
RZESZÓW. Nowe prawo wodne uderzy w hodowców ryb.
Proponowane przez PiS nowe prawo wodne uderzy przede wszystkim w przedsiębiorców zajmujących się hodowlą ryb. Jeżeli będą musieli oni płacić tak horrendalne ceny za wodę, to w efekcie za kilka lat w Polsce zabraknie pstrągów i karpi. Nowe przepisy mają wejść w życie już w 2017 r.
Przez nowe prawo właściciele stawów rybnych stracą dotacje z Unii Europejskiej na rozwój swoich gospodarstw. Z powodu opłat za wodę hodowla nie będzie opłacalna i nikt z tego powodu nie będzie ryzykował, żeby pozyskiwać środki unijne. Jak stwierdził podczas piątkowej konferencji prasowej Zbigniew Szczepański, prezes Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp”, kwoty za pobór wody proponowane przez Ministerstwo Środowiska są absurdalne.
To będzie nieopłacalny interes
Zgodnie z projektem ustawy prawo wodne, przedsiębiorstwa i rolnicy za 1 metr sześcienny wód podziemnych musieliby zapłacić 2 zł i 5 groszy. Cena za wody powierzchniowe byłaby o 1 zł niższa. Wygląda na to, że za kilka lat karp na wigilijnym stole będzie prawdziwym rarytasem. Polskich ryb słodkowodnych w sklepach będzie niewiele, a Polacy będą zmuszeni kupować norweskie łososie po znacznie droższej cenie niż obecnie.
– Rocznie przychód z hodowli ryb w moim stawie to około 900 tys. zł – mówi Agnieszka Andruszewska, właścicielka stawu rybnego w Rudzie Rożanieckiej. – Natomiast dochód to 200 tys. zł. Z powodu opłat za wodę za 12 miesięcy zapłacę aż 1,6 mln zł. Jak łatwo wyliczyć, hodowla karpi nie będzie opłacalna. Zbankrutuję. W gospodarstwie jest zatrudnionych sporo ludzi, stracą oni pracę. Czy to nie jest celowe działanie rządu, żeby sprowadzać ryby z Norwegii, Szwecji, Austrii czy Niemiec?
Posłowie zapobiegną tragedii?
Z właścicielami podkarpackich gospodarstw rybnych spotkał się w Rzeszowie Mieczysław Miazga, poseł PiS, członek Komisji Rolnictwa oraz Komisji Środowiska. – Chcemy pomóc rybakom – stwierdził. – Ktoś, kto wymyślił opłaty za wodę, poszedł za daleko z propozycją tej ustawy. – Na razie ten pomysł nie trafił jeszcze do komisji sejmowych. Jest jeszcze czas, żeby zawrócić z tej błędnej drogi, która uderzy w gospodarstwa rybne. Musimy zapobiec tym złym trendom.
Pracę mogą stracić tysiące osób
W Polsce w branży hodowlanej ryb zatrudnionych jest od 7 do 8 tys. osób. Tyle też ludzi straciłoby pracę. Za jednorazowe spuszczenie wody (koszty jej pobrania), licząc od hektara, właściciel stawu rybnego zapłaciłby 8,2 tys. zł. A dodatkowe jeszcze opłaty za tę powierzchnię wody zwiększyłyby się do 15 tys. zł. Za pobieranie opłat będzie odpowiedzialna spółka wodna, która będzie przysyłała inkasentów, a ci wyegzekwują pieniądze od właścicieli gospodarstw.
Członkowie organizacji rybackich, w tym właściciele stawów, zarzucają pomysłodawcom wprowadzenia opłat za wodę, że nie przeprowadzono konsultacji społecznych ze środowiskami, które na co dzień zajmują się tą profesją. W piątek (13 bm.) hodowcy ryb planują zorganizować przed Sejmem protest.
Mariusz Andres



7 Responses to "Przez opłaty za wodę nie będzie karpi"