Resovia zdegradowana za długi wobec ZUS do trzeciej ligi. Stal Stalowa Wola i Stal Rzeszów w drugiej lidze zostały, choć ledwie wiążą koniec z końcem. Pieniędzy dramatycznie brakuje w Stali Sanok i Polonii Przemyśl. Generalnie, gdziekolwiek spojrzeć, tam bieda. Dwumilionowe Podkarpacie nie ma ani jednego profesjonalnego klubu piłkarskiego. Jesteśmy jednym z trzech, obok Lubuskiego i Opolskiego, województw, które nie posiadają drużyny na najwyższych szczeblach – ekstraklasie i pierwszej lidze.
A za chwilę może być jeszcze gorzej, bo kolejka dłużników rośnie. PZPN wprowadził reformę II ligi po to, by – jak w naturze – przetrwali tylko najmocniejsi. Za niespełna miesiąc ruszy sezon, w którym spadnie aż 10 zespołów. Podkarpacie wystawi czterech przedstawicieli. Sukcesem będzie, jeśli w czerwcu 2014 roku połowa z nich zostanie w nowej II lidze. Może zdarzyć się i tak, że kluby nie będą zainteresowane grą na tym szczeblu. Nie trzeba skończyć ekonomii na Harvardzie, by policzyć, że szykuje się nam zabawa dla krezusów. Z Podkarpacia do Stargardu Szczecińskiego trzeba jechać 10 godzin, to 800 km w jedną stronę. W jeden dzień meczu obskoczyć się nie da, więc jak doliczymy koszt noclegu i wyżywienia to nam wyjdzie kilka tysięcy złotych. A niewykluczone, że wyprawę trzeba będzie powtórzyć, bo pogoda w kraju nad Wisłą kapryśna.
Ci, których nadchodząca reforma nie zniechęci i nie zmiecie, staną latem 2014 przed Komisją Licencyjną. I nagle może się okazać, że wszystkie wysiłki zdadzą się psu na budę. – Komisja jest przygotowana do zabawy w kotka i myszkę – zapewnia w piątkowej „Rzeczpospolitej” przewodniczący Krzysztof Sachs, odpowiadając na pytanie czy nie obawia się, że kluby znajdą mnóstwo sposobów, by obejść przeróżne zakazy. – Bardzo chciałbym zobaczyć prezesa klubu, który w jednym roku sprytnie oszuka komisję, a w kolejnym, mając znów kłopoty z regulowaniem zobowiązań, stanie przed tą samą komisją i będzie prosił o wyrozumiałość – grozi Sachs.
Jaki z tego wniosek? Ano taki, że podkarpacki futbol, jeśli jeszcze nie zszedł na poziom zarezerwowany dla stuprocentowych amatorów, to znajdzie się tam niebawem. I bez pomocy samorządów z kolan się nie podniesie. No, ale kto by tam chciał ładować miliony w nędznych kopaczy, prawda?
Tomasz Szeliga



2 Responses to "Przetrwają najsilniejsi. A na Podkarpaciu bieda"