
STRZYŻÓW, KRAKÓW. Akcja „LOT do domu” i kwarantanna oczami mieszkanki Podkarpacia.
– Czytajcie, malujcie, słuchajcie muzyki, czyli po prostu róbcie rzeczy, na które dotąd nie mieliście czasu. Nadrabiajcie zaległości w kontaktach z bliskimi i bądźcie pełni optymizmu, bo dwa tygodnie w domu to jeszcze nie koniec świata! – mówi Dominika Materna-Biegan ze Strzyżowa. Kilka dni temu wróciła do kraju rządowym „Lotem”. Specjalnie dla dziennika Super Nowości relacjonuje, jak wyglądał powrót do kraju i życie na kwarantannie.
Dominika za granicą spędziła trzy lata. Mieszkała i pracowała w Anglii. Decyzję o powrocie do kraju podjęła jakiś czas temu. Plan zakładał powrót do Polski w lipcu, ale kiedy w Anglii epidemia koronawirusa zaczęła przybierać na sile, wspólnie z mężem zdecydowali, że nie ma na co czekać. – Przestraszyliśmy się troszkę tego wirusa. Obserwowaliśmy rozwój pandemii i to, jak świat sobie z nią radzi. Brytyjski rząd nie radził sobie najlepiej, nie czuliśmy się bezpiecznie. Mieliśmy więc do wyboru – zostać i pracować narażając swoje zdrowie, albo wziąć bezpłatny urlop i przyjechać do Polski – opowiada Dominika.
Na samolot czekali 5 godzin
Kiedy zapadła decyzja o zamknięciu granic, wspólnie z mężem zaczęli szukać sposobu na powrót z Wielkiej Brytanii do Polski. Skorzystali z rządowego programu „Lot do domu”. – Zakup biletów podlegał takim samym procedurom, jak na każdy inny samolot, więc nie było z tym żadnego problemu. Problemem okazało się dotarcie na lotnisko. Londyn był zamknięty, a loty do Polski odbywają się tylko z tego miejsca. Musieliśmy z mężem najpierw dostać się do Leeds, gdzie została zorganizowana specjalna linia National Express, bezpośrednio na lotnisko. Za bilety autobusowe zapłaciliśmy 150 funtów, czyli 10 razy drożej niż normalnie. Dlaczego? Nie wiem, ale nie było czasu na zastanawianie się… – opowiada, dodając jednocześnie. – Na lotnisku standardowa kontrola: skan walizki. Wszyscy pracownicy w rękawiczkach i maskach. Na bieżąco upominali ludzi, aby zachowali od siebie odległość minimum dwóch metrów. Na samolot czekaliśmy 5 godzin, cały czas w jednym miejscu, bo trochę baliśmy się spacerować. Przed wejściem do samolotu nikt nas nie badał, dopiero kiedy wystartowaliśmy, stewardessy mierzyły każdemu pasażerowi temperaturę. Otrzymaliśmy również ankiety, na których każdy miał wpisać, gdzie leci i w jakim miejscu odbędzie się kwarantanna. Przez cały lot nie było serwisu cateringowego, a ekipa pokładowa ze względów bezpieczeństwa miała z nami ograniczony kontakt – relacjonuje nasza rozmówczyni.
Niezapowiedziane kontrole policji
Po wylądowaniu, cała załoga i pasażerowie spędzili w samolocie jeszcze godzinę. – Czekaliśmy na wojskowy personel medyczny i ponowny pomiar temperatury. Na szczęście nikt nie miał gorączki ani innych objawów choroby. Wojskowi zebrali też od wszystkich pasażerów wypełnione ankiety – mówi Dominika. Po odebraniu bagaży, podczas kontroli paszportowej, każdy pasażer otrzymał instrukcję z informacją, jakich zaleceń należy przestrzegać podczas kwarantanny oraz informację o specjalnej aplikacji, stworzonej przez Ministerstwo Cyfryzacji. Przeznaczona jest ona dla osób przebywających w domowej kwarantannie i umożliwia m.in. złożenie zapotrzebowania na artykuły spożywcze, posiłek lub kontakt z psychologiem.
Rządowym autobusem z Warszawy pojechali do Krakowa, gdzie spędzają obecnie dwutygodniową obowiązkową kwarantannę. – Tak się złożyło, że nasz znajomy także zdecydował o powrocie do kraju, więc postanowiliśmy spędzić kwarantannę wspólnie. Na szczęście wszyscy czujemy się dobrze, nie mamy żadnych objawów zakażenia koronawirusem – mówi Dominika, jednocześnie dodając, że sanepid poinstruował ich, że mają odpoczywać i czekać na niezapowiedziane kontrole policji. Zgodnie z procedurami funkcjonariusze muszą bowiem przynajmniej raz dziennie sprawdzić, czy osoba na obowiązkowej kwarantannie przebywa w miejscu jej odbywania. – Policjant dzwoni przez domofon i prosi o podanie danych osobowych i pyta jak się czujemy – wyjaśnia.
Bądźcie pełni optymizmu
A jak wygląda życie w domowej kwarantannie? – Staram się aktywnie spędzać czas. Rysuję, czytam, nadrabiam zaległości z kina, ćwiczę, słucham muzyki, modlę się. Mam też w końcu czas, aby porozmawiać z przyjaciółmi z dawnych lat. Najgorsza chyba jest świadomość, że jestem w kraju, a nie mogę uścisnąć najbliższych, rodziny, przyjaciół. Nie mogę wyjść na spacer po moim ukochanym Krakowie, na co tak długo czekałam. Ale poza tym nie jest źle – zapewnia nasza rozmówczyni, a dla osób przebywających na obowiązkowej kwarantannie ma kilka rad. – Odpoczywajcie! Róbcie rzeczy, na które dotąd nie mieliście czasu. Podejmijcie jakieś wyzwanie, np. nauka szpagatu lub stania na głowie. Nadrabiajcie zaległości w kontaktach z bliskimi I bądźcie pełni optymizmu, bo dwa tygodnie w domu to jeszcze nie koniec świata! Zdrowia Wam życzę – kończy Dominika.
Martyna Sokołowska


