Rebelia restauratorów

Niektórzy restauratorzy, mimo
zakazu, otwierają lokale
w centrum Rzeszowa. Fot. Wit Hadło

Nasiliły się kontrole sanepidu i policji w rzeszowskich restauracjach zlokalizowanych w centrum Rzeszowa, które otworzyły się mimo obostrzeń związanych z koronawirusem. Po raz pierwszy w miniony weekend inspektorzy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej weszli do środka lokali, wcześniej jedynie obserwowali zza szyby, jak klienci jedzą posiłki. Jak nas poinformował przedstawiciel sanepidu, wkrótce na kilku przedsiębiorców za złamanie przepisów zostaną nałożone kary finansowe. Jednak reprezentujący ich radca prawny zapowiada, że właściciele pubów i restauracji złożą skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzje inspektorów sanepidu.

O buncie rzeszowskich przedsiębiorców z branży gastronomicznej pisaliśmy 27 stycznia. Właściciele restauracji z centrum miasta podjęli decyzję, że jedynym wyjściem, żeby nie doszło do bankructwa ich biznesów, jest otwarcie lokali. Część z nich zrobiła to mimo zakazu rządu, który takie ograniczenia wprowadził na podstawie rozporządzenia. Przedsiębiorcy z Rzeszowa z branży gastronomicznej poprosili o pomoc radcę prawnego, który w sumie reprezentuje blisko 40 restauratorów.

Prawnik: – Zakaz otwierania niezgodny z Konstytucją

Dariusz Wlazło z Okręgowej Izby Radców Prawnych w Rzeszowie podkreśla, że właściciele pubów i restauracji nie mogą być być ukarani za to, że w okresie pandemii obsługują klientów. Rząd bowiem – podkreśla – zakazał im otwierać lokale na podstawie rozporządzenia, a jest to niezgodne z art. 22. Konstytucji RP. Z tego zapisu wynika, że: „Ograniczenie wolności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”. W tym przypadku było to tylko rozporządzenie Rady Ministrów.
– Jeden z rzeszowskich przedsiębiorców, w którego lokalu byli inspektorzy sanepidu, złożył zastrzeżenia do protokołu – mówi Dariusz Wlazło, radca prawny z Rzeszowa. – Zgodnie z przepisami, to właściciel restauracji powinien podpisać się pod protokołem. W tym przypadku tak nie było i doszło do absurdu. Pod takim pismem podpisał się sympatyk partii, który był na spotkaniu w lokalu. To są naciski polityczne na organy (sanepid, policję, straż pożarną i urząd skarbowy), żeby karać przedsiębiorców, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej i nakazano im zamykać restauracje. Ich otwarcie i obsługa klientów to jedyny sposób na przetrwanie.

Restauratorzy wyprzedają swój majątek

Radca prawny dodał, że sytuacja właścicieli lokali jest dramatyczna. Jeden z nich ma 25 tys. zł miesięcznie kosztów stałych z tytułu ZUS-u i z powodu zamknięcia swojego lokalu od wielu miesięcy zalega ze spłatami. A trzeba jeszcze opłacić prąd, pracowników i zapłacić dostawcom. Przedsiębiorcy nie mogą spać po nocach, pozbywają się swojego prywatnego majątku, żeby sfinansować straty swojego biznesu. Rzadko mogą liczyć na wsparcie rządowe, bo nie spełniają warunków dofinansowania.
– W piątek i sobotę weszliśmy do kilku lokali w centrum Rzeszowa, które były otwarte mimo rządowego zakazu
– poinformował nas Jaromir Ślączka, powiatowy inspektor sanitarny w Rzeszowie. – W dwóch z nich wydawano posiłki, a w jednym alkohol. W tym ostatnim informowano nas, że napoje były przyniesione spoza lokalu. Nawet jeśli tak było, to alkohol był serwowany w środku i to było złamanie przepisów w związku z obostrzeniami COVID-19. Wkrótce zostaną nałożone kary na przedsiębiorców, którzy złamali przepisy epidemiologiczne, w wysokości od 10 do 30 tys. zł.

Złożą skargę na decyzje sanepidu

Jednak zdaniem prawnika reprezentującego restauratorów, te kary będą bezprawne i dlatego zostanie złożona skarga na decyzje sanepidu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Będą też podstawy do wystąpienia na drogę sądową o odszkodowania za zakaz otwarcia lokali gastronomicznych. Dwa takie wnioski z innych części Polski już trafiły do Prokuratorii Generalnej.
Dyrektor sanepidu odniósł się do informacji, że „biesiady” w pubach i restauracjach odbywały się jako spotkania partyjne i według ich organizatorów było to dopuszczalne. – W rozporządzeniu rządu – jak zaznacza Ślączka
– jest zapis, że teraz, w okresie pandemii, w lokalach gastronomicznych nie mogą się odbywać żadne spotkania z posiłkami. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się radca Dariusz Wlazło, który uważa, że politycy mogą zorganizować takie spotkania, a często to podnajemcy, a nie sami właściciele restauracji wynajmują jakąś część lokalu.
– W weekend policjanci przeprowadzili 16 kontroli w rzeszowskich lokalach gastronomicznych – powiedział nadkom. Adam Szeląg, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. – Sześć kontroli było z udziałem inspektorów sanepidu. Jednak nie stwierdzono wykroczeń, nie było upomnień ani mandatów.

Bunt również w Tarnobrzegu

Nie tylko w Rzeszowie buntują się restauratorzy, którzy z powodu obostrzeń są bliscy zamknięcia lokali. W styczniu na łamach Super Nowości informowaliśmy, że z tego powodu w Tarnobrzegu powstało Stowarzyszenie Gastro Tarnobrzeg. Zrzeszyło się w nim 11 właścicieli lokali. Stwierdzili, że zostali bez środków do życia. Średnio w każdej z restauracji zatrudnionych jest tam około 8 osób. Łącznie to około 100 pracowników. Koszty ich utrzymania przeszły na właścicieli, zostali sami, bez żadnej pomocy ze strony państwa. Jak powiedzieli, muszą zapłacić za koncesję, a lokale muszą być zamknięte. Mają ogromne koszty pracownicze, za energię, podatki. Jak mamy funkcjonować? – pytała restauratorka. Nie mogą też liczyć na pomoc z tarczy finansowej, bo trzeba wykazać spadek obrotu o 30 proc. Taki spadek mieli i owszem, ale w miesiącach, kiedy byli otwarci i kiedy funkcjonowały ogródki.

Mariusz Andres

14 Responses to "Rebelia restauratorów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.