
Latami śledził intelektualne potyczki na srebrnym ekranie. Po ćwierć wieku oglądania stanął przed kamerami. Paweł Antończyk wystąpił w kultowym teleturnieju29 września.- Mój patent na „Jeden z dziesięciu” to fajna rodzina, która zgłosiła mnie do udziału w programie bez pytania o zdanie – nie kryje tarnobrzeżanin – Potem poleciało już z górki…
-Eliminacje odbyły się po jakiś 3 miesiącach od zgłoszenia i trwały dwa dni – opowiada Paweł Antończyk. – Brało w nich udział około dwóch tysięcy osób. Dostałem 16 pytań i na minimum 12 trzeba było odpowiedzieć prawidłowo. Ja miałem eliminacje w lutym w Warszawie. Udało się jednym punktem.
Co działo się dalej? -Początkiem lipca zadzwonili z propozycją udziału w nagraniu w studio w Lublinie. Samo nagranie trwa naprawdę nieco dłużej niż sam odcinek, bo ekipa bardzo sprawnie pilnuje timingu odcinka. Do tego raptem kilkanaście minut charakteryzacji i podłączania mikroportów.
Jak mu się podobało za kulisami? – To bardzo zgrany zespół, na planie jest świetna, luźna atmosfera, no i pan Tadeusz – epicentrum tego programu. Oglądam ten teleturniej od ćwierć wieku i zawsze znałem odpowiedź na większość pytań. Jestem przy tym wielkim fanem Tadeusza Sznuka jako prowadzącego, który jest dla mnie personifikacją słowa erudycja, wzorcem kultury osobistej. Cechuje go niepowtarzalna błyskotliwość, którą podziwiam. Wejście do studia „Jednego z dziesięciu” było dla mnie po prostu spełnieniem marzenia. Przekraczając próg studia ja już wygrałem – dodaje Paweł Antończyk.
42-latek zdradza także, że podczas nagrania odcinka nie przeszkadzały mu ani presja studia, ani presja „trzech sekund”, ani duża oglądalność programu czy stres. – Może było mi łatwiej, bo pół życia zawodowo pracuję z kamerą. Presja silna owszem i była, ale… żeby wstydu rodzinie i miastu nie przynieść – przyznaje tarnobrzeski finalista popularnego teleturnieju z zawodu politolog i doświadczony PR-owiec.
Nie da się nauczyć wszystkiego
Gospodarz programu „Jeden z dziesięciu” twierdzi, że pytania w jego teleturnieju dotyczą tylko jednej dziedziny, czyli wszechświata lub, że pochodzą z tysiąca dziedzin – bardzo drobnych i szczegółowych. Aby wygrać niezbędne są ciekawość świata, erudycja, refleks i umiejętność strategicznego myślenia.W kwestii stresu radzi uczestnikom, by podchodzili do udziału w teleturnieju jak do zabawy, a występ w telewizji traktowali jak przygodę. – Przecież w tak złożonym teleturnieju zdarza się, że w jednym odcinku występuje kilka osób o wielkiej wiedzy, a wygrać może tylko jedna, bo taka jest główna zasada tej zabawy – radzi prowadzący na stronie internetowej programu „1 z 10” to nie egzamin.
– Nie da się przygotować do tego teleturnieju ze wszystkiego. Ja oczywiście korzystałem testów i quizów on-line, ale do nauki jak do sesji egzaminacyjnej, było temu raczej daleko – wyznaje Paweł Antończyk.
Tarnobrzeżanin odpowiedział w programie na kilkanaście pytań. Znalazły się wśród nich m.in. dotyczące: nazwy siedziby prezydenta Francji, nazwy odpowiednika słowackiego grosza, roku samobójczej śmierci Witkacego oraz tego, czy Polska i Hiszpania znajdują się w tej samej strefie czasowej lub jak z włoskiego nazywają się małe krążki papieru rozsypywane podczas zabaw? W finale tarnobrzeżanin zdobył 93 punkty i otarł się o zwycięstwo. Pytanie, które zagrodziło mu drogę do zajęcia pierwszego miejsca w odcinku, dotyczyło nazwy największej z wysp wchodzących w skład Wysp Kanaryjskich. Tarnobrzeżanin wskazał Gran Canarię zamiast Teneryfy.
Panu Pawłowi pozostaną wspomnienia. Zdjęcia z prowadzącym program nie udało mu się niestety zrobić. Uczestnik programu oddaje telefon do depozytu zaraz po wejściu do budynku, a ze względu na pandemię, nie było możliwe nawet podanie sobie rąk.Czy chciałby jeszcze raz zmierzyć się z wyzwaniem? – Jasne. Choćby jutro. Na pewno tam jeszcze wrócę, jak tylko odczekam obowiązkową karencję. zapowiada finalista programu emitowanego 29 września br.A w międzyczasie coś tam wymyślę… Milionerzy, Vabanqe, Giganci Historii jest w czym wybierać
Małgorzata Rokoszewska
„Jeden z dziesięciu” to najdłużej emitowany polski teleturniej. W intelektualne szranki staje w każdym odcinku dziesięciu zawodników, którzy odpowiadają na kolejno zadawane pytania przez prowadzącego. Dobra odpowiedź, pozostawia uczestnika w grze, a w drugiej części teleturnieju daje prawo wyboru pytanego. Trzy błędne odpowiedzi, eliminują z rozgrywki. Do finału wchodzi trzech najlepszych uczestników odcinka. Ten, który najdłużej zachowa szanse, wygrywa. Po emisji dwudziestu odcinków, wyłonionych zostaje dziesięciu najlepszych z najlepszych i oni biorą udział w wielkim finale, gdzie do wygrania jest nawet 50 tysięcy złotych.


