Rejestratorka w przychodni to prawie lekarz

Fot. Pixabay

Przemyślanin chciał zrobić test na koronawirusa. Od pani rejestratorki w swojej przychodni dowiedział się, że to niepotrzebne, bo… jest zdrowy. – Z całym szacunkiem, ale od kiedy to pani w rejestracji ma decydować czy pacjent ma mieć wykonane badanie? – irytuje się nasz rozmówca.

Pan Jacek z Przemyśla był hospitalizowany w przemyskim Wojewódzkim Szpitalu. Był to planowy pobyt mężczyzny w placówce związany z jego przewlekłym schorzeniem. Kuracja przebiegła bez trudności, ale niestety okazało się, że pacjent leżący z panem Jackiem w jednej szpitalnej sali, jest zakażony koronawirusem. – Mój „współspacz” z sali szpitalnej nie miał żadnych objawów COVID-19 – opowiada przemyślanin. – Niestety okazało się, że jest chory, a ja miałam z nim przecież kontakt – zauważa.
Przemyślanin został wypisany ze szpitala i trafił od razu na kwarantannę domową. Ma przebywać na niej do 25 grudnia. Nie ma objawów COVID-19, ale chciałby wykonać test na koronawirusa. – Choruję przewlekle, mieszkam z sędziwą mamą – wyjaśnia mężczyzna. – Lepiej na zimne dmuchać, skoro miałem kontakt z chorą osobą – dodaje. Pan Jacek szukał więc kontaktu ze swoim lekarzem rodzinnym, by od niego uzyskać skierowanie na test. – Zatelefonowałem do swojej przychodni chcąc się zarejestrować na teleporadę – opowiada przemyślanin. – Tymczasem „zdiagnozowała” mnie telefonicznie pani… rejestratorka
– kpi mężczyzna.
Jak to możliwe? – Ano tak, że zadzwoniłem i przedstawiłem sytuację pani w rejestracji prosząc o zapisanie mnie na teleporadę – relacjonuje pan Jacek. – Pani mnie wysłuchała i stwierdziła, że żaden test nie jest mi potrzebny, albowiem nie mam objawów COVID-19 i jestem całkowicie zdrowy – śmieje się pacjent. – Doprawdy ucieszyłbym się z takiej diagnozy, gdyby była poparta czymś bardziej wiarygodnym niż tylko przekonanie pani rejestratorki – zapewnia pan Jacek. Mężczyzna to samo powiedział pani z rejestracji i dodał, że objawy o niczym nie świadczą, bo COVID -19 może przebiegać bezobjawowo i życzyłby sobie, żeby to jednak lekarz zdecydował o jego teście na koronawirusa. – Pani się chyba obraziła na mnie, bo powiedziała mi, że jestem niemiły – wspomina przemyślanin. – Przyznam się, że istotnie nie myślałem ciepło o tej pani – wzdycha nasz rozmówca. – Powiedziałem jej, że alergicznie reaguję na głupotę. Tak, wiem, nie było to zbyt miłe, ale puściły mi nerwy – wyznał pan Jacek. – Z całym szacunkiem, ale od kiedy to pani w rejestracji ma decydować czy pacjent ma mieć wykonane badanie? Skoro ta pani chciałaby o tym decydować, to trzeba było skończyć medycynę, zostać lekarzem i tyle – mówi poirytowany przemyślanin. – Ciekawe ilu pacjentów w podobnej do mojej sytuacji udało się tej pani „spławić”? – zastanawia się pan Jacek.
No właśnie, ciekawe ilu… Wszyscy wiemy, że służba zdrowia nie ma teraz lekko i to nie tylko ta jej część, która zajmuje się bezpośrednio walką z koronawirusem. Nawał pracy, konieczność diagnozowania pacjentów na podstawie tylko opisu przez nich samopoczucia i objawów chorobowych, do tego także roszczeniowe osoby. Jednak mimo to sytuacja, gdy to pani z rejestracji decyduje czy pacjent potrzebuje testu i czy jest zdrowy, czy nie, jest kuriozalna!

emka

3 Responses to "Rejestratorka w przychodni to prawie lekarz"

Leave a Reply

Your email address will not be published.