
Lekarz – złodziej z Przemyśla nadal przyjmuje pacjentki.
Krzysztof Z. – ginekolog z Przemyśla, który przyjmował pacjentki po pijanemu, a także okradał je, został orzeczeniem Sądu Lekarskiego przy Wojskowej Izbie Lekarskiej w Warszawie zawieszony w prawie do wykonywania zawodu. Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne, a lekarz nadal przyjmuje w przychodni w Dubiecku w ramach NFZ! Najwyraźniej jego szefostwu nie przeszkadza, że pracuje z bezczelnym i pozbawionym etyki złodziejem. Do tego pan doktor „stówka” przyjmuje za pieniądze podatników!
Ta historia wydawała nam się wprost nieprawdopodobna, gdy usłyszeliśmy ją od dwóch przemyślanek, które sprytnie podeszły doktora „stówkę” i doprowadziły do ukarania go. Po tym, gdy stało się jasne i wiadome, że lekarz okradał swoje pacjentki podczas wizyt, wydawało się, że taka czarna owca w środowisku lekarskim zostanie potępiona, a żadna przychodnia nie zechce lekarza zatrudnić, szczególnie już w ramach NFZ. Tymczasem ginekolog co prawda „wyleciał” z przychodni przy ul. Lwowskiej w Przemyślu, gdzie przyjmował pacjentki po pijanemu i okradał je, ale za to bez trudu zatrudnił się w dubieckiej przychodni niepublicznej świadczącej usługi medyczne w ramach NFZ. Pracuje tam nadal, choć jego szefostwo na pewno wie, czego dopuszczał się lekarz.
Wypić musi
Informacja o tym, że w przemyskiej przychodni przy ul. Lwowskiej przyjmował pijany lekarz, który miał w organizmie około promila alkoholu, mocno zbulwersowała opinię publiczną. Podobnie zbulwersowało ją i zdziwiło, że wina lekarza w takiej sytuacji wcale nie jest taka oczywista. Policja co prawda na takie wezwania do pijanych lekarzy ma obowiązek przyjeżdżać i robi to, ale stwierdzenie przez nią nietrzeźwości u lekarza w czasie pracy wcale nie musi oznaczać dla medyka jakichś większych kłopotów. A to dlatego, że ewentualne zarzuty lekarz w takiej sytuacji może usłyszeć tylko wówczas, gdy biegły stwierdzi, iż stan jego nietrzeźwości był zagrożeniem zdrowia lub życia jego pacjentów. O ile tego nie stwierdzi, to w zasadzie …nic się nie stało. W każdym razie od strony prawnej. Oczywiście, pracodawca takiego lekarza może rozwiązać z nim współpracę, ale jak widać nic nie stoi na przeszkodzie, by trunkowy w pracy pan doktor zatrudnił się gdzie indziej.
Co jeszcze bardziej zdumiewa ,nic też nie stoi na przeszkodzie, by zatrudniać lekarza nie tylko przyjmującego pacjentów na podwójnym gazie, ale i nazywając rzeczy po imieniu, złodzieja. I to złodzieja szczególnie zuchwałego, bezczelnego i ohydnego, bo okradającego pacjentki podczas wizyt! Taką właśnie personą jest ginekolog Krzysztof Z.
Ukraść też musi
W październiku 2013 roku jedna z jego pacjentek zauważyła tuż po wizycie u Krzysztofa Z., że w portfelu brakuje jej jednego z czterech stuzłotowych banknotów. Swoim spostrzeżeniem podzieliła się z koleżanką, która także leczyła się u doktora Z. Kobiety postanowiły sprawdzić, czy ich podejrzenia co do lepkich rąk lekarza są słuszne i urządziły zabawną, ale nieudaną prowokację. Zamiast pieniędzy w portfelu umieściły karteczkę z tekstem „Dziś stówki nie będzie. Nieładnie panie doktorze!” oraz konfetti, by sprawdzić, czy lekarz istotnie grzebie w portmonetkach pacjentek. Przekonały się, że tak i zgłosiły sprawę na policję, ta jednak rozłożyła ręce. Nic nie zginęło, więc nie ma sprawy. Policjanci jednak poradzili sprytnym kobietom, by za jakiś czas urządziły kolejną prowokację . I panie tak zrobiły. Tym razem posłużyły się banknotami, których numery spisały oraz telefonem komórkowym, który pozostawał włączony przez cały czas wizyty, a jej przebiegu słuchał znajomy przemyślanek.
Gdy pacjentka zajrzała przy lekarzu do portfela i stwierdziła brak stuzłotowego banknotu, powiedziała o tym wprost lekarzowi. Ten wyjął pieniądze z kieszeni kitla i oddał je kobiecie z prośbą, by nikomu nie wspominała o tym incydencie. Ta jednak ani myślała milczeć. Obie panie, bo okradziona w jesieni znajoma pacjentki czekała na nią w poczekalni, wezwały policję. W obliczu dowodów wina lekarza nie budziła żadnych wątpliwości sądu, który skazał Krzysztofa Z. na 1000 złotych grzywny za wykroczenie.
Sad Lekarski nad sprawą pracował… ponad rok
Na tym jednak przemyślanki nie poprzestały. Sprawę lekarza – złodzieja zgłosiły do Wojskowej Izby Lekarskiej w Łodzi. Tam właśnie, ponieważ lekarz „pochodził” ze 114. Szpitala Wojskowego w Przemyślu (obecnie Szpital Miejski) i jako lekarz-oficer tej izbie lekarskiej podlegał. Rzecznik postępowania zawodowego WIL postanowił przekazać sprawę do Sądu Lekarskiego WIL w Warszawie.
Rozpatrywanie sprawy nie trwało krótko, bo orzeczenie, które otrzymały panie po jej wniesieniu, nosi datę 23 lutego tego roku. Jego treść satysfakcjonuje przemyślanki: Sąd Lekarski przy WIL zawiesił Krzysztofa Z. na rok w prawie do wykonywania zawodu. Nie jest ono jeszcze prawomocne, zatem lekarz może się od niego odwołać. Czy to zrobi – nie wiadomo, ale jest wielce prawdopodobne, że tak. A sądzimy tak dlatego, że poza słabością do trunków i cudzych pieniędzy pan doktor ma także słabość do pieniędzy w ogóle. – Ma wojskową emeryturę, przyjmuje prywatnie i pracował jeszcze na Lwowskiej – zdradza nam nasz informator. – Jeszcze mało mu było, że zaczął kraść? – zastanawia się. – Naprawdę dziwię się, że ktokolwiek go zatrudnia i to jeszcze w ramach NFZ – dodaje.
Pacjentki, uwaga na portfele!
Dubiecka przychodnia, w której „gwiazda” z Przemyśla znalazła zatrudnienie ma kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jego szefowa została mailowo powiadomiona przez opisane przez nas panie o wybrykach pana doktora Z., ale nie zareagowała, podobnie jak na telefony – poza żądaniem zaprzestania nękania jej… Z nami także nie chciała rozmawiać na temat doktora Z. Najwyraźniej ma doń pełne zaufanie, bo zatrudnia go nadal, co łatwo sprawdzić, próbując się zarejestrować do doktora Z. Nam się udało na 17 marca pomiędzy godziną 9 a 12. Podczas telefonicznej rejestracji nikt nas nie uprzedzał, że wchodząc do pana doktora, trzeba uważać na portfel , ale może jest stosowne ostrzeżenie w poczekalni, ewentualnie informacja, że: „Za pieniądze pozostawione bez opieki w pobliżu doktora Z. przychodnia nie odpowiada”. Naszym zdaniem, takowa informacja powinna być…
„Dochtór to ma klawe życie”
Jak się tak pomyśli o doktorze Z., to aż chce się zmienić słowa Andrzeja Waligórskiego ze znanej piosenki „Cysorz to ma klawe życie” na „Dochtór to ma klawe życie”. W każdym razie taki „dochtór” jak Krzysztof Z. może być bezkarnie pijany w pracy i w takim stanie przyjmować pacjentki, a dopiero jeśli którejś coś mogłoby się w związku z tym stać, mógłby odpowiadać za pracę po pijaku. Może także kraść bezczelnie kasę z portfeli pacjentek podczas wizyt, bo karę 1000 złotych za tak haniebny czyn trudno uznać za dotkliwą, także w sensie finansowym, zważywszy na kilka źródeł dochodu pana Z. Niemniej kodeksowo taka jest przewidziana. Sąd Lekarski choć nierychliwy, ale sprawiedliwy wydał orzeczenie, w którego uzasadnieniu podkreśla, że nie ma okoliczności łagodzących dla lekarza – złodzieja, który w rażący sposób naruszył zasady etyki zawodowej i nie usprawiedliwia go sytuacja rodzinna, na którą w swoich tłumaczeniach się powoływał. Lekarz musi też kontaktować się z pełnomocnikiem ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów WIL w związku z ujawnioną przez niego przebytą terapią antyalkoholową. Tylko że od tego orzeczenia lekarz może się odwołać, a w trybie odwołania zawieszenie w wykonywaniu zawodu najpewniej obowiązywać nie będzie. Czyli do człowieka, który przyjmuje po pijanemu i kradnie, trafią kolejne pacjentki, być może wcale nieświadome, z kim mają do czynienia.
Nic się nie stało, pacjentki, nic się nie stało!
Zawód lekarza jest zawodem szczególnym, a wykonujący go często podkreślają, że oczekują dla siebie szacunku i doceniania ich pracy. I słusznie. Tylko że szacunek musi być z obu stron! Trudno uznać za jego objaw przyjmowanie pacjentów po pijanemu czy kradzieże ich pieniędzy, podczas gdy przebierają się do badania. Takie zachowania w świecie lekarskim powinny być piętnowane. Jak pokazuje fakt, że doktor „stówka” nadal przyjmuje pacjentki i to za pieniądze podatników, niektórym innym lekarzom to nie przeszkadza. A pacjent? A pacjent ma być cicho i nie biegać na policję i do mediów z takimi „głupotami”, bo pan doktor się obrazi i tyle. A i jeszcze przestać nękać ma i zrozumieć! Przecież lekarz też człowiek, a człowiek jak wiadomo nie wielbłąd i napić się czasem musi i czasem też ukradnie coś komuś z portfela.
Monika Kamińska



7 Responses to "Przyjmował pijany? Okradał pacjentki? No i co z tego…"