
RZESZÓW. – Policjanci go zabierają, a na drugi dzień znowu szaleje z nożem – mówią ludzie mieszkający i pracujący przy ul. Mickiewicza.
Mężczyzna pociął się żyletką, bo nie dostał jedzenia i pieniędzy. Zabrał klientom restauracji jedzenie, po czym wyszedł z lokalu. Później już była karetka, ochrona i policja. Właściciel lokalu mówi Super Nowościom, że mężczyzna terroryzuje właścicieli lokali gastronomicznych, sklepów, ale także przechodniów w centrum Rzeszowa, m.in. na ulicy Mickiewicza, Gałęzowskiego. – Biega z nożem, żyletkami, jakimiś niebezpiecznymi przedmiotami i chce zwykle kasy – mówi nam jeden z mieszkańców centrum.
Była godzina 11, kiedy w czwartek (13 czerwca) do jednego z lokali gastronomicznych przy ul. Mickiewicza przyszedł mężczyzna, który około 1,5 miesiąca wcześniej wyszedł po kilku latach z więzienia, zresztą mieszkaniec tejże ulicy. Zażądał od kelnerki stojącej za bufetem pieniędzy i jedzenia. Ta mu odmówiła. Wówczas wyjął przedmiot przypominający żyletkę i zaczął ciąć swoją rękę.
– Następnie taki poraniony poszedł do klientów, zabrał im ze stołu jedzenie i cały czas przeklinał. Podszedł do kolejnego stolika wymachując tym niebezpiecznym przedmiotem i wziął kolejne jedzenie, po czym wyszedł ode mnie z lokalu – opowiada właściciel restauracji.
Napastnik przeszedł kilkaset metrów ul. Gałęzowskiego. Przytrzymali go wezwani przez personel lokalu ochroniarze, na miejsce przyjechała do niego także karetka, a na końcu policjanci. Mężczyzna pojechał do szpitala.

Terror na ul. Mickiewicza
Słyszymy, że odkąd wyszedł z więzienia, terroryzuje cała okolicę. – Przeważnie chodzi z nożem i wymachuje nim zwykle chcąc jedzenia lub pieniędzy – mówi Super Nowościom jedna z kobiet pracujących przy ul. Mickiewicza. Prosi zresztą, jak też również inne osoby, o niepodawanie nawet imienia, bo jak sama mówi ludzie boją się.
– Około tygodnia temu siedział na środku chodnika i jadł parówkę. Strażnicy miejscy podeszli do niego, ale nawet go nie dotknęli, dopiero policjanci, z obrzydzeniem, w rękawiczkach zabrali go z tego chodnika. Facet grozi innym, może być czymś zarażony, jest niebezpieczny dla otoczenia, a oni go zabierają i na drugi dzień jest już wypuszczany – mówi nam jeden z przedsiębiorców.
Policjanci rozkładają ręce i twierdzą, że nikt nie zgłasza oficjalnego zawiadomienia o przestępstwie. – Owszem, interweniujemy wobec tego mężczyzny, ale skoro nie mamy zgłoszenia, to nie możemy zbyt wiele zrobić – mówi Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji.
Ludzie, z którymi rozmawialiśmy, mówią z kolei, że nie zgłaszają, bo najzwyczajniej boją się. Jak dowiedzieliśmy się jednak od policjantów, po czwartkowym zdarzeniu właściciel lokalu ma zgłosić oficjalnie u nich sprawę. Czy to pomoże, a policjanci zajmą się recydywistą?
Grzegorz Anton



One Response to "Recydywista terroryzuje centrum Rzeszowa"