
Fot. Paweł Galek
Jakiś czas temu, obok mieleckiego pumptracka pojawiło się przejście dla pieszych. Wybudowano je… na wprost wyjazdu z prywatnej posesji. Urzędnicy zapewniali wówczas, że taka lokalizacja jest optymalna i ostateczna, dodatkowo zaopiniowana przez specjalną komisję. Co się więc stało, że po nagłośnieniu sprawy (także przez Super Nowości) zdemontowano kontrowersyjne przejście i wykonano je gdzie indziej?
Przypomnijmy; o budowę pasów dla pieszych na ul. Powstańców Warszawy wnioskowali przede wszystkim użytkownicy pumptracka, czyli profesjonalnego toru dla rowerzystów, zbudowanego z „szybkich” zakrętów i muld, który wyrabia refleks, zmysł równowagi i kondycję. Inwestycja stała się faktem. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że pasy wymalowano dokładnie na wprost wyjazdu z prywatnej posesji.
– Umiejscowienie pasów akurat w tym miejscu jest co najmniej wątpliwe. Wcześniej właścicielka tej posesji miała problem z restauracją, której działalność nocą przeszkadzała w normalnym funkcjonowaniu. Teraz doszło to przejście. To chyba za dużo, jak na jedną rodzinę – złościł się kilka tygodni temu radny Marian Kokoszka i zapowiedział złożenie skargi. – Przejście dla pieszych naprzeciw pumptracka jest potrzebne. Jego lokalizację wypracowała specjalna komisja do spraw organizacji ruchu – odpowiedziała Monika Skowrońska-Ziomek, naczelnik Wydziału Dróg, Transportu i Energetyki w Urzędzie Miasta.
Okazało się, że wkrótce po nagłośnieniu tematu, pasy… zniknęły. – Na miejscu pojawiła się ekipa budowlana, która rozebrała to przejście i wykonała je gdzie indziej. Tylko, że ktoś wcześniej dokonał odbioru tego przejścia i wszystko było OK – grzmiał Marian Kokoszka. – Chyba jesteśmy bogatym miastem, skoro pozwalamy na tego typu rzeczy. Czy to jest optymalne rozwiązanie, to ja też mam poważne wątpliwości. Pewnie lepiej byłoby, gdyby to było na wprost fragmentu lasku, który jest po drugiej stronie ulicy – dodał.
Paweł Pazdan, wiceprezydent miasta, tłumaczył, że lokalizacja pasów została zmieniona, gdyż wykonawca umiejscowił je w nieco innym miejscu niż ustaliła to komisja ds. organizacji ruchu: – W związku z powyższym otrzymał polecenie poprawienia swojej pracy. Oczywiście nie generowało to dla nas dodatkowych kosztów. Dzięki temu nie mamy już takich sytuacji, że to przejście przylega do wjazdu na prywatną posesję – zaznaczył.
Paweł Galek



One Response to "Przy pumptracku jak u Barei"