówi, że sprzeciwia się „partykularny interesom kilku działaczy związkowych”. Te odpowiadają, że dyrektor stosuje wobec nich mobbing i zastraszanie. Gdzie jest prawda? Nie wiem. I nie wiedzą tego pacjenci, którzy z powodu różnego rodzaju schorzeń trafiają to tego szpitala. „Największego i najlepszego w regionie”,  jak sama niejednokrotnie, pisałam. Co mam powiedzieć dziś? Nie wiem, i mówię to z wielką przykrością. Oczywiście nie mam wpływu ani na Pana Dyrektora, ani na posunięcia związków zawodowych, które w obronie swoich praw, a przede wszystkim swoich przewodniczących, zwolnionych dyscyplinarnie, mogą się posunąć do różnych działań. Wierzę, że każde z nich ma swoje racje. Prawdziwe i nie do podważenia. Nie wchodzę w to. Nie mam takiej wiedzy. I pewnie nikt jej (poza uczestnikami sporu) nie ma. Prawda jest, co wiedzą wszyscy  jedna, ale każdy widzi ją trochę inaczej. Bo każdy patrzy z innej strony. Swojej strony. A w życiu nic nie jest czarno białe. Odcienie szarości zaś nie mają zwolenników. Na razie i dyrekcja i związki przerzucają się stanowiskami, z których dla obserwatorów tego sporu, nic nie wynika. Na pewno zaś nic nie wynika dla pacjenta. A czego oczekuje pacjent? Niewiele. Żeby go leczono, najlepiej jak na to pozwala wiedza medyczna. W szpitalu, który spełnia standardy, ma certyfikaty jakości, ale nie tylko na papierze. Chce, by trafiając do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie był przyjęty, zdiagnozowany i leczony. Nie obchodzą go wewnętrzne spory dyrekcja-personel. Bo co mu z kilkunastu działających w szpitalu oddziałów, pracowni, zakładów czy poradni skoro w łańcuchu przetrwania jest na ostatnim miejscu? A powinien być na pierwszym. I tego życzę wszystkim obecnym i przyszłym pacjentom tego szpitala w nowym 2020 roku.

Redaktor Anna Moraniec

2 Responses to "Przestańcie stroszyć pióra, zacznijcie poważnie rozmawiać"

Leave a Reply

Your email address will not be published.