Rebeliantki z Przemyśla

Fot. arch

W jednych wzbudzają podziw, w innych niechęć, dla nikogo nie są anonimowe i nijakie. To twarde babki, „Rebeliantki”, które wychodzą na ulicę, by kolejny raz zaprotestować, gdy władza odbiera nam prawa, niszczy demokrację, łamie konstytucję.
– Została nam tylko ulica – mówią. – Dlaczego? Bo z tą władzą nie da się usiąść do rozmów, negocjować. Od 6 lat to, co się dzieje w Polsce, coraz bardziej przypomina czasy „komuny”. Ściga się nas z tych samych paragrafów, które za PRL-u służyły do ścigania opozycjonistów. Historia zatoczyła złowieszcze koło…

Anna Grad-Mizgała to energiczna kobieta w średnim wieku. Na jakąś „chuligankę” bynajmniej nie wygląda, ale trudno jej zliczyć, ile razy spisywała ją i przesłuchiwała policja. – Niby człowiek się do tego jakoś tam przyzwyczaja – przyznaje przemyślanka. – Ale nie jest też tak, że spływa to po mnie jak po kaczce. Zawsze jest to jakiś stres – przyznaje. – Najgorsza jest świadomość, że policja po prostu nęka nas na polecenie władzy i to jeszcze za nasze, podatników pieniądze! Czasem zarzuca się nam takie głupoty, że to aż śmieszne, ale śmiech jest gorzki – wzdycha A. Grad-Mizgała.
Dzielne przemyślanki działają już od kilku lat. Kiedy uznały, że trzeba wyjść na ulicę i protestować? – Ano wtedy, gdy zdałyśmy sobie sprawę, że z tą władzą nie można inaczej – zauważa Grad – Mizgała. – Z nią nie można usiąść do rozmów, negocjować, szukać kompromisów. Ta władza nie jest tym zainteresowana, co widać choćby po tym, jak traktuje naszych przedstawicieli, czyli opozycję – podkreśla. – Nie ma co liczyć, że się opamięta sama. Ludzie tacy jak my, którzy wychodzą na ulicę protestować nie tylko w dużych miastach, pokazują tej władzy, że my się na to, co robi, nie godzimy! A że ta władza ma to gdzieś? No ma, ale nie jest na szczęście wieczna – uśmiecha się przemyślanka. – Zresztą… Niby mają gdzieś nasze protesty, ale jednak usiłują nas za nie ścigać. Czyli to jednak ich boli – dodaje. „Rebeliantka” przyznaje, że ona i jej koleżanki czują swoistą presję społeczną. – No bo tak, dzieje się coś, władza znów ostro przegina, to trzeba zaprotestować. Ale kto ma to zrobić? Zorganizować? Wiadomo, że my, „Rebeliantki”! Czasem człowiek tak sobie myśli, żeby odpuścić tym razem, zostać w domu. Że może ktoś inny tym razem się za to weźmie… Ale nie, bo przecież tak tego zostawić nie można. Trzeba dać odpór temu, co władza robi. No i znów się człowiek zbiera i… na ulicę – uśmiecha się Anna Grad-Mizgała.
No i za to dawanie odporu władzy Anna Grad-Mizgała i jej podobne kobiety z Przemyśla stają się, według niektórych, „wrogami publicznymi nr 1”. – Gdzie się coś podzieje, to zaraz nas na przesłuchanie, a w końcu sprawa w sądzie – uśmiecha się smutno przemyślanka. Tak było ze sławetnymi napisami na przemyskich chodnikach. Cóż było napisane? Ano nic takiego, np. „Dość PiS”, „PiS OFF”, „TVPiS Kłamie” czy też „PiS-PZPR”. Napisy, jak napisy, na pewno władzy państwowej niemiłe, ale wszak nie wulgarne, a władza do krytyki powinna być przyzwyczajona. – Ale chyba jakoś nie była – zauważa A. Grad-Mizgała. – Bo do komendanta przemyskiej policji napisał w tej sprawie sam poseł na Sejm RP z PiS, Andrzej Matusiewicz – przypomina przemyślanka. – Pan poseł zwrócił się do komendanta „z uprzejmą prośbą o podjęcie stosownych działań w związku z aktami wandalizmu, które miały miejsce w mieście Przemyśl” – drwi „Rebeliantka”, cytując część pisma posła do szefa miejscowej policji. – A pan komendant zaraz posłuchał władzy i pobiegł szukać tych strasznych wandali – śmieje się już otwarcie Grad-Mizgała. – Oczywiście podejrzenie zaraz padło na nas, na „Rebeliantki” i potraktowano nas zgodnie z oczekiwaniami władzy, czyli jak bardzo groźne przestępczynie! Wnioskowano o dwukrotne przeszukanie naszych mieszkań w celu znalezienia „białej substancji” – wyjaśnia kobieta. – Nie, nie chodziło o narkotyki, tylko o …farbę, którą wykonano napisy. Chciano szukać też szablonów do wykonania tych napisów. Na szczęście prokuratura do tych wniosków się nie przechylila. Ale przeglądano miejski i prywatny monitoringi, czyli rzec można, pełna „profeska” w wykonaniu policji – mówi Grad-Mizgała z udawanie poważną miną. – Warto tu dodać, że jeden z zapisów monitoringu, który według śledczej prowadzącej postępowanie miał jednoznacznie świadczyć o tym, że wspomniane napisy wykonałam ja wraz z koleżanką, był poddawany analizie biegłego, co raz kosztowało podatników 10 tys. złotych, a drugim razem „tylko” niemal 900 złotych – zdradza przemyślanka. – A wszystko to w pełnym pospiechu, żeby sprawa się nie przedawniła – podkreśla. – Bo, przypomnę, tu chodziło o zwyczajne wykroczenie! Ale działania policji były tak skrupulatne i szybkie, jakby szło o morderstwo co najmniej – śmieje się kobieta. Sprawa ostatecznie trafiła do sądu, który Grad-Mizgałę i jej koleżankę uznał za niewinne. – W sądzie zeznawał przedstawiciel Zarządu Dróg Miejskich, czyli właściciela tych chodników – wspomina przemyślanka. – Na pytanie sądu, dlaczego to nie zarząd zgłosił sprawę umieszczenia napisów przyznał, że nie widziano takiej potrzeby, bo napisy wykonano mało trwałą farbą, przed sezonem zimowym. „Będzie śnieg padał, piasek będzie sypany i sól i to samo się wytrze, proszę Sądu”, tak wyjaśniał sądowi – uśmiecha się kobieta. – A tu taką aferę z tego zrobiono na polecenie posła PiS, jakby ktoś most wysadził – dodaje.
Teraz A. Grad-Mizgały nie zdziwi już żaden zarzut. – Zarzucono mi na przykład, że oparłam o ścianę budynku przy Piłsudskiego, w którym znajduje się siedziba przemyskiego PiS tekturowy transparent z hasłem przeciwko orzeczeniu TK Julii Przyłębskiej w sprawie aborcji bez zgody zarządcy budynku – relacjonuje kobieta. – Nie, że przybiłam go tam, nakleiłam, zawiesiłam, tylko że oparłam! Podobnie było z założeniem na pomnik Szwejka w Rynku koszulki z napisem „Konstytucja” – przypomina – W sprawie napisu nad Sanem „PiS – rozliczymy was” też byłam podejrzana i nękana przez policję przesłuchaniami i w końcu procesem za ten, ach, jakże straszy czyn – śmieje się Grad-Mizgala. Najśmieszniejsze jednak było oskarżenie o złamanie przepisów antycovidowych zakazujących zgromadzeń. – Pan policjant bardzo ładnie mi odczytał, jakie to ja przepisy zakazujące zgromadzeń złamałam. Całkiem poważną miał przy tym minę – wspomina przemyślanka. – Potem zapytał, czy zrozumiałam. A jakże, zrozumiałam, tyle że te przepisy rząd wprowadził rozporządzeniem w maju tego roku, a ja miałam je zlamać na „Strajku Kobiet” w… październiku 2020 r. A prawo nie działa przecież wstecz. Poinformowałam o tym pana policjanta, który tak jakoś poczerwieniał na twarzy i zaczął się jąkać, a w końcu powiedział, że on w zasadzie tylko koleżankę zastępuje i jej musiało się coś pomylić. Najwyraźniej jednak się nic nie pomyliło, bo policja pismo z takimi zarzutami wobec mnie skierowała do sądu – uśmiecha się Grad-Mizgała.
„Rebeliantka” sama zwracała się do policji raz. Gdy po jednym z protestów „Strajku Kobiet” została napadnięta i nieznani sprawcy ukradli jej flagi z logo „Strajku Kobiet” oraz poturbowali jej męża, który stanął w jej obronie. Sprawców oczywiście nie ustalono i odmówiono ich ścigania. Co ciekawe śledczy, którzy sprawców nie zdołali ustalić skądś wiedzieli, że nie mieli oni zamiaru ukraść flag, a jedynie te flagi wzbudziły ich sprzeciw. Tak w każdym razie napisano w decyzji prokuratury.
Choć, jak widać, według policji „Rebeliantka” jest mocno na bakier z prawem, żaden sąd dotychczas jej nie skazał. Sprawy są zwykle umarzane, a w jednym wypadku sąd uznawszy Grad-Mizgałę za winną wykroczenia udzielił jej nagany. – Zawsze są bardzo długie i szczegółowe uzasadnienia tych korzystnych dla mnie decyzji sądów – zauważa przemyślanka.
O co więc chodzi? – Chodzi o to, że policja mnie i podobne mi osoby nęka. Każda taka kolejna sprawa to nie tylko przesłuchania na policji, ale też kolejne spotkania z prawnikiem, „wycieczki” do sądów – wylicza. – A wszystko dzieje się za nasze, podatników, pieniądze. Do tego policjanci zamiast zajmować się ściganiem prawdziwych przestępców zajęci się ściganiem takich ludzi jak ja – zauważa Grad-Mizgała. – A ścigana jestem i mnie podobni z tych samych starych paragrafów, z których za PRL-u ścigało się opozycjonistów – podkreśla. – To skandal i trzeba i tym głośno mówić!

Monika Kamińska

35 Responses to "Rebeliantki z Przemyśla"

Leave a Reply

Your email address will not be published.