
MIELEC. Od co najmniej dwóch dekad mielecki sport zawodowy nie mógł liczyć na tak olbrzymie wsparcie miasta. Nie każdemu to jednak odpowiada.
Nowa mielecka władza hojnie obdarzy w tym roku sportowców. Mowa m.in. o: piłkarzach, siatkarkach, lekkoatletach, szermierzach i szczypiornistach. Kibice biją brawa. Ale pojawiają się też głosy, i wcale nie jest ich tak mało, że wyczynem powinien zająć się biznes, miasto zaś ma obowiązek finansować sport amatorski i szkolny.
W tegorocznych wydatkach miasta kultura fizyczna plasuje się na czwartej pozycji tuż za oświatą, pomocą społeczną i gospodarką komunalną. Jeszcze tok temu taka sytuacja była nie do pomyślenia. Czasy się jednak zmieniają. Zmieniły się zwłaszcza po przejęciu władzy w Radzie Miejskiej przez PiS, które na sztandarach wyborczych miało właśnie wspieranie sportu.
Od słów przeszli do czynów i w tegorocznych wydatkach miasta, które w dużej mierze przygotowały poprzednie władze, nanieśli takie oto poprawki: stypendia dla sportowców – 130 tys. zł oraz dotacje dla klubów – 215 tys. zł (piłka nożna – 100 tys. zł, piłka ręczna – 75 tys. zł, lekkoatletyka – 15 tys. zł, szermierka – 15 tys. zł., siatkówka kobiet – 10 tys. zł).
Nie powinno się finansować zawodowców
Zdecydowanie inne priorytety ma Kazimierz Totoń (64 l.), radny Naszego Mielca: – Powinniśmy przede wszystkim finansować sport dzieci i młodzieży – przekonuje. – Wówczas będzie mniej oberwanych lusterek przy autach i mniej wypitego alkoholu. W klubach od tego są zarządy, żeby szukały sponsorów, one w końcu muszą się ruszyć. Nasze pieniądze, publiczne, nie powinny być pakowane, ile komu potrzeba – mówi bez ogródek Totoń.
W podobnym tonie wypowiada się Marcin Serafin (21 l.), bloger i działacz społeczny: – Sport zawodowy powinien finansować się sam: poprzez aktywność prezesa i członków zarządu spółki czy też stowarzyszenia. Jeśli nie będzie sponsorów, to znaczy, że albo są oni nieudolnymi działaczami, albo nie ma zapotrzebowania na daną dyscyplinę – twierdzi.
Stal Mielec promuje miasto
Z takim postawieniem sprawy absolutnie nie zgadza się Zygmunt Szklarz (59 l.), wiceprezes Stowarzyszenia Piłki Ręcznej Stal Mielec: – Oferujemy konkretny produkt, który można wyrazić finansowo – przekonuje Szklarz. – Specjalistyczna firma badająca rynek wartość naszego przekazu medialnego oceniła na 5,4 mln zł, z tego na pokazywanie Mielca przypada ok. 2,4 mln zł. A więc to, co miasto nam przekazało, zostało mu niejako zwrócone.
Działacz podkreśla również, że kluby pełnią inne funkcje: – Prowadzimy szeroko zakrojoną akcję wśród dzieci. Nasi zawodnicy chodzą do przedszkoli, do szkół, promują tam sportowy sposób życia. Dziś, aby odciągnąć młodzież od komputerów i konsoli, i zachęcić ich do uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny, musimy jej pokazać idola. Wielu młodych mielczan przychodzi na nasze mecze, bo chce być jak Gliński czy Kostrzewa – przekonuje Szklarz.
Paweł Galek



One Response to "Publiczne pieniądze na kluby zawodowe"