– Śmierć mózgową wymyślono po to, aby pobierać narządy do transplantacji. Chodzi o to, aby pozbawić praw ludzkich i obywatelskich danego człowieka. Staje się on zwłokami z bijącym sercem, które należą do państwa polskiego – powiedział dominikanin o. Jacek Norkowski. To jego odpowiedź na szum medialny, jaki powstał po wypowiedzi prof. Talara, że w XXI wieku nie udało się pobrać narządów od osoby zmarłej, więc pobiera się narządy od osób żyjących.
Profesor Talar został odsądzony od czci i wiary niemal przez wszystkich lekarzy-transplantologów. Okazało się jednak, że są też jego obrońcy, którzy przedstawiają rozsądne argumenty. Należy do nich z pewnością wspomniany powyżej o. Jacek Norkowski – dr. nauk medycznych, teolog moralista, który ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Poznaniu. Uzyskał też kościelny licencjat na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza w Rzymie oraz doktorat nauk medycznych w Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Nie jest więc w dziedzinie medycyny laikiem, jak np. ja.
Otóż okazuje się, że prof. Talar nie powiedział nic, czego nie mówiliby profesorzy medycyny zainteresowani tym tematem na całym świecie. Według wielu z nich nie ma czegoś takiego, jak śmierć mózgowa. Śmierć jest, albo jej nie ma, a śmierć mózgową wymyślono po to, aby można było pobierać narządy do transplantacji. Jest to po prostu kategoria prawna. A profesor Talar nie jest przecież szaleńcem. Wypowiadając swoje zdanie, powołał się na przypadki 200 osób, które według orzeczeń lekarzy „nie rokowały”, więc próbowano wymusić na ich krewnych zgodę na pobranie narządów. Oczywiście, orzekano w tych przypadkach śmierć mózgową. Jednak prof. Talar wyleczył i zrehabilitował te 200 osób – a znaczną część z nich praktycznie w 100 procentach.
W USA już w 2008 roku zalecono całkowite wycofanie się z określenia „śmierć mózgowa”. Mówi się o „całkowitej dysfunkcji mózgu”, chociaż to także jest terminem naciągniętym i mało prawdziwym, gdyż na ogół mózg tych pacjentów wykonuje bardzo wiele różnych czynności, których się po prostu nie bada, aby nie komplikować obrazu stanu zdrowia pacjenta.
To wszystko jest bardzo skomplikowane, ale mnie najbardziej zmroził fakt, że na Zachodzie aż jeden procent populacji kończy życie jako dawcy narządów, czyli poprzez rozcięcie powłok bez znieczulenia i pobranie narządów od żyjącego jeszcze człowieka. Jeżeli tak faktycznie jest, to jest to skandal.
Poglądy profesora Talara potwierdza też Ewa Błaszczyk, aktorka, ale równocześnie szefowa fundacji Akogo, która powiedziała: – „Zdarza się, że po wielu latach człowiek się budzi, a my nie mamy narzędzi, żeby udowodnić, gdzie jest świadomość, kiedy mózg umiera.”
Do tej pory byłem pewien, że zgoda na oddanie narządów po śmierci jest obowiązkiem każdego światłego człowieka. Teraz, niestety, mam duże wątpliwości. Bo co, jeśli profesor Talar ma rację?
W każdym razie dopóki coś jest legalne, to będzie wykonywane. Teraz jedynym pewnym sposobem, żeby nie zostać dawcą za życia jest podpisanie deklaracji w Centralnym Biurze Sprzeciwów Poltransplantu.
Krzysztof Propolski, na podst. www.fronda.pl



4 Responses to "Racje profesora Talara"