
PODKARPACIE. Lekarze dentyści alarmują, że sytuacja publicznej stomatologii była dramatyczna jeszcze przed epidemią koronawirusa. Teraz jest jeszcze gorzej.
– Sytuacja jest zła już od wielu lat, ale teraz jest tragiczna. W lutym lekarze dentyści złożyli do dyrektora Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ wnioski o renegocjację umów, z propozycją zmian stawek od 25 proc. do ponad 100 proc. w oparciu o własną kalkulację kosztów. Taki poziom wzrostu wyceny urealniłby koszty wykonywania usług, bo stawki nie zmieniły się od 12 lat. Za usunięcie czy wypełnienie zęba, w 2008 roku i 2020 lekarz dentysta w ramach zawartej umowy otrzymywał tę samą kwotę 40 zł brutto. Z niej musi opłacić wszelkie koszty, w tym pracę asystentki, koszty materiałowe czy składki na ZUS i podatek – mówi lek. dent. Radosław Maksymowicz, przewodniczący Komisji Stomatologicznej w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Rzeszowie.
Lekarz podkreśla, że większość świadczeń w stomatologii jest dużo poniżej kosztów ich wytworzenia i trudno się temu dziwić, skoro wyceny nie zmieniły się od kilkunastu lat, gdy pensje minimalne były na poziomie 1300 zł, a nie 2600 zł. Nisze też były składki na ZUS czy koszty materiałów.
Żadnej pomocy
Czy w związku z epidemią koronawirusa dentyści dostali jakieś środki ochrony osobistej z Agencji Rezerw Materiałowych, fundusze na nie z NFZ? – Od początku epidemii gabinety dentystyczne nie otrzymały żadnej pomocy ze strony NFZ i MZ. Środki ochrony osobistej musieliśmy kupować na wolnym rynku, kiedy ich cena zwiększyła się 100-krotnie i były problemy z ich dostępnością – mówi doktor Maksymowicz.
– Problemem było też niepłacenie za teleporady, których udzielały gabinety dentystyczne w trakcie narodowej kwarantanny (za teleporady NFZ płacił prawie wszystkim zawodom medycznym). Jedyną pomocą były środki z Fundacji „Lekarze Lekarzom” wspartej przez fundację państwa Kulczyków. Dlatego, jak podkreśla, część gabinetów była zamknięta z powodu braku możliwości spełnienia wymagań, jakie na stomatologów nałożyło ministerstwo zdrowia (chodzi głownie o posiadanie dodatkowego pomieszczenia na ściąganie odzieży ochronnej), część nie mogło pracować z powodu braków personalnych (opieki nad dziećmi, chorobowe…), część jest zamknięta do dziś.
7 kwietnia pojawiło się światełko w tunelu, czyli propozycja w postaci nowego zarządzenia prezesa NFZ, która proponowała przelicznik 2,4 dla świadczeń dla dorosłych i 4,0 dla świadczeń dla dzieci. – Taki przelicznik nie pozwala na wypracowanie większej kwoty niż kwota za świadczenia w zawartej umowie, ale pozwala to zrobić szybciej. Projekt ten został zaopiniowany w ciągu 24 godz. przez Komisję Stomatologiczną Naczelnej Izby Lekarskiej i… niestety nie został przyjęty – relacjonuje.
Tymczasem w czerwcu został zaprezentowany projekt obrażający wręcz środowisko swoją propozycją wyceny na poziomie dodatkowych 2 zł za pacjenta, kiedy postulowane w lutym 2020 kwoty były na poziomie 20 – 40 zł. – Nawet projekt z kwietnia nie pozwalałby lekarzom na wypracowanie sum kontraktów do końca 2020 roku, ale był bliższy realiom ekonomicznym. Sytuacja ta prowadzi do decyzji ze strony wielu świadczeniodawców o rozwiązaniu kontraktów i zaprzestaniu przyjmowania pacjentów (zgodnie z informacją POW NFZ umowy rozwiązało już 50 podmiotów). Część rozwiąże je prawdopodobnie, gdy tylko odpracuje pożyczkę 1/12 kontraktu miesięcznie, którą dostali z NFZ. Niestety, nie widać zainteresowania ze strony NFZ, by zapobiec temu procesowi – ubolewa.
Szczególnie zła sytuacja jest w małych miejscowościach, gdzie zawsze trudniej było utrzymać gabinety. Teraz ich zamknięcie może się zakończyć zarówno brakiem gabinetów w małych ośrodkach, jak i chętnych, by takie nowe stworzyć. – Czarny PR wobec lekarzy dentystów twierdzi, że „dorabiają” się na CoVID. No cóż, mój gabinet jako jeden z kilku w Rzeszowie był gotowy i pomagał pacjentom już w marcu. W kwietniu pomimo pracy przez cały miesiąc odnotowaliśmy ok 90 proc. spadku obrotów rok do roku – mówi Radosław Maksymowicz.
Anna Moraniec



7 Responses to "Publiczna stomatologia umiera"